środa, 30 marca 2016

Venus z Larnaki
















Przetrwała jeszcze w Aleksandrii
miłość gotowa zrobić wszystko.
Był jak Romeo, lub jak Gandhi.
Krok w desperację był już blisko.

Ona - być może Kleopatra,
lub Venus wychodząca z piany.
Na pewno poświęcenia warta.
Kto dziś zrozumie zakochanych?

Napisał dla niej wiersz błagalny,
lecz tekst wysłano do Kairu.
On, albo świat jest nienormalny,
podobnie internetu cirrus.

Zniknęły gdzieś wysokie loty
obciążone pasem terroru.
Mylą lotniska samoloty.
Miłość podobna do horroru.

O tej się nagle świat dowiedział.
Przebiła wszystkie wiadomości.
Spokojnie w samolocie siedział.
Nagle na wszystko się zezłościł.

Mam pas na sobie! Lećcie do niej!
Zobaczy mnie... i się nie wyprze,
a pot wystąpił mu na skronie,
bo lądowali już na Cyprze. 

poniedziałek, 28 marca 2016

Święta, Święta i...














Święta, Święta i... powroty
do stołeczków, do roboty.
Opłat, długów i kredytów.
Do naszego dobrobytu. 

Święta, Święta... żegnaj gości.
Nie ma dobrych wiadomości,
ale masz Dobrą Nadzieję.
Przeprowadzi cię przez dzieje.

Ale masz Dobrą Nowinę.
Niejedną zrzuciłeś winę
klęcząc przy konfesjonale.
Dotknął ciebie boży palec.

Nie możesz mieć niedziel wszystkich.
Przypomniałeś sobie bliskich.
Pomyślałeś jak być może.
Wiosna już. Nie jest najgorzej.

A gdyby się pogorszyło...
zawsze jest szansa na miłość,
rekonstrukcję lub odnowę.
Idziesz w nowe, jednym słowem. 

niedziela, 27 marca 2016

Belgijski rozum












Dzisiaj nie chciałbym czuć się Belgiem.
Znosić kpinę, a nawet obelgę,
broniąc swego do upadłego.
Na zarzuty udawać głupiego.

Dzisiaj nie chciałbym mieszkać w Brukseli.
Wszyscy ze mnie pewnie by się śmieli,
że na wszystko tak jestem otwarty,
gdy mój zamysł jest niewiele warty.

Libertyni by chętnie poparli,
gdybym krzyknął znów "Jestem Charlie!",
ale ta "nazistowska" prawica
pokazała się na ulicach. 

Liberały wsparcie by dały.
Są policje, armatki i pały.
Wszyscy widzą, że obraz jest jasny:
Najgroźniejszy jest kibic własny!

Cudzoziemcy to już są Belgowie.
Złego słowa rząd o nich nie powie,
bo już wkrótce i całkiem niedługo,
oni będą panami, ja sługą.

Myślał Belg tracąc samokontrolę.
Świat gdzieś skręcił. Zmieniły się role.
Też coś zrobię i wstanę od biurka.
Wyszedł. Kupił bilet do Strasburga.

Hybryda i Zmartwychwstanie




















Szklanym sufitem niebo zamknięte
i zajmujemy się elementem.
Jest nim migracja, Islam, zamachy.
To wojna szklane buduje dachy.

Wyżej nie wolno! Wyżej nie ruszać!
Wojna ten poziom na nas wymusza.
Poważny kłopot macie pod nosem.
My sterujemy globalnym losem.

Światowe media cenzorów chórem
zagłuszą wszystko. Nie patrzcie w górę!
To nic, że Święta... nic, że imperia.
Przesłania oczy zamachów seria.

Na jeden temat przekaz słyszycie.
Unia ma problem. A gdzie Zbawiciel?
Na pewno poszedł już do Emaus.
Wojna medialna - Judasza całus.

Na Zmartwychwstanie pada cień strachu
szklanych sufitów i szklanych dachów.
A czy wasz Chrystus ma jakieś wojsko?
Ty go dziś jedna przyjmujesz Polsko!

Choć widzisz spory, władzy mizerię,
chociaż wywożą znów na Syberię,
choć świat zakłada szahida pasy -
Ty się nie godzisz na takie czasy!

