piątek, 20 października 2017

KOMUNIKAT


















Przetrwał chyba w nasze czasy
ten komunikat dla prasy:

W planie było nagrywanie,
lecz na piśmie pozostanie:

"Jak tu zacząć, mocium panie?"

"Cnym afektem ulubiony…"

O… o… o… o!… Będzie oburzony —
"A tu trzeba pół, ćwierć słowa,
Ni tak, ni siak" — niby obaj..."

Pragniecie dogadać się...

"O! - już wiesz - no! - na tym sztuka…
Lecz nie waści w tym nauka.
Pisz waść:

Zaraz.

Bardzo proszę.
Co to jest?

„B”.

To?

„B” duże —
A capite, jaśnie panie.

„B”?- to kreska - gdzież dwa brzuszki?

Jeden w spodzie, drugi w górze.

Cóż u czarta.

Tać jest - duże -

Czy go!…

Ta, bo!
„B”, „B” duże.

Kto pomyśli, może zgadnie.
No, no — pisz waść — a dokładnie.
Bardzo proszę… mocium panie…
Mocium panie… me wezwanie…
Mocium panie, wziąć w sposobie,
Mocium panie… wziąć w sposobie,
Jako ufność ku osobie…
Mocium panie, waszmość pana;
Która, lubo mało znana…
Która, lubo mało znana…
Cóż to jest?

Żyd, jaśnie panie."

Tak pozostaw. Niech zostanie.

W ten sposób go nie przerobię!
Niech zatrzyma to przy sobie,
a ty rozpuść w całym mieście,
że wspomniano o aneksie
i co razem uzgodnione
nie będzie udostępnione!

Galicyjska Szkoła












Słychać było piski,
kiedy popcorn chrupał.
Zważył straty - zyski,
a potem się uparł.
Panny nie wyswatał,
a wystrychnąć zdołał
u feldprokurata...
Galicyjska Szkoła.

O dobrym wojaku
opowieść jest krótka.
Łatwo było Kraków
wystrychnąć na dudka.
Jak kurek na dachu
obrócić się zdołał.
Nie bał się obciachu.
Galicyjska Szkoła.

Można już po fakcie
różnie o tym gderać.
Nie było w kontrakcie
mowy o pinczerach.
teraz marszkampania
zmienić nic nie zdoła.
Uczyła przetrwania
Galicyjska Szkoła.

Kiedy jest kolejka
chętnych do ustawy,
można udać Szwejka -
wtedy nie ma sprawy.
Nie wyjdzie spod straży
żadna prawda goła.
Uśmiech ma na twarzy
Galicyjska Szkoła.

czwartek, 19 października 2017

Czas refleksji


















To już mają październiki od wielu lat w sobie,
że się mieni i czerwieni sitwa jak sitowie.
Chociaż daty poplątały różne kalendarze,
z zieleni ogołoceni nie szukamy wrażeń.

A tu znowu już byliśmy o krok od zderzenia,
kiedy wysyp zwiędłych liści stwarzał utrudnienia
w przestawieniu tej zwrotnicy, co na jednym torze
chciała, żeby przeciwnicy zderzyli się w sporze.

Znowu wybuch kamienicę pozbawił frontonu.
Są rocznice w polityce i jest czas przełomu.
Czerwienią się październiki. Nie liczcie, że wstydem.
Zmieniają starych nawyków ciąg w efemerydę.

W przypadkowość, nową młodość lub zrządzenie losu.
W zawieszenie, ugodowość, w minutę bezgłosu.
To już mają pażdzieniki od wielu lat w sobie,
że buczyna się czerwieni, ale blednie człowiek.

W innym czasie tak nie da się widzieć przemijania.
Zebrano już miody z pasiek.Trwają grzybobrania.
Kartofliska już ogniska na grudzie rozpalą,
a ci, co zdołali zyskać czas refleksji chwalą.

środa, 18 października 2017

To mnie nie dotyczy...























To mnie nie dotyczy. To wojna na górze.
Kto będzie miał wiecej? Kto dalej? Kto dłużej?
Kto jeszcze nie oddał, ale już ktoś zyskał.
I już odetchnęli, choć trochę ludziska.

To mnie nie dotyczy i nic nie mam z tego,
lecz widzę poprawę. Idzie do dobrego
i więcej dokoła już mi się podoba,
choć wielu nie zwraca uwagi na słowa.

Niełatwe to czasy, gdy medialne asy
twierdzą, że daleko do krytycznej masy
i nie ma w narodzie złego przekonania,
że trzeba czas skrócić wiecznego czekania.

Może jeszcze nie ma. Sam tego nie czuję.
Widzę, kto przeszkadza i kto szyki psuje,
a kto im ulega - szuka kompromisów
i chce przesilenia doczekać kryzysu.

To mnie nie dotyczy. To bój pod dywanem,
a tam się buldogi kotłują nieznane.
Dla nas - wirtualne, a dla nich konkretne.
Bogate, wpływowe kariery prześwietne.

To wojna na górze i niby "totalna".
Pełna wynaturzeń igraszka fatalna,
za wielkie pieniądze. Z nami się nie liczy.
Czy właściwie sądzę, że mnie nie dotyczy?

wtorek, 17 października 2017

Lektury rezydentury















Skończyło się - Ładnie.
Skończyło się - Cacy.
Już teraz nie zgadniesz,
kto podał na tacy?
Zaczęło się w sejmie.
To każdy pamięta.
Potem, mniej przyjemnie -
w rękach Prezydenta.
A teraz się dalej
planowo rozwija.
Nie starcza marchewki.
Nie użyto kija.
A ktoś się przestraszył
decyzji z Przysuchy.
Biorą się za naszych!
Spostrzegli komuchy.

Są wszędzie na górze.
I w mediach i w Biurze.
W pałacu przypadkiem
zostali najdłużej.
Nawet, kiedy milkną,
potrafią zastraszyć.
Sam Pan Bóg wie tylko,
gdzie mogli się zaszyć.
Nie po to zaczęli,
żeby nagle skończyć.
Mogą, gdyby chcieli,
nam program wyłączyć,
lub na inny sposób
nam życie utrudniać
i nie brak już głosów:
Do połowy grudnia!

Tak bywa, że gdy się
potyczki przegrywa,
to nawet i w PiS-ie
ktoś wszystko ukrywa.
Wycisza, zagłusza,
prawdę zagaduje.
Nic woli nie ruszać,
gdy wszystko się psuje.
A dokąd się spieszyć?
A po co tak gnać?
Wystarczy pocieszyć.
Na wiele nas stać.
Będziemy cierpliwi
aż skończy się bal.
Jesteśmy prawdziwi.
Piłeczki nie żal.

poniedziałek, 16 października 2017

Rodacy! Nic się nie stało!














Rodacy!

Nic się nie stało!
Tak będzie... nie tak być miało,
bo nikt dotychczas na świecie
nie zmienił ustaw przy vecie!
Dziwne się wnioski zjawiły.
Na veto - nie mamy siły.
Oliwy nikt z nas nie dolał.
Musimy ustąpić pola.
A z tego ustępowania
inne się zjawią żądania.
Nie wiemy, gdzie zaprowadzą,
choć my tu jesteśmy władzą.

Na górach bywają spory.
Kolejne idą wybory
i taka jest zawsze cena -
przed nimi zmienia się scena,
oraz podziały partyjne.
Przeróżne grupy mafijne,
układy korporacyje
i ci, co nic nie zyskali -
będą na nas napierali.
Spróbują komuś prać mózg!

Rodacy!
Tak mówił Tusk
i przy nacisku sąsiada
powiadał, że to deszcz pada...
a teraz my powtarzamy,
bo nadal nie ujawniamy
prawdy, co ma nas wyzwolić.
My wiemy, że to was boli,
lecz przy przeszłości upiorach,
zaśmiała by się Pandora.
Pomyślcie o konsekwencjach.
Następna czeka kadencja.
Czekają już samorządy.
Wstrzymajmy o sądach sądy.
Wiemy! Te zmiany - to mało.

