poniedziałek, 22 maja 2017

* * *















Pochowaliby go z trąbką,
ale skrzypce można spalić.
W Chałupach przygasło słonko.
Izoldy nie wspominali.
Odleciała pszczółka w maju.
Los jej nagle występ skrócił.
Nie było tu u nas raju,
gdy się śpiewało "nie rzucim..."
Nie chodzi skrzypek po dachach.
Nad Opolem cisza głucha.
Tam także zacznij od Bacha...
Pan Bóg na pewno posłucha.

Pitasy


















W starych podlaskich siedliskach
pamiętają jeszcze czasy,
gdy na wiejskich weseliskach
pojawiali się pitasy.
Niejedna, dziś - babuleńka,
a niegdyś - krzepka dziewczyna,
potańcówki na ożenkach
wciąż pamięta i wspomina.

Zwyczaj był powszechnie znany
i utrzymywany w mocy.
Kążdy trzeźwy, czy pijany
mógł dołączyć po północy.
Do stołów śmiało zasiadać.
Korzystać z uciech domowych.
Gościć się, popijać, jadać,
czynić, co przyszło do głowy.

A że zwykle o tej porze,
wszyscy mocno mieli w czubie,
to i zaloty w komorze
nie kończyły się na próbie.
Skrzypki zawsze ostro grały.
Głośno piszczała fujarka.
Podobno iskry leciały,
gdy się przebierała miarka.

Nikt nikomu nie żałował,
ale też się nikt nie chwalił,
a kto baby nie pilnował,
kogo napój pod stół zwalił,
nie zawracał sobie głowy.
Nie poczuwał żadnej winy
i już rankiem był gotowy
zapytać o poprawiny.

Od wesela do wesela
czas mierzono i miesiące.
Jeden zasiał, drugi zbierał
sianem i mlekiem pachnące
zdrowe, hoże, dary boże.
Społeczności wiązał wieńce.
Sam Pan Bóg pomagał może,
by nas w kraju było więcej.

niedziela, 21 maja 2017

Wołanie na puszczy (opowieść wierszem)
















Gdy zmienił się samiec alfa,
stado zaczęło się szarpać.
Sprytne wilki szybko zbiegły.
Pozostałe nie uległy.
Nie mogły żyć poza stadem,
lecz się odwróciły zadem.

Zaczęło się podgryzanie,
ale już nie były w stanie
zmienić głównego basiora.
Musiała się słuchać sfora,
lecz na skrajnych jej obrzeżach
sprzeciw stale się poszerzał.

Owcom trudno się domyślić,
co takie wilczysko myśli
i który jest łagodniejszy?
Ten wczorajszy? Czy dzisiejszy?
W końcu większość, z dwojga złego,
postawiła na nowego.

Owce to żywność watahy.
Zawsze nią rzadziły strachy.
Wilcze zęby były znane.
Postawiły więc na zmianę,
lecz zdziwiła się zagroda,
że wśród wilków jest niezgoda.

Gdy się gryzły miedzy sobą,
owce poszły w trawkę nową.
Pojawiły się jagnięta.
Dawnych strat nikt nie pamietał
i tylko dzikie warkoty
wciąż przypomiały o tym.

Zapewniał je bek barana,
że to była dobra zmiana.
Niech się sfora dalej kłóci,
byle poprzednik nie wrócił.
Gdy, nie daj Boże, przybędzie -
wielkie straty będą w spędzie.

W każdym znanym wilczym stadzie,
kto ulega, ten się kładzie.
Basior się z zębami zbliża,
lecz nikogo nie zagryza,
a czasami wytarmosi.
Odstępuje, gdy ktoś prosi.

Ale wadery uparte
okazały się zbyt harde.
Ni na skale, ni w kąkolu,
nie chciały wyć w żadnym polu.
Nie miał siły samiec alfa,
by się z opornymi szarpać.