I "Alleluja!" w rodzinach wołasz,
a choć przekrzyczeć mediów nie zdołasz,
"Jezus Zmartwychwstał" - wiarę swą wyznasz.
"Króluj nam Chryste!" - prosi Ojczyzna.

sobota, 26 marca 2016

Marek Gajowniczek "Grób" Czyta: Bogdan Dmowski

Grób

















Zatoczono wielki kamień na grobową jamę,
by nie mogło ludzkie ramię odkryć, co nieznane.
Postawiono zbrojne straże. Wydano zakazy.
Surowe padały słowa. Stanowcze wyrazy.

Rozruchów się obawiano w mieście i świątyni,
gdyby wątpliwość posiano: Cóż ten sąd uczynił?
Spodziewano się przeszukań i represji dalszych.
Aresztowań i przesłuchań. Interwencji twardszych.

Wydarzenia bezpieczeństwa przekroczyły skalę,
jakby państwu grób zagrażał, Duch zamknięty w skale.
Kramy, świąteczne obchody odwracały oczy,
żeby naród o powody dyskusji nie toczył.

Wciąż to wszystko jest nam znane, jakbyśmy tam byli.
Żywe i niezapomniane i jakby sprzed chwili.
Jakby tu się rozgrywało i na naszych oczach.
Boża Wola tak się spełnia - odwieczna, prorocza. 

Marek Gajowniczek "Zmartwychwstanie" Czyta: Bogdan Dmowski

piątek, 25 marca 2016

Ukrzyżują Jezusa














Ukrzyżują Jezusa.
Uwolnią Barabasza.
Będą postrach wymuszać,
a srebrniki Judasza
podzielą między siebie
na syryjskiej już ziemi.
Obcym znakiem na niebie
pragną wiarę odmienić
i do podwzgórza Czaszki
zaprzysięgli piszczele
i wojenne igraszki
w pustym czynią Kościele.
Piotr się zaparł trzy razy.
Czy się zaprze raz czwarty?
Niby nie ma obrazy,
ale wszędzie są warty.
Ukrzyżują! Uwolnią 
uwięzione demony.
Te obsiądą Kolonią
świat od krwi już czerwony.
Brukowce mówić będą,
czego nikt nie zrozumie,
lecz Anieli przybędą.
Jeden kamień odsunie.

25 marzec
















Sześćdziesiąt dziewięć? Za nic mnie nie wiń!
Wróć do przeszłości. W pamięci przewiń.
Sześćdziesiąt dziewięć - filozoficzne.
Czas znów zespolił refleksje liczne.

Uśmiech. Życzenia. Kawa poranna.
Dzisiejszy dramat - jutro Hosanna!
Radość i wojna - wszystko jest w jednym.
Jesteś szczęściarzem, a także biednym.

W takiej Brukseli nie ma Świąt żadnych.
U nas - Misterium, emocjonalny
czas nam zaplątał zdarzenia różne -
codzienne, wielkie, znaczące, próżne.

Z jubileuszem - Ukrzyżowanie,
wojny o dusze i Zwiastowanie.
W sześćdziesiąt dziewięć pokręcił wiersze.
Powraca jajko. Co było pierwsze?

W klepsydrze lecą ziarenka piasku.
Cicho, bez przerwy, nie dla poklasku.
Twoje się także spojrzenie zmienia,
lecz pozostaje, aż tyle chcenia...
Obawy wielkie, zamiary - tycie...
Bóg, świat i człowiek - Droga przez życie.  

Marek Gajowniczek "Krzyż" Czyta: Bogdan Dmowski

czwartek, 24 marca 2016

Zmartwychwstanie























Misterium, jak promień wychodzący z rany.
Spotkanie dwóch światów, z których, jeden znamy.
Niepewność, postawa, nadzieja, czekanie. 
Wiara i obawa. Życia przenikanie.

Ludzkie jest cierpienie, a boska jest troska.
Przez krzyż wyniesienie. Opieka ojcowska.
I ludzkie też było do Nieba pytanie.
Boska jasność w grobie, Całun, Zmartwychwstanie.

A potem był powrót. Przedziwność przemiany.
I myśli kołowrót... i palec do rany. 
Spóźniona refleksja, gdy chleb z nimi dzielił.
I czas był potrzebny, zanim zrozumieli.

I my mamy własne spotkania na drodze.
Skąd jestem? - pytamy. I dokąd odchodzę?
A Jezus potrafi zawrócić do Rzymu
i małych podnosić - pochylać olbrzymów.