Rodacy!
Nic się nie stało,
choć może po zmianach w zmianie
na pewno jeszcze się stanie!

niedziela, 15 października 2017

Prezydent i rezydenci


















Nic nie zarabiam, a nie strajkuję
i z powołania nie rezygnuję.
Pewne profesje jednak powinny
mniej służyć sobie, a bardziej innym.
Niestety w świecie, w tych trudnych czasach,
bardziej, jak wiecie, liczy się kasa,
lecz co z takiego mamy lekarza,
który na dochód najbardziej zważa.
Nie po to przecież długo studiował,
by kogoś leczył, albo ratował
w świecących pustką szpitalnych salach,
więc od pacjenta trzyma się z dala.

To także dzieci są resortowe.
Czy mają darmo nabijać w głowę
dawne praktyki dziwnej etyki?
Liczy się wiedza - za ile? przy kim?
Płaca to także dobra zachęta!
Rezydent wspierać ma Prezydenta,
który odważnie ogłosił sprzeciw.
Niech śladem ojców zdążają dzieci!
Przecież od zdrowia zależą siły.
Niech będą wielkie, jak dawniej były!

Wie każda władza i polityka -
musi okazać wdzięczność praktykant
i do wszystkiego długo dochodzić,
a niecierpliwi są ludzie młodzi.
Nie będą pytać, jak emeryta,
czy ktoś się zgadza na to, by świta
wciąż pokazując stosy pieniędzy,
najmniej znaczących trzymała w nędzy!
W ten sposób banki jadą po bandzie,
po złym przekazie i propagandzie,
a pan Prezydent jest hamulcowym.
System się zawsze psuje od głowy.
I wielkie plany też mają zmiany,
gdzie był rezydent - zwykle nieznany.

Nie ma z kim przegnać














Gdy zaprzestano o wywiad żebrać,
wróciło hasło: "Nie ma z kim przegrać!"
Mądrych w elicie nie ma - to nie ma.
Środków na życie nie ma ekstrema.

Dile, paszkwile, wrzutki, podjazdy.
Bez prawa jazdy wciąż jeżdżą gwiazdy
i na komedię prawo zakrawa.
Sprawdzać policja nie miała prawa!

Ta informacja była wojskowa!
A nasz Prezydent to wzór zachowań!
Brać z Niego przykład chcą rezydenci.
Prawo na lewo zamierza skręcić.

Partyjne burze na słupków górze.
Nudnych wynurzeń słucha podnóżek
o tym, że jesień opada z siły.
Kasty w salonie nakasztaniły.

Smutna refleksja:"Nie ma z kim przegnać!"
Wzniosły wierzchołek łatwo oderwać
skoro się uniósł ponad poziomy.
Trudno go winić, a jest tępiony.

Znów jest destrukcja matką porządku.
Nie widać końca. Nie ma poczatku,
a polska jesień wciąż szuka złota.
Dzisiaj - pogoda, a jutro - słota.

sobota, 14 października 2017

O czym piszczy mysz pod miotłą? - bajka















Czy Popiela zjadły myszy?
Ktoś legendę chciał wyciszyć.
W zakończenie lepsze wierzył,
ale Popiel siedział w wieży
i odzywał się zza ściany,
że jest wciąż atakowany.
Może go drażniły piski
i był załamania bliski,
a może weszły za mury,
już nie myszy, ale szczury?

Nierozwagi to są skutki,
a nie było wówczas trutki
i nie umiał grać na flecie
nikt w nadgoplańskim powiecie.
Taki, który by poradził
i te szczury wyprowadził.
Popielowi pomóc trudno,
bo naturę miał paskudną.
Gdy się uparł - nie odstąpił,
choć na pewno w duszy wątpił,
czy wypada trwać w swej pozie,
pasującej bardziej kozie
lub capowi i despocie.
A próśb mu wysłano krocie.

Poradziła mu Rzepicha,
by na inne rady kichał.
Popiel - że pisze, uwierzył.
Potem zamknął się na wieży
i tam siedział przez rok cały...
(wiersze Fredry wspominały),
że kiedy zapadła cisza
o gryzoniach nikt nie słyszał.
Wróble z dachu jednak plotły,
że podobno nie ma miotły.

Była... stara od Madziara,
lecz ktoś bardzo się postarał,
by utrudnić zamiatanie,
twierdząc, że brzoza się łamie.
Finał znają nawet dzieci,
lecz wyciszyć ktoś polecił
o Popielu niesprawdzone,
przez poetów wymyślone
przestrogi i przypuszczenia.
Przez to nic się już nie zmienia.
Ucieszył się tylko sąd.
Trudno jest naprawić błąd
w polityce i w legendzie,
więc jak było... dalej będzie,
bo już nic się nie wymiotło.
O tym piszczy mysz pod miotłą.

Sezamie! Otwórz się!!!













Nic do Sezamu nie dociera.
Na nic są prośby i wywody.
Sezam się nadal nie otwiera.
Rozbójnicy zmienili kody?

Na nic jest hasła powtarzanie
I ceremonia przed nim cała.
Prosimy! Otwórz się Sezamie!
A on uparty jest jak skała.

To pewnie sprawka rozbójników.
Zamierzali okraść wesele.
A może ich do pojemników
zwabić i zamknąć na lat wiele?

Sezam zobaczy i zrozumie,
Komu tu w końcu winien służyć?
Bajka poruszyć górę umie.
I kamień się uporem znuży.

Ten jednak zbójów jest Sezamem.
Głęboko w środku był drążony.
Hasło zostało shakowane,
lecz przed tym był zabezpieczony.

Teraz już tylko informatyk
pokonać może Kacpersky`ego.
Kac up przeminie. Wrócą Vat-y.
Kto specjalistę ma takiego?

Proszą, żeby bajkę wyciszyć.
Nadal przed górą klęczy Ali
i chyba na nic już nie liczy,
a system może się rozwalić.

A cóż to byłaby za bajka?
Musi mieć dobre zakończenie!
Niezrozumiałe to dla laika,
lecz Sezam może mieć sumienie.

A ono skałę nawet skruszy,
gdy w monolicie jest szczelina.
Jeśli przemawia się do duszy,
żaden się Sezam nie zacina.

piątek, 13 października 2017

Tak wielu trzeba zmian...























To nie jest ładna gra -
takie mydlenie oczu.
Ktoś w tym interes ma,
by słabszy nacisk poczuł.
By przestał się sprzeciwiać.
Na władzę nie napierał.
Że nie ma co wydziwiać,
a trzeba znów wybierać.

Tak wielu trzeba zmian,
by było tak, jak było,
a każdy miał swój plan.
Nie wszystkim się spełniło.
Na bardzo wielu niwach
nowa nadzieja rośnie.
Nigdy nie jest prawdziwa
ta, co krzyczy najgłośniej.

Każde kolejne zmiany
najpierw powstają w głowie.
O zamiarze skrywanym
otwarcie nikt nie powie.
W najbardziej przemyślanym
drobina jest szaleństwa
i ona może plany
prowadzić do zwycięstwa.

A to odróżnia sztukę
od prostego remiechy,
który ścisłą naukę
przedkłada nad uciechy.
Przy dowcipie niemiłym,
już się kompletnie gubi
i sięgnąłby po siłę,
bo wsparcie siły lubi.