Zrobił kilka kroków w tył.
Z bezsilności niemal wył.
Bez tego wilczego wycia,
owce miały wiecej z życia.
Lepiej wełną obrastały,
więc za basiorem beczały.

Jakiż z tego powstał zew?!
Ptaki odleciały z drzew.
Oniemiały wkoło knieje.
Co się w tej owczarni dzieje?
Kto natury ład wywraca?
Z owczarkami przyszedł baca.

Na tym kończy się opowieść.
Morał mógłby czegoś dowieść,
ale nauki nie będzie.
Tak po prostu bywa wszędzie,
gdzie się nagle władza zmienia,
po latach złego rządzenia.
Czasem o tym huknie puszczyk,
lecz to wołanie na puszczy.

Ja się nie boję, ja wiem swoje...













Ja się nie boję wielkich projekt!
Tylko ustępy znam!
Ja za nikim nie stoję
i to nie jest mój kram!

Prowadzę życie swoje
spokojnie tu i tam.
Niech będzie wielki projekt.
Gdy trzeba - pomysł dam.

A kto ma w oku belkę,
o nic pytać nie musi.
Małemu po co wielkie?
To wielkie go przydusi!

A projekt? Bardzo proszę.
Muszą być konsultacje.
Ja także problem noszę.
Gdzie jechać na wakacje?

Gdzie jechać... oraz za co?
Gdy im - projektodawcom,
za sam pomysł już płacą
i idą, jak za zbawcą.

A czy ja też pójść mogę?
Na żartach się nie znacie?
Mogę leżeć odłogiem,
albo chodzić w kieracie.

I tylko z tej marności,
jaką mi z łaski dają
znaczącą część radości
jeszcze mi zabierają.

Lecz zakładają z góry
w projekcie swoim wielkim,
że tam, gdzie jedzą knury -
pożywią się wróbelki.

Ja się nie boję wielkich projekt!
Ja doku męty znam.
Ja za nikim nie stoję
i to nie jest mój kram!

Prowadzę życie swoje
spokojnie tu i tam.
Niech będzie wielki projekt
i wielkie ram... tam... tam...

sobota, 20 maja 2017

Luk tryumfalny

















Dawno u nas nie widziałem ludzi tak zadowolonych.
Uśmiechniętych i szczęśliwych. Wydawało się - spełnionych.
Nagle przyszło mi do głowy, gdy wstawali i klaskali,
że to jest ich znak grupowy i zwyczajny tryumfalizm.

A ja tak się o nich martwię, nieszczęśników pogardzanych
i obwiniam inne partie z podobnych wystąpień znane,
że niesłusznie, bezpodstawnie, widziały w nich jakąś sektę.
Może też mi się wydaje, że czas przyszedł na korektę.

Mają prawo już być dumni. Przy sprzeciwie radę dali,
ale dotąd nikt rozumny przed zachodem się nie chwalił,
a przy tym ostentacyjnie, z ironicznym błyskiem w oku...
Śmiano się demonstracyjnie. Nikt im nie dotrzymał kroku.

W pierwszych rzędach profesura. Ludzie sztuki i nauki.
Jednym słowem - sama góra. Niech podziwiają nieuki,
kto dziś włada i rozdaje i kto chlebem pańskim dzieli,
a gdzieś - "dla wszystkich nie staje" - myślał indyk o niedzieli.

Powrócą wiosną na jeziora...















Zagrożenia, wizje, plany
i znany problem z guanem.
Polska liczy kormorany.
Kormoran chce tu być panem.

Chce nadmiernie się rozmnożyć
i grube ryby wyłuskać,
ale gdzie gniazdo założy,
tam się wokół tworzy pustka.

Nie cenimy tego ptaka,
mimo polubienia prób.
Coś powstrzymuje Polaka,
bo chyba nie krzywy dziób?

Coraz więcej ich tu leci.
Trudno już im radę dać.
Teraz my jesteśmy w sieci.
One będą na nas...