Nie tylko dla gestu, by myli nam nogi.
Wracamy w Misterium refleksją w pół drogi,
która nas prowadzi przez dolinę ciemną.
Pan Jezus zmartwychwstał. Jest przy mnie. 

Jest ze mną.   

środa, 23 marca 2016

Krzyż
















Pojmany, związany, poszedł bez oporu.
Przed sądem stawiany dla śledztwa pozorów,
nie liczył na łaskę Judei Prefekta.
Padła "Ecce homo" - półprawda, korekta.

Na ludzką niewiedzę i wyobrażenia,
na potęgę władzy i sposób sądzenia 
spadło oskarżenie marności człowieka
i tylko On wiedział, że Ojciec wciąż czeka.

Przez ubiczowanie, przez mękę, przez krzyże,
pokażę im Drogę, Nadzieję przybliżę
i jeśli mnie potem poczują przy sobie -
To Bóg Mój i człowiek - każdy sobie powie.

I czynić już będą na moją pamiątkę,
co zdało się końcem, a było początkiem
i tylko cierpienie wytrzymać daj Eli!
A ludzie - Ukrzyżuj! Ukrzyżuj! - krzyczeli.

Jest wciąż miejsce Czaszka i Via Dolorosa
i wiara głęboka, zwątpienie i poza
i Całun badany przez ludzi w Turynie
i myśl bogobojna o naszej godzinie.

Są Pisma, badacze i wieczny ten czas.
Zbawiciel, Bóg, Mesjasz jest z nami i w nas.
I ty nieraz boską obecność poczujesz,
widząc, że swą ręką twe ścieżki prostuje.

A wówczas policzek schylił Judaszowi
i czarę goryczy daną człowiekowi,
przechylił i za nas poszedł na cierpienie.
Mówią, że wciąż wiara przesuwa kamienie. 

Maelbeek
















Przekaz jak wojna - jest wciąż "zastępczy"
i jeszcze nieraz wybuch zadźwięczy
i przejdzie falą przez mikrofony.
Ma on, jak wojna - różne poziomy.

My dostajemy przekaz dla ludzi,
który emocje winien wystudzić.
Widzimy siebie i przeciwnika,
a to jest wojna, nie polityka.

Za terroryzmem są jakieś kraje
i walczą o coś - tak nam się zdaje.
O swoje życie - przekaz zaręcza.
Znamy już poziom - Wojna Zastępcza.

Nad nią już starcia są mocarstwowe.
O co tam walczą? Nikt nam nie powie,
że życie ludzkie wciąż mają za nic.
Może nie tylko o zmiany granic? 

Ta wojna przecież jest pełzająca.
Gdzie był początek? Czekamy końca.
Widzimy ciągle obraz fałszywy -
przekaz filmowy i nieprawdziwy!

Okno za oknem wciąż się otwiera.
To jest jak Windows, za sferą sfera.
Dno pod podłogą... kolejne dna...
Niewiele osób te plany zna.

Mówią - "Hybryda". Kiedyś się wyda.
Przekaz już częściej sedna dotyka.
Mała refleksja może się przyda?
Gdzie jest w tym Rosja? Gdzie Ameryka?

Będzie ciąg dalszy. To wszyscy wiedzą,
lecz nawet słowa nam nie powiedzą,
by się wzajemnie nie sprowokować.
Wszelkie pozory pragną zachować.

Gorące sceny są dzisiaj dwie.
Gdy w jednej spokój - to w drugiej źle.
Maelbeek to jedna z kolejnych stacji.
Ukryta wojna ukrytych racji.

Program specjalny! Program zastępczy.
Jeszcze niejeden wybuch zadźwięczy,
inaczej w sztabach, inaczej w głowach.
Na prawdę ludność nie jest gotowa!

wtorek, 22 marca 2016

Marek Gajowniczek "Wielki Tydzień" Czyta: Bogdan Dmowski

Ostatnia Wieczerza
















Siedział po środku między uczniami.
Chciał, by umieli odczytać znak.
Przy dniu jutrzejszym był już myślami.
Rozmyślał w duszy. Być może tak:

Jest Brama między Ziemią i Niebem.
W niej krew się może zamienić w wino,
ciało wyrosnąć powszechnym chlebem,
nie to jest jednak Dobrą Nowiną.