Są resortowe dzieci,
wnuczęta, prawnukowie.
Większość jest zawsze przeciw
i jest zwyczajny człowiek,
który nic nie rozumie
z tych politycznych bojów,
lecz zachować się umie
w dostatku i spokoju.
A to nieładna gra -
takie mydlenie oczu.
Ktoś w tym interes ma,
by słabszy nacisk poczuł.

czwartek, 12 października 2017

O PiS-ie i kompromisie


















Zapytał gość, który mnie zna:
I co pan teraz z tego ma?

Mam własną du... mę, czoło z rozumem.
Mam nadal chęci, czerpać z pamięci,
dopóki cenzor mnie nie prześwięci.

A ile warta jest taka du... ma?
Pan sobie pisze. Mało kto kuma...
Wiecej są warte nasze roszczenia.
Pan buja w niebie - nasza jest ziemia.
Pan tylko może czasem wywijać.
Pan sobie żyje. Reszta jest czyjaś
i czy to można nazwać rozumem?
Wiem - wy najwyżej cenicie dumę.
Co z takiej dumy wydumać można?
Duma zbyt czesto jest nieostrożna.
Konfliktująca zgodne narody,
a nam tu przecież potrzeba zgody.
Czytałem wczoraj tu z waszej książki -
jest geniusz żydów i rozum polski,
sam miałem potem zgłosić ad vocem,
bo nam przyznano dwadzieścia procent,
lecz nawet na to jest zgoda u nas.
Niech wam zostanie ta wasza du...ma.

Krakowiaczek jeden
















Niemcy mają wsparcie Gdańska.
a żydzi - Krakowa.
Warszawa już jest bezpańska.
Wieś nie jest ludowa.

Kamienice nam zostawią,
oprócz tych, co wzięli.
Sprawiedliwość ludzie sławią
co drugiej niedzieli.

Tak - na przemian
Panu Bogu i diabłu ogarek.
Było złoto - został krzemian.
Gwizdek gwizdnął parę.

Uszła na kolejnych sporach
o sędziach i vecie.
Teraz gębę zamknąć pora.
Macie już co chcecie.

I tak przecież nam niemało
dałeś Panie Boże.
Dobre i to, co zostało,
bo wszędzie jest gorzej.

Do wesela i niedziela
pewnie się zagoi.
Nie ma nigdzie przyjaciela,
kto się zwrotów boi.

Nie będziemy się z myślami
kolejny raz bili.
Czyśmy tak zupełnie sami
kraj nasz odmienili?

20% - w gotówce, 25% - w obligacjach



















Tak trzy piąte przez dziesiąte
Duda - Dudą, a sąd sądem.
Na złodzieja wyrok wyda,
gdy okradał tu żyd żyda.
Ten był ważny - ten niemniejszy,
ale jeden był mocniejszy.
Wciąż się kłócą, a tymczasem,
trzeci trzyma całą kasę
i widząc te tarapaty,
będzie zwracał im na raty.
Sposób się wydaje hardy,
ale chodzi o miliardy.
Nieuczciwi pośrednicy
juz trafili do ciemnicy.
Teraz zdecyduje sąd,
kto wywiezie kasę stąd.

Asymetrycznie: ząb za ząb



















Cyber służby hybrydowe
resortowo - pałacowe
konkurują między sobą,
jak są sprawne i co mogą?

Zarzucają się nawzajem
kontaktami z obcym krajem,
chwaląc już się przed publiczką,
wyciągniętą z gniazda wtyczką.

Sukcesy mają podniebne.
Są niezbędne, wciąż potrzebne,
bo na wojnie - jak na wojnie,
nikt nie może spać spokojnie.

Stąd ta nuta tryumfalna.
Lepsza jest ministerialna?
Czy ta z Biura - pałacowa?
Gdzieś w pobliżu szpieg się schował. 

Cała prasa dziś donosi,
że ktoś w końcu go wyprosił,
a dotychczas każdy wiedział,
co on robił i gdzie siedział.

Sygnał jednak jest wyraźny,
że kto by próbował zbłaźnić,
kontrwywiady wpisem kpiącym,
może potknąć się niechcący
i będzie, za to co plecie -
namierzany w internecie!

Czy to jest asymetryczne?
Takie musi być, gdy liczne
przeróżnych botów u-boty
służbom sprawiają kłopoty.
Na wielkich hejtu koncertach
kpią i z Biura i z eksperta.

Mało tego! Hejtu chóry
siegają już samej góry,
piejąc z przypuszczeń i wróżb,
że też jest na pasku służb.
Po to jest na górze czapa,
by hybrydzie dać po łapach!

A jeśli się rozpanosi?
Złapie się ją... i wyprosi!!!

środa, 11 października 2017

Przez zasiedzenie























Podział kast jest trudno zmieniać.
Za to, uwzględnić roszczenia
w sposób cywilizowany,
łatwiej niż wprowadzać zmiany.

Oczywiste są przyczyny.
Trudno udowodnić winy,
a kadr nie pozwala zmieniać
instytucja zasiedzenia.

Znajdzie się i skarżypyta,
ale jedna jest elita -
nadzwyczajna. Innej nie ma,
do sądzenia, do rządzenia.

Są wspólnoty we wspólnocie.
Nie wspominamy o złocie,
bo może, trzeba by wtedy,
stworzyć korporację biedy.

Tego już świat nie pochwali.
Gdzie są wielcy - tam są mali.
Ktoś może rzec dla przykładu
znane u nas "Spieprzaj dziadu!"

Są sukcesy i kłopoty.
Dziad może za tysiąc złotych
ucieszyć się z dożywocia.
Kasę dziś roznosi bocian.

Wrzuca w płacowe kominy.
Przenieniesionym w suteryny
raczej z nieba nic nie spadnie,
a za długo żyć nieładnie.

Starzy nie mogą nic żądać.
Za to, jak pieniądz wygląda
mogą widzieć na ekranie...
w wielkich stosach... w celofanie.

Opornie się wszystko zmienia,
bo jest veto, są roszczenia.
Brakuje tylko pomnika
i to widzi polityka!

Z czasem wszystko się odmieni.
Zasiedzeni na tej ziemi
znów zmuszeni będą wstać,
lecz czy będzie z czego dać?

wtorek, 10 października 2017

Modlitewny marsz ku prawdzie














Obyczaj partyjny zdziczał
w sporze o Maciarewicza.
Ktoś na samej górze zbłądził,
ważąc, kto tu będzie sądził.
Obawy i widmo klęski
odmieniły Marsz Smoleński
widocznym wsparciem ochrony
i napięciem z każdej strony.

Przygaszony z tyłu pałac,
niemyślacy o udziałach
i stojący w opozycji
do kolejnych propozycji,
zmusza do zastanowienia,
dlaczego dotąd nie zmienia,
wydumanego żądania
przedziwnego głosowania.

To kolejne miesięcznice
odcisnęły jak matrycę
na chodniku pamięć krzyża.
W miarę, kiedy się przybliża,
prawda - jaka by nie była,
mocna wciąż jest jeszcze siła
chwytajaca się sposobu,
by nie zaglądać do grobu.

Odmawiane egzorcyzmy,
wyciszyły szowinizmy,
a modlitwa różańcowa
wkrótce przynieść nam gotowa
opiekuńczą łaskę nieba.
Trudno jest się jednak nie bać,
eskalacji  ciemnych mocy
w takim miejscu, takiej nocy.

Marsz ulicą wolno kroczy.
Wypatrują ludzie oczy
osłaniając własnym ciałem
nadzieje w nas pozostałe.
Jest stanowoczość. Jest powaga.
Obok - dziewczęca odwaga
i są czarne samochody,
ale naród nad narody
los swój Maryi powierzył.
W Jej zwycięstwo mocno wierzy.

Niewtajemniczeni























Chodzą wszędzie po tej Ziemi
ludzie niewtajemniczeni
i spotykasz ich codziennie na ulicy.
Bezradnością zasmuceni,
bo niewiele mogą zmienić.
i nie wiedzą już na kogo można liczyć?.