Jest "Natura Dwa Tysiące".
Zabrała wiele rejonów.
Zostawią miejsca na łące
dla nas - czterdziestu milionów.

Gdzie się obszar rybą znaczy,
tam zobaczysz je na niebie.
Z nas uczyniono tułaczy.
One tutaj są u siebie!

Panoszą się niemal wszędy
i wkrótce wyprą bielika.
Mają tu szczególne względy.
Taka to jest polityka.

Natura
























Skoro wszystko nam przyrasta w mgnieniu oka,
jeśli kwitnie, zieleni się i rozwija -
Nie siedź sama. Wyjdź na słońce i się pokaż!
Żadna wiosna nie zamierza być niczyja.

Zasmuceni niech odejdą od pomników
i wzrok skupią na tym, co jest w koło żywe!
Wiosna nie jest już własnością polityków,
a roszczenia odkupili nieprawdziwe.

Niechaj poczty wykonają zwrot przez ramię
i uśmiechem obdarują aktywistki.
Dziś uwaga jest należna każdej damie,
a kwitnącej i tej  bujnej przede wszystkim!

Niechaj sobie w swoim gronie, gdzieś tam z boku
maklontentów zagranicznych nagradzają.
My już wiosnę mamy tylko na widoku
i kwiatuszki nas wyłącznie zachwycają.

Prowokacja jest potrzebna w innej sprawie.
Ma wyjść na plus. Szybkim pulsem nas zachęcać.
Dziś sympatie tylko rodzą się w Warszawie,
a natura nas pogania wprost zwierzęca.

piątek, 19 maja 2017

Może to nie jest Portofino...

















To bardzo małe jest miasteczko.
Musiałaś przebyć drogi szmat.
Szukać takiego by ze świeczką.
Małe miasteczko - nasz cały świat.

Tamtego roku po kolacji
wieczór wyciągnał mnie na rynek.
Nie mamy żadnych tu atrakcji.
Tylko kościółek, sklep i gminę.

Młodzi dawno na emigracji
i nikt do domu nie powrócił.
W starym budynku dawnej stacji
los się uśmiechnął i odwrócił.

Zapytałaś - Jak stąd odjechać,
ale ostatni odszedł bus.
Nie przestawałem się uśmiechać...
Trzeba nocować. Mus to mus.

Wstrząsnęło chyba całą gminą,
kiedy po drodze ze mną szłaś.
Może to nie jest Portofino,
a księżyc z nieba chciał tu spaść.

Na szczęście w domu miałem wino.
Nie piję nigdy sam do dna.
Spojrzałaś ze zdziwioną miną.
Sam się dziwiłem sobie ja.

Dlaczego nigdy nie zadzwonisz
i ani słowa nie napiszesz?
Tak trudno złe myśli przegonić
i stale się wsłuchiwać w ciszę.

To bardzo małe jest miasteczko
i nikt w nim nie pamięta dat.
Szukać takiego by ze świeczką.
Małe miasteczko - nasz cały świat.

Może to było w zeszłym roku,
lub upłynęło więcej wody.
To samo łóżko. Ten sam pokój,
lecz wtedy byłem jeszcze młody.

Widziałem film o dwóch księżycach
i pewnie każde z nas ma własny.
Mój stale tobą się zachwyca.
W maju ogromny jest i jasny.

Tam - w twym Londynie młyn diabelski
wolno przemieszcza się po niebem.
Nie daje praw obywatelskich,
a ja wciąż czekam tu na ciebie.

Teraz już mamy wiecej busów
i nawet jeden jest już nocny,
ale nie będę wróżył z fusów
na rychłe zmiany nie ma mocnych.

Może to nie jest Portofino,
ale przypadek nie wybiera
i tak chłopakom, jak dziewczynom
nadzieja nigdy nie umiera.

To bardzo małe jest miasteczko.
Niewielki rynek. kilka chat.
Szukać takiego by ze świeczką.
Małe miasteczko - nasz cały świat.