Istotą wiary jest Zmartwychwstanie.
Niepewność zawsze dręczy człowieka.
Przeistoczenie - przeistaczanie?.
Człowiekiem jestem. Mnie też to czeka.

I będę wkrótce Barankiem bożym.
Od lat baranki Bogu składano.
Ojciec mnie ludziom w ofierze złoży.
Chce im coś wskazać, czyniąc to samo.

By zrozumieli i uwierzyli.
Poznali wagę tego zdarzenia
i za przykładem oczy zwrócili
na to Misterium łez i cierpienia
ludzi i Matki, Ojca i Syna.
Gdzie myśl się kończy, tam się zaczyna.

Po czym wziął kielich. Oni milczeli.
Jeszcze wszystkiego nie rozumieli.
Ogniki myśli w jeden krąg zbili
i Duch otoczył ich w jednej chwili,
a jeden Judasz zadrżał na ciele.
Tego dla niego było zbyt wiele.
Wiedział do czego Pan Jezus zmierza
i że Ostatnia jest to Wieczerza. 

Marek Gajowniczek "Ostatnia Wieczerza" Czyta: Bogdan Dmowski

Marek Gajowniczek "GÓRA OLIWNA" Czyta: Bogdan Dmowski

Marek Gajowniczek "Brama" Czyta: Bogdan Dmowski

Góra Oliwna
















W opinii Poncjusza Piłata
wzrastało w mieście zagrożenie
i każdy religijny zatarg
mógł spowodować większe wrzenie.
Legion już wcześniej był na nogach.
Po mieście krążyły patrole.
Panował tłok na wszystkich drogach.
Odczuwano rzymską niewolę.
Na siedmiu bramach, siedmiu wzgórzach
tam, gdzie się gromadzili ludzie,
słuchano pilnie, kto podburzał,
a każda opowieść o cudzie
echem krążyła po pałacu.

Jezusa nie było na placu.
Usiedli na Oliwnej Górze,
gdzie z pewnością świątynni stróże
nie zdążyli nikogo dosłać.
Rozważano. Czy pójść, czy zostać?
I wtedy ktoś  wtrącając zdanie,
przypominał wszystkim to Kazanie.
Nie bądźmy tak ubodzy w duchu,
przyzwyczajeni do posłuchu,
bo smutni będą pocieszeni.
Cisi posiądą własność ziemi.
Nasycą się sprawiedliwością.
Niech miłosierni swą miłością
pokażą Panu czyste serca.
Wprowadźmy pokój, gdzie bluźnierca
wystraszył ludzi represjami.
Nagrodzeni - prześladowani
Królestwo Niebieskie dostaną.
I posłuchali wszyscy. Wstano.
Czekała już Jerozolima
i dzień kolejny się zaczynał. 

poniedziałek, 21 marca 2016

Marek Gajowniczek "Świątynia" Czyta: Bogdan Dmowski

Świątynia

















Dzień spędzał w świątyni, noc w domu Łazarza.
Słuchali go inni. Kim byli - nie zważał.
Saduceusze, Faryzeusze... 
Przychodzili różni. Różne mieli dusze.
Wiedziano, że w górach żyją Esseńczycy
i spór był w świątyni, w domach, na ulicy.
Działalność Jezusa w mieście była znana.
Wiódł liczną gromadę. Brano Go za Jana,
za mędrca, proroka i nauczyciela,
co zmiany wprowadza i innych ośmiela. 
Czekali Mesjasza, wybawcy, proroka
i ci od Lewiego i ci od Sadoka,
a uczeni w piśmie rozpoznać Go mieli,
że wkrótce tu przyjdzie - czekali, wiedzieli
i każdy z nich liczył, że pierwszy się dowie.
Rzym twardą miał rękę, a liberałowie
z nim współpracowali przyjmując hellenizm.
Poczuli się teraz mocno zagrożeni.
Toczono w świątyni zażarte dysputy.
Rozgłaszano wieści, w tym wiele zatrutych
i padały często podstępne pytania
o los Izraela, sposób świętowania.
A Jezus najliczniej gromadził słuchaczy.
Pytali Go: - Co to, co tamto dziś znaczy,
a potem o wszystkim składali donosy
i ktoś się uważnie wsłuchiwał w te głosy.
Planował podstępnie. Miał ludzkie zamiary,
nie mając pojęcia, że z goryczy czary
tak wielka się miłość rozleje po świecie.
Zbliżała się Pascha. W Misterium idziecie... 