Taki niewiele się dowie.
Co najwyżej, myśli sobie:
Może... tak?
Może... nie?
Kto to wie?

Tajemnicy prawo strzeże,
wszystkie służby i żołnierze.
Lekarze i dziennikarze,
szyfranci i miejskie straże,
ten, co ma coś za kołnierzem,
ale myśli o karierze
i pilnują jej wszelakich dóbr szafarze. 

A ten niżej postawiony -
człowiek niewtajemniczony,
kiedy zechce na zakazy się porywać,
może w kącie gdzieś skulony
szepnąć cichutko do żony -
nie mów o mnie, jeżeli cię będą wzywać.

Prawnik niewiele się dowie.
Komisja pomyśli sobie:
Może... tak?
Może... nie?
Kto to wie?

W świecie, gdzie rządzą klauzule,
ostatnią oddasz koszulę,
kiedy weźmie się za ciebie przepis tajny.
Paragrafem cię przydusi.
On nie może, a ty musisz,
bo nie jesteś z korporacji nadzwyczajnych.

Chodzą wszędzie po tej Ziemi
ludzie nieupoważnieni,
oczekując na codzienne komentarze,
ale nawet na władz szczycie
trudno o jakieś odkrycie.
Może... tak?
Może... nie?
Kto to wie?

poniedziałek, 9 października 2017

Przed progiem


















Poszło lato za debatą.
Samotna różą przed chatą
spogląda na kartoflisko.
Dzieciaki palą ognisko.
Snuje się nad ziemią dym.

Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Na chochoła trudno liczyć.

Przeszedł marsz i wojsko ćwiczy.
Grzmią komendy jak na wojnie.
Dni mijają niespokojnie.
Miało być! - Nie ma wesela,
bo wyborcza karuzela
przegoniła ocieplenie.

Udeptano nawet ziemię.
Przygotowano klepisko.
Do wesela było blisko.
Żyd na wódkę podniósł cenę.
Nie spodobał się ożenek.
Gospodarz obejrzał dudy.

Urodzaj tu nie był chudy,
ale grosz zabrała lichwa.
Chłodem wieje. Pora przykra.
Róża miała stać na stole.
Idzie jesień. Przyjdź chochole.

Będziemy tu gości prosić!
Wici słać! Ubaw ogłosić!
Spraszać duchy Wernyhorów.
Zawiadomić tamtych z dworu,
że nie będą spać spokojnie.
Dręczą już ich sny o wojnie.
Snuje się nad ziemią dym.

Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Dogasa słomiany ogień.
Stanęła jesień przed progiem.

To, co wczoraj było złote...



















Jeszcze kropi. Jeszcze wieje.
Jeszcze żółknie i opada
i rozwiewa czcze nadzieje
tego, co błędnie zakładał,
że tu jakiś cud natury
dominuje nad większością.
Gdy nadchodzą ciemne chmury
i wspaniałość jest nicością.

To, co wczoraj było złote,
dzisiaj jest już brudno-szare.
Wiemy, jakie będzie potem,
gdy las pokryje oparem
chłód jesiennych, wczesnych zmierzchów
i przymrozków przygruntowych.
Mgły gdzie chcą, siądą bez przeszkód.
Wróci obraz znany - nowy.

Pogodzimy się z jesienią.
Z brakiem błękitów wysokich.
Z barwami, co pejzaż zmienią,
nakładając snów półmroki
na to nasze życie szare
i nadzieje niespełnione.
Na zamiary nowe - stare
w dywan liści zamiecione.

Jeszcze kropi. Jeszcze wieje.
Jeszcze słońcem błyszczy w oczach,
ale już herbatki grzeje
i wirtualne przeźrocza
podsuwa nam w przemyśleniach
o naturze przemijania.
My się też będziemy zmieniać
w swym podejściu do zmieniania.

niedziela, 8 października 2017

Koza w mimozach

















Przybrały mimozy
wojownicze pozy,
że będą Koziołka
wsadzały do kozy.
Na to dwaj panowie,
co byli po słowie,
chcieli go głowie
pacnąć w  Pacanowie.

Wiadomo, że głowy
sąd poruszyć nie da.
Układ jest niezdrowy.
Nic nie zyska biedak,
bo mogłaby pęknąć
naciągnięta struna.
Mimozy już miękną.
To sprawka szoguna!

Rzekł na to dobrodziej:
Pośpiech - czasu złodziej.
Ulegasz narodzie
polityce koziej!
Kiedyś także "pierwyj"
pójdzie do rezerwy.
Wszędzie widać szczerby.
Czas ukoi nerwy.

Koza bez powroza
pasła się w mimozach.
Nadal w dumnych pozach
łaziła po łozach.
Oset kolce szczerzył,
a łopian baldachy.
Bajkom nikt nie wierzył.
Śmiano się... po pachy.

Dla chybionych rewolt
słowa nic nie znaczą.
Na pochyłe drzewo
wszystkie kozy skaczą.
Gdy braknie nowego,
cieszą się złe dzieje.
Wiadomo - z próżnego
kropli nie wylejesz.
Nawet jeśli spadnie
drobina goryczy -
odbije się na dnie.
Dla góry jest niczym.

sobota, 7 października 2017

Nie ufaj jesieni



















Ilustracja: Obraz Deszczowy Dzień Marka Langowskiego


Nie ufaj jesieni, gdy chłodna i zła.
Jeszcze się nie zmieni i przetrwa, co trwa.
Nie ufaj za bardzo. Nie bardzo jej wierz,
gdy promień słoneczka zagasił ci deszcz.


Nie ufaj pewnemu, że radę złu da,
bo nikt zła nie przemógł i spór dalej trwa.
Nie ufaj prognozom, bo stale są zmienne,
gdy dymy się ścielą tajemne, jesienne.


Nie ufaj pałacom i na okna patrz.
Tam dobrze już płacą, a ty guzik masz.
Nie ufaj takiemu, co wytrzeszcza oczy.
On dobrze wie czemu granice  przekroczył.


Nie ufaj jesieni. Wciąż toczy się gra.
Jeszcze się nie zmieni i przetrwa, co trwa.
Nie ufaj wichurze, która kładzie drzewa.
Chłodów, co nadejdą - od dziś się spodziewaj.

Matko Boska!

















Matko Boska Różańcowa!
Królowanie Swe zachowaj!
Niech zła potop zda się na nic!
Z różańcem strzeżemy granic.
Niech Francuska Rewolucja
I szlak Genderowych Krucjat
Stracą impet przy Twej mocy,
A my zawsze ku pomocy
Z pacierzami podążymy.
Już przyszliśmy. Już stoimy!
Widzimy Twe Objawienia,
Gdy się niebezpiecznie zmienia
Symbolika na cokołach -
Polska modli się i woła
Siły trwania, zmiłowania.
Niech nurt obcy nie przesłania
Próśb, co w tarabany biją.
My z różańcem! My z Maryją!

piątek, 6 października 2017

Za nisko zeszli..?
















Gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze,
gdzie fortuny, wszechwładza i wpływy -
przypadkowych nie bywa potrąceń,
ani splotu zdarzeń nieszczęśliwych.

Przypadkowo nie zburzono muru.
Odtworzyły się granice Rzeszy.
i Gubernię włączono do chóru,
ale Polska do niego nie spieszy.

Zauważył ktoś wreszcie z Aliantów
nasz wkład wielki,a wyrzut sumienia
nakazuje nie powielać kantów
i się nasza pozycja odmienia.

Żadna Unia na to nie pozwoli.
Moskwa cios nam kolejny zadała.
Chcą przywrócić znów rządy idoli,
mając wpływy i partie i pałac.

Gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze,
gdzie fortuny, wszechwładza i wpływy -
przypadkowych nie bywa potrąceń,
ani splotu zdarzeń nieszczęśliwych.