Teatr na Wyspie

















Jest w Warszawie Teatr na Wyspie
z fosą, sceną i kolumnadą.
Obcym radził: A teraz wy spie...
a nie wierzył, że jednak wyjadą.

Ktoś uciekał stąd w damskim kostiumie.
Inny kartki o sobie wyrywał.
Nie jest łatwo i grać trzeba umieć,
nawet gdy się etiudę przegrywa.

Płytki staw - nie Jezioro Łabędzie.
Kaczki jednak się godzą z karpiami.
Za aleją, w państwowym Urzędzie
nowy duch się pojawia czasami.

Trzyma się stary Pałac na Wodzie.
Dla przykładu, że jednak można...
Ucz historii swe dzieci Narodzie,
zamiast grilla, majówek i rożna.

Można jeszcze komedię odgrywać,
zanim czas dawnych śladów nie zatrze,
lecz widowni po trochu ubywa.
Pustką świeci w amfiteatrze.

Błyszczą wody glazurą Łazienki.
Platan splata czas w hipotezach.
Cichną dźwięki marszowej piosenki,
za to rośnie rytm poloneza.

czwartek, 18 maja 2017

Dobra rada














Gdy już się niewiedza głupotą przelewa
i spływa po tobie jak piwo po szklance,
gdy nic wesołego nie możesz zaśpiewać,
i znowu w medialnej zamknęli cię bańce
i nikt cię nie słyszy, bo wołasz na puszczy -
pozwól chociaż sobie poradę wyłuszczyć:

Wyjdź gdzieś na spacerek z majową panienką,
gdzie wietrzyk dziewczynom fryzury rozwiewa
i nie myśl od razu, co ma pod sukienką,
a popatrz z nią w chmury. I ptaków na drzewach
poszukajcie wzrokiem ciekawskim w zieleni.
Gdy gniazdko zobaczysz - świat ci się odmieni.

Już szklaną pułapką dla ciebie zostanie.
Niewartą rozmyślań o partiach i racjach.
I odtąd mieć będziesz wyrobione zdanie
i o terrorystach i o demokracjach.
O wszystkim, od czego pękała ci głowa.
Potrafi świat zmienić dziewczyna majowa.

Odlecą od ciebie codzienne głupoty,
Pomyślisz, że w gnieździe są może pisklęta
i nie jest ciężarem wstawać do roboty,
bo troska o młodych - dla wszystkich rzecz święta.
Gdy myśl twą podchwyci majowa dziewczyna,
to świat już nie będzie marnym filmem z kina,
a życiem zwyczajnym w zakręconym kraju,
bo jest to normalne i zdarza się w maju.

Kolega maj


















I znów niepokój wielki padł na Błonia,
że wyniki sondaży zmienią kraj.
Gdy jednych cienki słychać śpiew,
to drudzy złoszczą się... psia krew.
Po mediach niesie się partyjny zew.

I znów niepokój wielki padł na Błonia.
Wyczuwa z dala się Wawelu chłód.
Policja ćwiczy kaczy chód.
Nie wie, co o tym sądzić lud.
Kolega maj przemierza stary gród.

Na Błoniach kogoś wsadzić chcą na konia.
Od lat w Krakowie były wpływy obce.
Znów zamierzają wejść na kopce
i przez to władza bywa w kropce
zamiast majowo śmigać jak śmigłowce.

I znów powtarza się losu ironia.
Śpiewała pięknie pani Ewa Bem.
W maju się nie zakocha,
kto usłyszy - Wynocha!
Jak zagłosuje wiocha? Ja już wiem.

środa, 17 maja 2017

Fabryki prochu
















W fabryce prochu nie ma popłochu.
Ustaleń nikt tu nie zmienia.
Święty Antoni jest wciąż na oku.
Pilnują niebo i ziemia.

W wytwórni lontów zmiana poglądów.
Wciąż się narada odbywa.
Ktoś stare grzechy wyciąga z kątów.
Jest jakaś alternatywa?