Okradł złodziej złodzieja...


















Okradł złodziej złodzieja.
Złodziej będzie go sądził,
ale przedtem zysk przejadł.
Uciekł  ten, który rządził.

Okradł złodziej złodzieja.
Nikt nikogo nie wyda.
On jest winny, a nie ja!
Lekcja wszystkim się przyda.

A kto sposób wymyślił?
Głupich jest piramida.
Są prawdziwi artyści.
Wielu pójdzie do żyda.

Cóż powiedzieć o winie,
Gdy wehikuł się tworzy?
Kusi złoto w bursztynie.
Zyski można pomnożyć.

Kto jest mądry? Kto głupi?
Zaniósł ten, który miał.
Wielu dało się kupić.
Ktoś na górze się śmiał.

Potem rzucił to wszystko.
Odleciał samolotem.
Zabrał z małą walizką,
myśl: "Milczenie jest złotem..." 

niedziela, 20 marca 2016

Brama


















Nie było wówczas spokojnie.
Chodziły słuchy o wojnie,
o narodowym powstaniu,
o buntach i nauczaniu
sprzecznym z wykładnią świątyni.
W więzieniu siedzieli winni.
Schwytano też Barabasza.
Jerozolima zaprasza
tłumy na wielkie święto.
Decyzję tajną podjęto,
by bramy, prócz straży strzegli,
świątynni, sprytni, przebiegli,
ukryci obserwatorzy,
wmieszani w prosty lud boży.

Krążyły już opowieści,
groźnych dla prowincji treści,
że Mesjasz chodzi po Ziemi
i wkrótce wszystko tu zmieni,
a za Nim wędrują ludzie.
Słuchy o niejednym cudzie,
dotarły do Sanchedrynu.
Liczono na pomoc Rzymu,
gdyby się w mieście pojawił,
to długo w nim nie zabawi.
Wiosenna była niedziela.
Przed bramą z naręczem ziela
oczekiwano proroków 
i nagle z kurzu obłoków
wyjechał na grzbiecie osła,
człowiek, co skromną miał postać,
lecz biła od Niego aura
i wzniosła się okrzyków chmura,
a drogę słano mu kwieciem.

Tak to już jest na tym świecie -
władza wie swoje - lud swoje.
Tu radość, tam niepokoje.
Od razu wybiegł od bramy,
posłaniec szybko wysłany.
Sam arcykapłan już czekał.
Jest panie...! Jednak przyjechał!
Nie odstępujcie na krok!
Od świtu, aż po sam mrok,
otaczać Go mają szpiedzy.
Nie czyńcie nic bez mej wiedzy.
Czekajcie na polecenia.
Wysunął się człowiek z cienia.
Kryło go dotąd poddasze.
Co ty masz do powiedzenia?
Ja, panie, jestem Judaszem...

Lipnica Murowana















W Murowanej Lipnicy
modlą się politycy.

Jedni o większe mury
i nacisk na Polskę z góry.
Drudzy poddają krytyce
lipę i fałsz w polityce.
Upamiętniają tym wjazd
daleko od wielkich miast,
bo przecież Jerozolima
z dala od sporu się trzyma.
Bruksela złością dziś pała,
a Moskwa się wycofała.

Jest sytuacja niemiła.
Przybyszów będą odsyłać
i po kieszeni uderzać,
a Tego, który tu zmierza
i do bram na ośle jedzie,
pokazać chcą nam na przedzie,
zapowiadanej już fali.
Palmami będą witali,
a potem zrobią, co swoje.
Na palmach kwietne ustroje
w zielonej tkwią dekoracji.

Wznoszonych wiele jest racji
wysoko, w górę, do Nieba.
Kto wyżej? Proszę się nie bać!
Cierpliwość jest rzeczą boską.
Chmury wzbierają nad Polską.
Czekamy Nauczyciela.
Palmowa to jest Niedziela
i Wielki Tydzień przed nami.
Przemyśleć winniśmy sami
po czyjej stronie staniemy?
W Misterium udział bierzemy,
a Pan Bóg spogląda na nas.
Lipnica jest Murowana,
lecz zmiany będą widoczne.
Módlmy się! Tak je rozpocznę...

sobota, 19 marca 2016

Guano - kłopot, czy cenny nawóz?



