A to zejście - za nisko... do ludu,
przepełniło ich falę goryczy.
Nie czekajmy żadnego cudu.
Ktoś to wszystko dokładnie przećwiczył.

Nie jesteśmy na kursie i ścieżce.
Ktoś nam złe polecenia wydaje.
Ktoś obcego chce bronić łupieżcę.
Międzymorze uczynić swym krajem.

W matni














Nie wiadomo o co chodzi?
Nigdy na nic się nie zgodzi!
Trzymają mocnego haka,
więc odpowiedź zawsze taka:

Nigdy na nic się nie zgodzi!
Nie wiadomo o co chodzi?
Mocny musi być ten hak.
Zawsze cofnie się jak rak.

Uszanujmy siwy włos.
Jakiż to olbrzymi cios?
Jakież celne to trafienie?
Jakiż upór? Nic nie zmienię!

Przeciwnicy dobrze wiedzą.
Nic nie robią. Cicho siedzą.
Czekają. Czy winni? Skądże!
Sprawa sama się rozwiąże...

W oku orkanu
















W oku orkanu Xavier,
jakie było nad Warszawą,
widać było wpływy sfer,
które naginają prawo.

A dookoła - porywy
łańcuch tworzą na granicach -
prawdziwych i nieprawdziwych.
W oku orkanu stolica.

Rwą wichury krycie góry.
Wiele słupów położonych.
Piłowanie. Lecą wióry
decyzji nieuzgodnionych.

Nie ma prądu. Bez osądu
pozostaje gwóźdź programu.
Nie można zmienić poglądów
przy takiej czerni ekranu.

A to są największe straty,
bo do kogo jest ta mowa?
Naginania. Tarapaty.
Karuzela ksawerowa.

Tyle padło po próżnicy
ostrzeżeń i zapowiedzi.
Czeka sprzątanie ulicy.
Kilku padnie, kilku siedzi.

W oku orkanu Xavier,
jakie było nad Warszawą,
widać było wpływy sfer,
które naginają prawo.

Na parterze w Belwederze
już czekają dwa fotele.
Orkan przeszedł. Brak ostrzeżeń.
Zwijają się czyściciele.

Nie naprawisz nic od razu,
a nadzieja - nutka płocha.
Ty... Ksawery - nie dokazuj,
bo słyszałeś... Trump mnie kocha!

środa, 4 października 2017

Na rogu Nowego Świata














Na starych śmieciach, przy Nowym Świecie
nie zapomniano o kabarecie
i nawet była niewielka próbka,
żeby przywrócić spektakle "Dudka".

Trzeba by speców takich odszukać,
którzy nie tylko potrafią dukać,
kręcić, narzekać i utyskiwać.
Powinni widzów czymś zaskakiwać.

Przychodzą jednak stale ci sami,
którzy potrafią za kulisami
pokazać nawet wspaniałe gagi,
ale na scenie - brak im odwagi.

Ciąży im siła przyzwyczajenia.
Nawyk pozostał. Trudno się zmieniać
i choć im nie brak śmiesznych momentów,
pozostał zaciąg wschodnich akcentów.

A to już wyszło w teatrze z mody.
Nie udawajmy - były powody,
a tamten Dudek, co dotąd słynie,
rodził się w Moskwie. Uczył w Berlinie.

Czy ten następca, młody, dzisiejszy,
może być lepszy, albo śmieszniejszy,
gdy pierwszy występ - solowy atut,
bardziej nadaje się do dramatu?

Przy Nowym Świecie, na starych śmieciach,
mówią o muzy niewdzięcznych dzieciach
i marnotrawnych estrady synach

...a wierszyk tak się dobrze zaczynał.
 

wtorek, 3 października 2017

Pogarda

















Nasi łaskawcy wciąż ludźmi gardzą.
Ustawodawcy bogaci.
Zamiast się wstydzić, szczycą się bardzo,
że bieda podatki płaci.

Ta kwota wolna jest od rozsądku,
a dobroczyńca wciąż chciwy.
Problem ten nawet w Nowym Porządku,
będzie najbardziej wstydliwy.

Ten, kto ma kopiec, potrafi dopiec
zebranym wokół podnóża.
Nie ma tej lichwy już w Europie.
Tam skala ulgi jest duża.

Jak obiecałem - teraz uczynię!
(Lecz oczywiście - po trochu)
Czy ma krętacza na kopiec wynieść
niewdzięczność wobec motłochu?

poniedziałek, 2 października 2017

U pańskiej klamki











Mówią: Nie ma tego złego...
by reforma się sprawdziła.
Znałem kiedyś masywnego
Ferdynanda Radziwiłła.
Jackie wówczas przyjechała,
by pożegnać swoją babkę.
Komuna nie przepuszczała,
lecz wślizgnąłem się przypadkiem
bliziutko wielkiego świata,
który schodził do nas nisko.
Teraz dziwię się, po latach,
że mógł być tak bardzo blisko.
Dzisiaj minister Radziwiłł
linię nową narysował,
bym się bardziej jeszcze zdziwił
i przejść przez nią nie próbował.
Bym zrozumiał: Po ratunek
mam się udać... lecz już nie tu!
Drogę wskaże posterunek:
Najpierw tam... do gabinetu!

Tak się dzieje w pańskich progach.
Nowe klamki się dokłada.
Prostsza droga jest do Boga?
Najpierw Lucy cię przebada!

Po omłotach - na "Wesele!"
























Przyszła jesień. Czas omłotów
i kto zbierał - jest już gotów,
bo tracony czas ucieka.
Trzeba młócić i nie zwlekać.

Co chcieliście - teraz macie!
Nikt nie chodzi dziś w kieracie.
Już się nieco lepiej żyje.
Nie masz swego - to młóć czyjeś!

Każdy, kto się wyłamuje,
najboleśniej sam odczuje.
Nie wymłóci, to nie sprzeda.
Ociąganie nic tu nie da.

A gdy wymłócimy wszystko,
urządzimy weslisko.
Przyjdzie Rachela i żyd,
a Brukseli będzie wstyd.

Zostanie w niej pewnie Czepiec,
bo do tańca na polepie
tylko ten jest zawsze gotów,
kto nie przysiadł od kłopotów.

Odnajdziemy Złoty Róg,
byle sejm uchwalić mógł
wszystko, o czym czas przesądził -
zgodą tego, który błądził.

Wokół księcia Radziwiłła
















Liczna szlachta się skupiła i mieszczaństwo z okolicy,
wokół księcia Radziwiłła. Byli także pułkownicy.
Rzeczpospolita w potrzebie umierała na ich oczach.
Nie myślano o pogrzebie, a zmiana - może prorocza,
okazać się dla nas miała. Przynieść pomoc i dać szansę.
Rokoszanom otwierała perspektywy na awanse.

Nie przypuszczał nikt z obecnych, że Radziwiłl króla zdradzi,
że ukrywa zamiar niecny, bo dotychczas słusznie radził.
Teraz nie widział sposobu i być może dla prywaty,
zamiast zbawcą być narodu, prowadził go w tarapaty.
Magnateria zawsze była sobiepaństwem na zagrodzie.
Ciemiężyła. Kraj dzieliła. Plebs giął karki niemal co dzień.

Pałac zawsze jest wyniosły, a ludzie stoją przed bramą.
Piszą listy i ślą posły, a zwykle bywa to samo.
Buntują się pułkownicy. Rzucają swoje buławy.
Czasem trafią do ciemnicy, a zryw godny lepszej sprawy,
okazuje się zabiegiem, by przeszło gorączki mrowie,
gdy ratunek jest nad brzegiem, a nadzieja w Częstochowie.

niedziela, 1 października 2017

Chandra na stacji "Wysiadka"






















Być może już o tym wiecie.
Gdzieś, w mordobijskim powiecie,
zarządca miejscowej gminy
z ustawy urządzał kpiny.
Z tamtejszym, starym plebanem
wprowadzić chciał pewną zmianę.
Zanim nie zapadła klamka
zmieniać pragnęli w ułamkach
liczniki i mianowniki
służące do polityki.