W fabryce prochu postęp po trochu
wprowadza nowe metody.
Nowy pomocnik miał wielki dochód,
był przede wszystkim za młody.

W wytwórni lontów nie ma już Bondów
i generalskich wężyków.
Za wiele było różnych afrontów
i o dodatki okrzyków.

W fabryce prochu za wiele fochów
sprawiał, kto sprawdzał wyniki.
Bał się, że może trafić do lochu
i uciekł do Ameryki.

Wytwórni lontów zabrakło prądu,
ale list przyszedł z pałacu,
że wokół firmy jest wiele swądu,
a złom wciąż leży na placu.

Już po majówce jest w zbrojeniówce
i kompetencje są nowe.
Fabryka prochu poszła w powietrze.
Lonty są prawie gotowe.

Z powodu różnic dzisiejszych "Kuźnic"
o iskrę jest bardzo łatwo,
gdy się nie uda podmuch na dudach -
wszystko wychodzi na światło.

Proch wynaleźli dawno chińczycy.
Metoda jest bardzo stara.
Nitrują tłuszcze siki ulicy.
Lepiej to robić w koszarach!

Time...
















Panie Time... już czas,
część swych chimer
zdjąć z nas.
Znaleźć bliższą rodzinę.
Z kąta ust wytrzeć ślinę.
Potem grzecznie ukłonić się w pas.

Niefortunną godzinę
wybrał pan, panie Time...
i nauki poszły pewnie w las.
Niewłaściwą doktrynę
przyjął pan, panie Time...
Pan rozumie, co znaczy it`s time?

Czas przewietrzyć, przeczyścić
swe stosunki, złe myśli
i porzucić i dąsy i żal.
Lepiej już z dobrą miną
kopać kanał pod Świną,
jeśli nie jest panu ganz egal!

wtorek, 16 maja 2017

Jeden się wstrzymał!
















W sądzie rano, rozegrano, starą grę powszechnie znaną.
Szukano do bicia chłopca, by rozpocząć "Salonowca".
Ważne było, by wytrzymał, gdy naklepią po naradach
i by on jeden się wstrzymał, kiedy głosy będą padać.
Wcześniej była o tym mowa, czy choć jeden się uchował
w całym tym najwyższym składzie, co się wypnie na naradzie.

Odezwał się głos wiodący: Nie jest zobowiązujący
dla nikogo udział w grze! Korporacja jednak chce,
by nie było jednogłośnie i niech ten, co najdonośniej
czytał swe uzasadnienie, odsłoni teraz siedzenie.

Ale ten zaprotestował i w najdalszy kąt się schował.
To nie wyrok, lecz szykana! Niechaj klepią kleptomana!
Na to już nie było sił, bo kleptoman w składzie był
i próbował już dać nogę, lecz mu uniesiono togę.
Przebieg gry nie jest już znany - ile razy był klepany?
Wiadomo, jaki jest finał: Wszyscy - za! Jeden się wstrzymał!

Uwięzieni


















Wzbiera w każdym z nas po trochu
chęć wyjazdu z tych molochów -
zatłoczonych, ciasnych miast,
z mlecznych dróg medialnych gwiazd.

Bezkres jednak się oddala.
Zamierzali jeszcze scalać.
Wolność nie jest taka prosta
z tunelami autostrad.

Ktoś zieleń czasoprzestrzeni
w betonowe kostki zmienił,
a zagięcia zakorkował.
Horyzonty z oczu schował.

Krzaczek, który rósł, nie przetrwał.
Zmiotła go budowa metra.
Teraz po oddechy świeże
trzeba jechać na rubieże.

W koszty musisz wliczyć zdrowie.
Nie pojedziesz... ot, tak sobie.
Świat już dawno to wycenił,
że tańsi są uwięzieni.

poniedziałek, 15 maja 2017

Małolatki na traktory!