A jednak są takie ptaszki,
co własne kalają gniazda.
Chowają gdzieś się pod daszki
i już się nie liczą... jazda!

Swe czubki oraz czubaszki
powycierają w guanie.
A jednak są takie ptaszki.
Ważne jest dla nich nasranie!

A potem dziobem błyskają
z uśmieszkiem jakby nie chciały.
Kukułcze jaja składają,
by inne wysiadywały.

Odlecą potem do banków,
do franków, albo do spółki
i radość nam o poranku
zwiastują niby kukułki.

Taka ich widać natura.
Takie to ptasie jemioły.
Otrzepią swe brudne pióra
i sępi łeb wytrą goły.

Obsiądą wszystkie ekrany
i krzyczą, że ktoś przegania,
choć niszczą jak kormorany
swe miejsca do gniazdowania.

Ktoś musi znieść ich ochronę.
Odstraszyć, albo gdzieś wysłać,
a lęgi zanieczyszczone 
niech z prądem zabierze Wisła.

Na tratwie - starej platformie
niech płyną sobie za morze
i w świat odlecą pokornie,
bo napaskudzą nam gorzej!

piątek, 18 marca 2016

Jak niedziela - to Bruksela...















A w niedzielę - do Brukseli, zamiast do Kościoła.
Tydzień minął. Powiedzieli. Teraz Unia woła.
Python Monty na dwa fronty? Medal ma dwie strony!
Cztery kąty, a piec piąty. Świat jest pokręcony!

Odeślemy, a weźmiemy kogo nam potrzeba!
Wymienimy łeb za łeb! Jakbyś dał i nie dał.
Zwiększą pewnie się wydatki, lecz do innej ręki.
Przełożą ludzie manatki do nowej udręki.

Karuzela się zakręci. Będą nowe szlaki.
Dołączy, kto nie ma chęci. Zapłacą tępaki.
Szczyt i banał wpuszczą w kanał wielką ludzką rzekę,
a jeżeli się przeleje - przymrużą powiekę.

Jest niedziela. Kurs - Bruksela. Schulz czeka z Junckerem.
Rada Tuska grosz wyłuska. Angela za sterem.
Gest  dla Turka i powtórka: - Zapłacimy, "ale..."
Głosu z naszego podwórka nie słuchają wcale.

Dla nas kiecka jest wenecka zamiast czarnej togi
i muzyka penderecka w formie zapomogi.
Wymóg twardy, a miliardy toną w Adriatyku.
Jeden sędzia i orędzia. O co tyle krzyku?

Marek Gajowniczek "To była miłość" Czyta: Bogdan Dmowski

Marek Gajowniczek "Być poetą" Czyta: Bogdan Dmowski

czwartek, 17 marca 2016

Bez udziału osób trzecich



















"Bez udziału osób trzecich"
A drugich, lub czwartych?
Po kolei lista leci.
Trop niewiele warty.
"Teraz będą znikać ludzie" -
przestrzegał Kurtyka.
W przypuszczeniach dalej pójdziesz,
a śledztwo utyka.
Dawno temu w Izraelu
było takie grono.
Poznikało bardzo wielu.
Raz się pomylono.
Teraz Duma ogłosiła,
a Putin polecił,
że będzie wrogów niszczyła
i tych, co są przeciw.
Dowodów żadnych nie znajdziesz.
Były ciężarówki.
W przypuszczeniach dalej zajdziesz,
w przeglądzie prasówki.
"Bez udziału osób trzecich"
Tak już pozostanie.
W bajki wierzą tylko dzieci.
Dorośli - w gdybanie.

Dwa Kałase und eine Pistole!

















Dzen dobly!
Poprose dwa Kałase
und eine Pistole!
Nie macie panowie pozwoleń!
To zapłacimy dużo drożej.
Przyjechaliśmy tu nad morze
i chcemy mieć jakieś pamiątki,
a chyba robi pan wyjątki?
Przyjechaliśmy tu z Brukseli.
U nas takich w sklepach nie mieli.

To pewnie jakaś prowokacja.
Z Brukseli? Tutaj? Na wakacjach?
Dyskretnie zdjęcia im zrobimy,
a ty szybko zadzwoń po gliny!

Krótka i sensacyjna scena.
Jest niebezpiecznie. Padła cena,
na którą wielu się pokusi.
Służba pokazać wszystkim musi,
jak powinniśmy reagować
i natychmiast telefonować.
Czy była to inscenizacja?
Czy trzech idiotów na wakacjach?
A może to przygotowania
do wielkiego zabezpieczania.