Ustawa była gotowa.
Matematyka sejmowa
mówiła im jednoznacznie,
że jeśli zmieniać się zacznie
większości partyjnej atut,
to może i do powiatu...
do wyższych już gospodarzy
awansik jakiś się zdarzy.
Wiadomo, że każda władza
ambicjom ludzkim dogadza.

A zmiany były na świecie
i w mordobijskim powiecie
innowacyjność w narodzie
uległa presjom i modzie,
a zamęt po karuzelach
skręconych bardziej ośmielał,
bo mógł bezkarnie pobłądzić
każdy, kto czymś samorządzi.
Widziały dawne sejmiki
o wiele gorsze praktyki.

Ta jednak była afrontem.
Nie przerobiła trzy piąte
w tych miejscach, gdzie należało
i nadal się nie zgadzało,
co w prawie miało być spójne.
W świecie, standardy podwójne
są już powszechną praktyką,
a jednak z tą polityką
wojują wciąż ludzie wolni
od Pcimia do Katalonii.

Być może już o tym wiecie,
bo doniósł medialny przeciek,
że w kancelarii i biurze
wojna się toczy na górze.
Skutki są jeszcze nieznane.
Wstyd się zakrywa łopianem,
bo zniknął figowy listek,
gdy IPN długą listę
przesłał w wykazem obłudy
i trzeba było dąć w dudy.

Mimo wielkiego zadęcia,
wierszyk się kończy na chęciach,
bo i przyczyna dramatu
niewarta jest poematu 
i przecież nie była świńska.
Zostaje Chandra Unyńska,
wspomnienie Piotra Płaskina
ze stacji, gdzie się zaczyna
wolność, właściwie - wysiadka
i droga śladami Dziadka. 

Wróbelkowa władza świata



















Wróbelkowa władza świata
ćwierka często, rzadko lata.
Zaczyna już skoro świt.
Tweet... tweet... tweet... tweet!
Tweet! Tweet! Tweet!!!

W internecie gwary ptasie.
Tyle można... ile da się.
Świergotliwa trwa zadyszka.
Usłyszano tweet Franciszka
na ćwierk spod Białego Domu,
że świergot zakłócał komuch.

Był odgłos obcego ptaka.
Nie świergolił, ale krakał
Wtrącał stale swoje zdanie.
Słuchali Amerykanie
i od razu rozpoznano,
że nie tak, jak tu ćwierkano.

Teraz specjalni żołnierze
przesłuchują na Tweetterze,
co w eterze wyćwierkano.
W Chinach wróble wyłapano,
lecz ujawniono na śledztwie,
że w niedalekim sąsiedztwie -
Tweet... tweet... tweet... tweet!
Tweet! Tweet! Tweet...
Ptaszek z Moskwy ga... wa.. rit!

Uliczkę znam w Barcelonie
















W praworządnych okolicach
ranek jeszcze się obudził.
Patrzy, a tu na ulicach
wyrosły pały na ludzi.

Chyba poszło o pieniądze,
gdy nie wiemy o co chodzi.
O miliardy, nie tysiące.
Unia chce zapały schłodzić.

Jeszcze więcej imigracji!
Jeszcze więcej dobrobytu!
Lewak broni demokracji:
Ten rząd nie budzi zachwytu!

Jeden bogatym zabiera,
drugi ubogim rozdaje.
Władza ludźmi poniewiera,
chociaż to dwa różne kraje!

Nic się ładnie nie rozpada,
a niepokój zawsze wzbudzi.
Unia praworządność zbada,
lecz najpierw pały na ludzi!

Tarcze, kaski... w górę dłonie!
Szarpana dziewczyny kiecka!
Kto dokopie Barcelonie?
Presja francusko-niemiecka!

sobota, 30 września 2017

Pozdrówcie lasy świętokrzyskie
















Zebrałem w bajkę leśne dziwy
o prawdziwku wielkim - prawdziwym,
gdy trudno jest określić z góry,
który borowik jest ponury.

Tomy spisało wielu skrybów
o toksyczności starych grzybów,
lecz żaden nie poddał ocenie,
czy kapelusze, czy korzenie,
bardziej dla ludzi są szkodliwe?
Zdawałoby się, że pawdziwek
rosnący obok sromotnika
niebezpiecznych wpływów unika.
Tak winno być, a jednak czasem,
zatrute cieki są pod lasem.
Spadają z góry kwaśne deszcze.
Nieznany wpływ miewa coś jeszcze.

Nie można wykluczyć przypadku,
nieujawnionych leśnych dziadków,
a taki w zdrowym, starym borze,
zepsuć powietrze całe może.

Zbliżał się sezon grzybobrania.
Wysyp i szaleństwo zbierania
i w niejednym domowym planie
widziano duszone, w śmietanie,
pachnące, młode, borowiki.
Cieszyły już pierwsze wyniki.
I na raz spadła na zbieraczy
gorycz zdziwienia i rozpaczy,
że prawdziwek - najpierwszy w lesie
dziwny zapaszek w sobie niesie.
Oglądano go z każdej strony.
Trochę za bardzo był czerwony.

Wyrósł nad wszystkie inne grzyby,
ale na pewno był prawdziwy!
Nie rozumiano skąd... dlaczego...
ta kwaśna gorycz bije z niego?

Stąd, mimo właściwego czasu,
nie wchodzili ludzie do lasu,
a grzyboznawców wciąż pytali:
Czy było zdrowe, co zbierali?
Próżno pisali dziennikarze,
że zapaszek ten zniknie w parze,
jeżeli dobrze się przysoli.
Nikogo brzuszek nie zaboli.
Nie zmieni gustów wielkopańskich
prawdziwek wielki, choć szatański.
O wiele bardziej są złowieszcze
przy szatanach toksyczne kleszcze.

Lecz to już inny wiersz wyłuszczy.
Wołaniem tylko są na puszczy
skryte morały pseudobajek
o tym, co dzisiaj wstrząsa krajem.

Czy leci z nami Prezydent?
















Czy Prezydent leci z nami? Tak już teraz być nie może!
Szybuje razem z vipami, a my utknęliśmy w sporze.
Wzlatują, gdzieś nad poziomy, jak eksperci przed podpisem.
Nam zostają wiatrołomy. Zamierzamy sprzątać z PiS-em.

Lecz musi zostać trzy piąte przy uporze Prezydenta,
bo w zasadzie jest wyjątek, lecz nikt o nim nie pamięta.
Kto ze zrozumieniem czyta wystąpienie Kardynała.
Ma świadomość - jest elita! Rządziła tu i została.

To nasz hoży dopust boży. Brzemię razem ludzie nieście!
Po staremu się ułoży. Zrobi się w mierzei przejście.
A kto przy łopacie będzie? Nas - trzy piąte z ich nadzorem.
Babie lato w głowach przędzie motki przed telewizorem.

Prezydenta - interwenta nie szukajmy w tym odlocie.
Odpowiedzi: Nie pamiętam... padało wiele przy złocie.
Ile z tego pozostanie? Okaże się przy wyborze.
Jesień. Trwa chocholi taniec. Dym się snuje na ugorze. 

piątek, 29 września 2017

Kamienica dla Pawlaka - historia króciutka taka
















Mówił Pawlak do Kargula:
To jest jak śniegowa kula.
Coś zostało po rodzicach.
Jest w Warszawie kamienica,
a wokół niej wielka draka,
że należy do Pawlaka,
co chociaż mieszkał za Bugiem,
miał na Szmulkach dobra drugie.
To mój kuzyn? Może brat?
Żył długo... ponad sto lat!
Należy się chyba kasa.
Idź szybko do mecenasa!
Urzędasy to tępaki,
lecz może przeszkodzić jaki!