Małolatki na traktory!
Zew się w brzuszkach wzburzył.
Nie będzie, jak do tej pory,
w egipskiej podróży!

Nie po legginsy dała
nam matka natura,
by dla władzy, co leżała,
nie chwycić za pióra!

A potem za telefony
i na pożegnanie,
pokazać świat odmieniony,
a nie wody lanie.

Szkolna miłość - nie zawiłość
w rówieśniczej grupie.
Każdemu się przydarzyło.
Młode - znaczy głupie.

Niech tam swoje wojny toczą -
za a nawet przeciw.
Gdy coś w jedno miejsce stłoczą -
zawsze się rozleci!

Bunt na bucie. Gdzie współczucie?
System jest wciąż chory.
Przyszła pora - trzeba orać!
Panny na traktory!

niedziela, 14 maja 2017

Jaguary i Bentleye

















Trochę wieje, trochę grzeje.
Jaguary i Bentleye
są narazie nieprzydatne.
Otwarcie drzwi - słono płatne.

A w Łazienkach zwykle najpierw
podpływają tłuste karpie.
Warszawka siadła na trawce.
Zabrakło miejsca na ławce.

Popłynie w niebo etiuda.
Wysłuchać się jeszcze uda,
lecz wysiedzieć jest już trudniej.
Zwłaszcza w maju i w południe.

Są soliści, nie orkiestra.
Wcześniej przybyła palestra.
Nieco później melomani.
Siedzą teraz zasłuchani.

A nad stawem trzeszczy w stawie.
Dostrzeżono już w Warszawie,
że do wody "sława" wrzuca...
pochyla się, w końcu kuca.

Pod powierzchnię wtedy najpierw
wypływają tłuste karpie.
Większość złota lub czerwona.
Etiuda nie zakończona.

Trochę wieje, trochę grzeje.
Jaguary i Bentleye
są narazie nieprzydatne.
Otwarcie drzwi - słono płatne.

Usiedli nieporuszeni.
Trawka w koło się zieleni.
Palec przebiegł po klawiszach,
a potem zawisła cisza.

A z Nagrody Rubinsteina
ucieszyła się ferajna.
Jednak w świecie ktoś docenia
talent oraz dziedziczenia.

Gdy się siedzi - trudno upaść.
Gorzej, bo nie można tupać,
a buczeć też nie wypada.
Proszę państwa! Będzie padać!

Szkoda... szkoda... bardzo szkoda.
Dla bogaczy - niepogoda.
Można jeszcze mieć nadzieję...
Jaguary i Bentleye?

sobota, 13 maja 2017

Boskie i ludzkie























Kończy się ropa i gaz drożeje.
Limit zasobów światem zachwieje.
Silnik słoneczny, lub wodorowy -
w sferach projektu kół naukowych.

To, co się stanie, jest nieuchronne.
Pochłoną wkrótce koszty ogromne
próby zastępczych różnych napędów.
Świat jest na wojnie także z tych względów.

Są ci, co wiedzą, planują, widzą.
Jedni się modlą - inni z nich szydzą.
Globalizacja jest niemożliwa.
Jeden przed drugim zamiar ukrywa.

Przedziwne tworzą się koalicje,
trusty koncernów, państw w inwestycje,
w zasób Arktyki, w łupkowe złoża.
W głowach strategów pali się pożar.

Papież Franciszek przy objawieniach.
Pragnie wyprosić ich niespełnienia.
O zbliżającym się myśli czasie.
My z Nim prosimy... ale czy da się?

Dla Pana Boga - wszystko możliwe.
Nie zginie przecież wszystko, co żywe
z powodu Rosji - jej poświęcenia.
Nam - Twoim dzieciom poddana Ziemia.

Zostaw nadziei nam choć okruszek,
kiedy biblijne już scenariusze,
wcielają w życie wojenne gremia.
Będą Cię prosić Niebo i Ziemia.