Scenariusz godny jest Folletta.
Pewnie napisał go poeta,
który wśród innych skrytych zalet
ma teatralny wielki talent
i go ujawnił w garnizonie
i pewnie to nie będzie koniec
popularności i kariery.
Medialny twórca pewnej sfery
na zawsze w sercu przykład chowa
odwagi Pawki Morozowa,
a to jest właśnie taki czas,
że trzeba z wzorcem wyjść do mas.

Już go chwycili dziennikarze
i telewizja sklep pokaże
i nie okroi nic cenzura.
Są patrioci tu w mundurach,
którzy swój obowiązek znają.
Ci, co im świnię podkładają,
że pomylili gdzieś oponę,
muszą mieć wszystko wyjaśnione.
Niech lepiej cicho w domu siedzą!
Służby działają. Słyszą. Wiedzą!
" Niech ryczy z bólu ranny łoś.
Zwierz zdrów przemierza knieje.
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
To są zwyczajne dzieje."

środa, 16 marca 2016

Uległość, cy represja?

"Na to już się nie odważą!"
Nie jest żadnym wyjściem z twarzą.
Pozostaje ważna kwestia:
Czy uległość? Czy represja?

Pójdą dalej. Plan jest znany.
Mądry, kto przygotowany!
Ktoś już raz tu się przeliczył!
Wariant B warto przećwiczyć.

Warto spojrzeć na sąsiada,
który niby się układa,
ale się nie patyczkuje,
kiedy zagrożenie czuje.

A cóż czyni Europa,
gdy ją kryzys wielki dopadł?
Jest aktywna i nie czeka.
W nosie ma prawa człowieka.

Policji jest pełno wszędzie 
i nie myśli: - Jakoś będzie...
Nie liczy na kompromisy,
lecz wykurza z nory lisy. 

"Na to już się nie odważą!?"
Nie jest żadnym wyjściem z twarzą.
Pozostaje ważna kwestia:
Kompromisy? Czy represja?

Próba "bicia po kieszeni"
niewiele tu u nas zmieni.
Wiemy: "Węzeł trzeba ciąć!"
A kto się ma za to wziąć?

Żartem w bezsilność












Pan marszałek nie ma racji,
że te serie demonstracji
dają urok demokracji.

Demokracji? Może dają,
ale ludzie narzekają.
Pan marszałek patrzy z boku.
Ludzie jednak wolą spokój.

Marszałek się nie zachował,
mówiąc, że też demonstrował
i prawo na to pozwala.
Nie potępia, a wychwala.

Ta ironia jest za cienka.
Kwaśna partyjna wisienka.
Żart kłopoty ma ukrywać.
Kpina nie jest tu prawdziwa.

Dominować ma otwartość.
Prawda ma stanowić wartość.
Skończmy wreszcie te zabawy.
Ten jest silny!  Ten jest słaby!

Żarcik cienki na briefingu,
jest jak internet bez pingu.
Jest jak wybór bez poparcia.
Stara płyta nie do zdarcia.

Jest jak władzy arogancja.
Na nic zda się elegancja,
wobec chamstwa powszechnego.
Prawda - drogą do dobrego!

Od żarcików jest satyra.
Od "porządków" bywa tyran.
Już mówili tu nam tacy -
"Nic się nie stało Rodacy!"

O Mariuszu lepiglinie



















Dobra dusza jest z Mariusza.
Nie podkreśla zalet.
Nie naciska. Nie wymusza.
Rozważa ospale.

Miękka glina się ugina
pod palcem garncarza.
W oczach zmieniać się zaczyna.
Coś sobą wyraża.

Kto by ruszać chciał Mariusza,
kiedy Mariusz tworzy.
Potrafi glinę wybrzuszać.
Ujmie lub dołoży.

Nie docenia świat tworzenia,
a chciałby mieć michę.
Sztuka wyrasta z cierpienia
nie z buntu za dychę.

Dobra dusza jest z Mariusza.
Skromnie skrywa talent.
Wielka fala krytyk rusza,
a ja go pochwalę.

Cóż, nie święci garnki lepią,
lecz usłużne ręce.
Czasem głaszczą, czasem klepią
i czego chcieć więcej?