Jak poradził tak się stało
i miasto nie oniemiało,
a znalazła się sędzina,
co stuletniego kuzyna
wskrzesiła w postępowaniu -
Od ręki. Na poczekaniu.
Sprawiedliwie przyznać muszę:
Są na Szmulkach martwe dusze,
a także i rewizorzy,
którzy wiedzą gdzie przyłożyć
i na usta kładą palec.
Ludzie nie dziwią się wcale.
Pamiętają dawne czasy:
Wyrok śmierci za kiełbasy
i dawne sądy kilblowe.
Łatwo można stracić głowę.
Różne tu widziano cuda.

I veto się czasem uda.

czwartek, 28 września 2017

W pewnej kaście przy kanaście...




W pewnej kaście,
przy kanaście,
wysoki się skład uzbierał.
Krzeseł było jedenaście
i dwunaste dla jokera.

Myślał joker,
że to poker
i że są to gry początki.
Ubezpieczał się, jak broker,
a w ręku trzymał trzy piątki.

Czuł się panem.
Na wymianę
pewnie liczył - coś dokupi,
lecz nie wiedział, co jest grane,
a wydawał się niegłupi.

Ważna kasta
była z miasta
i ograć chciała frajera,
co deklaracjami szastał
i poparcie wielkie zbierał.

Dobra rada -
Czy wypada
nam jokera wziąć w obronę?
Z oszustami grać nie siadaj,
bo tam karty są znaczone!

Czarne papugi, dzioby zielone

















Sprawa w Komisji nie była długa.
Na balustradzie czarna papuga
siadła i patrzy na kamienicę,
a ktoś pomyślał - ptaszka pochwycę.
Ale papuga siadła wysoko.

Była o wiele bliższa obłokom,
niż chodnikowi studni podwórka.
Z góry na wszystkich stroszyła piórka.
Poznała inne dzioby zielone
wygodnie, wyżej już posadzone.

Nie tak, jak ona - na Marszłkowskiej.
Tamte widziały całe Krakowskie,
a może dalej... i cały kraj,
a ona przecież nie była naj...
lecz mimo wszystko czuła się pewnie
i wyrażała się niepochlebnie
o ludziach stamtąd eksmitowanych.
Projekt ustawy był już jej znany.

Dobrze wiedziała że będzie sprzeciw,
po czym swobodnie sobie odleci.
Miasto boleśnie spłacało długi.
Były awarie, remonty, rugi
i komornicy i czyściciele.
Spalono tęczę tuż przy kościele
i ustalono, że kuratorzy
mogliby szczodrość miasta pomnożyć.
W ostateczności - odłaczą prąd.
Decydujący jest jednak sąd!

Tylko on jeden rozstrzygać może.
Nad sądem zawsze góruje Orzeł.
Nie jak uprzedni - czekoladowy,
lecz tradycyjny, a także nowy.
W nim pokładają swoje nadzieje
te, które do nas z dala przywieje,
rozsiane w świecie zapisy woli.
Mogą się spełnić, gdy los pozwoli.

Los zawikłany, bywa też długi.
Wiedziały o tym czarne papugi.
Szukały wcześniej dzioby zielone,
gdzie leży ziarno niezamiecione
i chciały by je dalej dzielono,
pod niezawodną orła osłoną.

Sprawa w Komisji nie była długa.
Na balustradzie czarna papuga
siadła i patrzy na kamienicę,
a ktoś pomyślał - ptaszka pochwycę...
Jest jeszcze jednak wiele obciachu.
Lepszy ten w garści... czy ten, na dachu?

środa, 27 września 2017

Teatr dla ubogich

















Jeszcze nie mieli na to sił,
ale już byli bardzo blisko
i zapał wielki w ludziach był
i ponaglało środowisko.

Wystarczył drobiazg - akceptacja,
a po niej mogliby świętować,
lecz się zmieniła sytuacja.
Ktoś nie potrafił się zachować.

Życie historię napisało
bardziej tragiczną od "Hamleta".
Cóż mieli czynić, gdy się stało?
Napisze może wiersz poeta.

Inni się skupią na różańcu,
a oburzeni - na proteście.
Transparent wywieszą na szańcu
wznoszonym ciągle w "Naszym Mieście".

Lecz nasze tylko są ulice,
a kamienice w innych rękach.
Zaiskrzy mocno w polityce,
a nam pozostanie udręka.

Starannie przeliczą przychody.
Wyrośnie w centrum Bank Morgana.
Nikt nie zapyta o powody.
Uznamy, że to Dobra Zmiana.

A tak niewiele brakowało,
lecz nie ta siła, nie te progi.
Życie historię napisało.
Reszta to teatr dla ubogich.


wtorek, 26 września 2017

Tam, gdzie licho nie śpi















Wojny o sądy, burzliwe prądy,
skończyły się kabaretem.
Przetasowały na świat poglądy
zdziwieniem, a częściej śmiechem.
Zawiodła zwykła matematyka,
jak izba obrachunkowa
i żaden pewnik, wynik, praktyka -
nie utrwaliły się w głowach.

Nie wystarczyły zwykłe liczydła.
Na kogo liczyć możemy?
Ta polityka to rzecz przebrzydła!
Nie funkcjonuje, jak chcemy.
Nawet sam Einstein by nie wymyślił
równania tych zależności,
jakie wpływ mają na ludzkie myśli
i masy i odległości.

Tam gdzie elita jest oddalona
daleko od swych korzeni -
jedna ciążąca myśl utajniona,
rachunek może odmienić.
A kiedy tyle jest niewiadomych,
jak w naszym, obecnym czasie -
wiele się rodzi myśli szalonych
i nic przewidzieć nie da się.

Nie warto słuchać żadnych sondaży,
zamiarów i zapowiedzi.
Tak samo nie wiesz, co się wydarzy,
jak tego, gdzie licho siedzi.
A stare licho wciąż siedzi cicho
w zieleni wśród leśnych dziadków
i z kielichami, z dobrą zagrychą,
teorie bada przypadków.

Słoneczko znów zaświeciło


















Słoneczko znów zaświeciło.
Huragan się przeczekało
i znowu jest tak, jak było.
Rodacy! Nic się nie stało.

Pokaże się babie lato,
a po nim dymy wykopków,
już złota jesień bogato
podniosła poziom zarobków.

Tak bywa, było i będzie,
że chociaż chciałbyś - nie możesz.
Gdy babie lato się przędzie,
co siejesz - zbierasz... i orzesz.

Troszeczkę spuścimy z tonu.
Pogoda jest dla bogatych,
a osiemnaście milionów,
właściwie poszło na straty.

Kampanie zawsze kosztują
zwłaszcza, gdy burze i słoty,
a spoty nas integrują,
choć dobrze wiemy - nic po tym.

Jest wiele goracych linii,
jak wiele słonecznych brzasków,
a sami jesteśmy winni,
gdy nie zbieramy oklasków.

Słoneczko znów zaświeciło
po burzach, chmurach i znoju.
I znowu jest, tak jak było.
Wróciła siła spokoju.

poniedziałek, 25 września 2017

O odważnym, rzutkim, nowym Dobromirze Pomysłowym


















Mógłby wskazać ktoś odważny,
choćby jeden powód ważny.
Choć jedno uzasadnienie,
by sprowadzić nas na ziemię.
Przekonywać nie jest dobrze,
że ktoś na złość zrobił Ziobrze,
lub go naszły dziwne chęci,
by taki numer wykręcić
i popchnęła go pokusa,
by wszystkim zrobić psikusa,
gdy coś stało się z rozumem...
lub chciał chronić własną du... mę
i od dawna nosił w duszy,
by odmrozić sobie uszy,
po czym stać się dla nas nowym
Dobromirem Pomysłowym.










Brał Prezydent od Ministra...


















Brał Prezydent od Ministra...

Reporterka, niezbyt bystra,
nie widziała nic w tym złego.
Wyższy bierze od niższego!
Bogatszy od biedniejszego,
a silniejszy od słabszego,
bo nie może żaden golas
mieć własnego żyrandola.
Gdy inaczej jest w ustawie -
Rozdział wniosę! Mur postawię!
Musi wiecej kompetencji
należeć do prezydencji!
Co zostanie dla Narodu?
Spór pozwanych i powodów!

Czyżby jutro było wczoraj?























Zero prawdy. Brak szczerości.
Nie ma żadnej otwartości
i narasta przekonanie,
że już jest po Dobrej Zmianie.
Zaciąży na tej kadencji
waga veta prezydencji.
Usłyszeć by wypadało,
z jakich przyczyn tak się stało?
Jakaż to wewnętrzna siła
plan w perzynę obróciła?
Czy to ta, o której wiedzą,
lecz publicznie nie powiedzą,
bo wciąż strzeże jej klauzula
rodem ze Złotego Ula,
albo oddział silny, zwarty,
czujki, stójki oraz warty?
Nie ma jasnej odpowiedzi,
a dotychczas nikt nie siedzi.
Czy dowiemy się w ogóle,
komu ten nasz idol uległ?
Pozostały mu wykręty,
a cel został osiągnięty.


Etiuda na dwa fortepiany














Cóż wie się o świecie
w sędziowskim birecie,
prócz paru tysięcy na głowę,
gdy kasa i kasta
tak wolno przyrasta.
Ustawy nie są gotowe.

To niby jest władza,
co władzom przeszkadza.
Nie spotka się z dobrym słowem.
Niczego nie zdradza.
Wypuszcza i wsadza.
Na końcu wygłasza mowę.

Czy prawo ma Ducha,
gdy myśli posucha
zamknęła drzwi pałacowe?
Wystąpić najtrudniej
jest w samo południe.
Ustawy nie są gotowe.

Partyjnym sekretom
nie służy słów beton.
Nie tak się rozmawia z Narodem!
Wielki, czy malutki
plecie mele-dudki.
Ambicje ukrywa pod spodem.

Jest sprzeczność w naturze,
gdy władam i służę,
a sam się lubuję w karesach.
Jest wojna na górze
i soliści w chórze
i jest jeszcze zdanie Prezesa!

Wciąż sługa dwóch panów
ma swoich szamanów.
Nie słucha gry Zimermana.
Może zgłosić veto,
gdy widzi - to nie to
i marzy o dwóch fortepianach.

Chodzeniem po wodzie
jest wsparcie w Narodzie
i czasem kołnierzyk uciśnie,
a głos więźnie w krtani,
gdy poklask jest tani,
a zmiany konieczne Ojczyźnie.


niedziela, 24 września 2017

Z baranem pod smoczą jamę - bajka


















Uczono nas przed wiekami
i metoda jest nam znana,
jak się ścierać ze smokami?
Najskuteczniej - na barana!

Trzeba... nić mieć i szydełko
i po nitce iść do kłębka.
Nakazać milczenie zgiełkom.
Smok wystraszy się i pęka.

Wypróbowano w Krakowie.
W Warszawie - na Bazyliszku.
Na Matole - w Pacanowie,
oraz w służbach - przy kieliszku.

Z Baraniną zmieszać Siarę.
Ostrym szydłem trafić w sedno.
Przejrzeć starych teczek parę.
Zaczekać, aż miny zrzedną.

Zrodzi wówczas się pragnienie,
że aż smok wyrywać będzie.
Pęknie głośno, bo milczenie
nie przystoi na urzędzie!

Stare bajki nadal uczą,
może już nie w Anatewce,
lecz w Warszawie media huczą
o baranach i Dratewce.

sobota, 23 września 2017

Yes! Yes! Yes!

















Pantoflowa poczta niesie
niesprawdzone doniesienia
o zasmuconym prezesie
i dumie nie do zniesienia.

Z jednej strony pełna buzia,
z drugiej cienka ust podkówka.
Nie było "Huzia na Józia".
Nie szepnięto nawet słówka.

Jedynie wielkie zmartwienie
ujawniło się na twarzy,
że już nowe pokolenie
inaczej myśli, niż starzy.

Może to woda sodowa,
popularność, brak pokory?
Może lęk, lub "nie ta głowa" -
nie taka, jak do tej pory?

Może równie silne ego,
albo siły przecenienie?
Może "nie ma tego złego..."
jest lekarstwem na zmartwienie.

To sprawka wielkich nacisków.
Obudzony w duszy bies,
kazał mimo strat i zysków,
pięść zacisnąć... Yes! Yes! Yes!

Pozostaje nam współczucie,
lecz i bagaż niepewności,
bo czym skromność jest przy bucie?
Koniecznością uległości.

O wyspie już była mowa.
Nie Elbie... Św. Helenie...
Sto dni może się zachowa,
to jednak marnotrawienie.

Po raz kolejny i n-ty
nie spisała się elita.
Poszło chyba o Wyklętych.
Jak ma osądzać ich świta?

Bo kto tu jest od sądzenia,
sam sądzony być nie może!
Odwaga - do potanienia!
Honor już kosztuje drożej!




piątek, 22 września 2017

Koniec świata















Spotkajmy się na końcu świata,
skoro się tyle nieszczęść przeszło,
a czas żadnych różnic nie zatarł.
Inaczej patrzymy na przeszłość.

Na końcu świata niepotrzebne
będą nam sierpy oraz młoty,
i wyłącznie myśli podniebne
skupi przyszłość i jej prototyp.

Nie obejrzymy się za siebie,
bo już na to zabraknie czasu.
Gdzie jest ten koniec świata? Nie wiem.
Wciąż rośnie możliwości zasób.

Dla jednych to partyjny rozłam.
Dla innych nowe zgrupowanie.
Niespodziewana zdrada podła
przed uzgodnionym głosowaniem.

A dla zwykłego Kowalskiego
to tylko w kalendarzu data
i tak nie będzie miał nic z tego,
jeśli nastąpi koniec świata.


Za murami dróg
















Ludzkie mrowiska za murami dróg,
A w nich szczelinki wirtualnych okien
W hospicjach myśli, gdzie zagląda Bóg.
Wciąż przesłaniany trującym obłokiem.

Infrastruktura, z której wyjścia nie ma,
Łańcuchem rur już opasała Ziemię.
Giełdy wartości poróżniła cena.
Przygięto kark skazanym na milczenie.

Potoki słów należą do elity
Kontrolującej ścieki i kanały.
Ekranu łach grubymi nićmi szyty,
Przesłonił nam świetliste ideały.

Globalizacja - getta metropolii
Ugięły płyty kontynentów pod stopami.
Zapomnieliśmy, że żyliśmy wolni
I dobrowolnie chcemy być niewolnikami.

Plastry nadziei przygnieciono trybunałem.
Myśli przestrzenie zamiatają huragany.
Chaos przemiany jest dla wielu ideałem.
Nieliczne dłonie modelują nowe plany.

Wielkie migracje poszukują Araratu,
A przewodnikiem są wyłącznie przemówienia.
Nieznany los gotuje dzisiaj światu
Zdesperowana odwieczność istnienia.

Zagadka czasu i świadomość kumulacji
Liczne narody pchnęły naprzód w owczym pędzie.
Na święte wojny do obrony demokracji,
Bo co możliwe jest... dziś wiemy - kiedyś będzie!