To się dziś wszystkim w głowie nie mieści.
Kiedy to będzie? Za lat czterdzieści!
Kto wytłumaczyć mi może czemu,
słyszałem o tym ...dzieści lat temu?

Trudno o wszystkim zaświadczyć słowem.
Jest życie ziemskie i jest duchowe,
a to duchowe, też żywym bywa.
Każda możliwość jest więc prawdziwa.

Maj na Podskarbińskiej



















Jest na mym Grochowie ( wielu o tym nie wie)
kapliczka wisząca na pochyłym drzewie.
Dokoła kapliczki przybyło obrazów.
Dostawiono klęcznik. Dodano wyrazu
miejscu do modlitwy do Najświętszej Pani
i ludzie to wszystko uczynili sami.

Naprzeciwko była tam prokuratura,
a dalej komitet i partyjna góra
ukosem patrzyła na to krzywe drzewo,
choć było, z ich okien, pochylone w lewo.
Chciano je stąd wyciąć, ale te obrazy,
wstrzymywały ręce od boskiej obrazy.

Do dziś drzewo rośnie ozdobione w maju.
A jest tych kapliczek wiele w całym kraju.
Ulice z nich prosto wiodą do Kościoła.
Drzewo w pejzaż wrosło. Kto zrozumieć zdoła?
Ludzie chcą mieć Matkę bliziutko i w domu,
by była pod ręką, jeśli trzeba pomóc.

Franciscowi... Hiacyntowe...














My - Francisca wnuki, wnuczki Hiacyntowe
do Słonecznej Pani unosimy głowę.
Do złotej korony, opatrzności kuli,
jak do naszej Matki, która nas przytuli.

W historię objawień z lękiem zasłuchani
zanosimy prośby do Niebieskiej Pani
o łaskę pokoju, o ten palec boży
dla tych, którzy cudu potrafili dożyć.

I chociaż nie od nich los świata zależy.
Nie przestają prosić. Nie przestają wierzyć,
że Mateczko nasza, ochronisz swe dzieci
i opiece Syna je wszystkie polecisz.

piątek, 12 maja 2017

Mówię! - Myślę!














Mówię - partia. Myślę - Polska.
To byli poeci !
Robotnicza nuta swojska.
Kto za? A kto przeciw?
Kto się wstrzymał - nie wytrzymał.
Wzywali esteci.
Gdy paszportu nie otrzymał -
zwiedzał komitecik.

Mówię - Polska. Myślę - kasa.
Wiersz się nie rymuje.
Telewizja, radio, prasa -
po dawnemu czuje.
Sztuka nie jest dla nieuka!
Oceni komisja.
IPN zwiazki odszuka.
Sztuką jest dziś scysja.

Mówię - kasa. Myślę - partia.
Sondaż propozycji.
Telewizja, radio, prasa?
Nie do opozycji!
Nie opłaca się być przeciw!
Nieważne są rymy.
Kto był przeciw - ten wyleci!
My nadal tworzymy!

Polityczny teatr widzę dziś ogromny

















Jeśli polityka stała się aktorstwem,
a medialna scena wciąż gwiazdorów szuka -
talent nisko upadł - stał się amatorstwem,
na sprzedajną dziewkę stoczyła się sztuka.

Polityczny teatr widzę dziś ogromny.
Pełen dramaturgii - komedii, tragedii.
Nie brak w nim kreacji i ról wiekopomnych.
W lożach barbarusi, co sztukę uwiedli.

Janka Muzykanta nie będzie na scenie,
za to się pojawia często skrzypek z dachu.
Z braku dobrych tekstów, gest gra i milczenie.
Mistrzów pokolenie odchodzi do piachu.

Szekspir nam wspólczesny narodzi się w rządzie
i praktyk nabierze u propagandysty,
lub będzie, jak Urban - dziennikarzem w sądzie -
kibicem stracenia języków ojczystych.

Teatr polityczny wyrósł nam jak wieża
scenami Strasburga, budowlą w Brukseli,
ale się wciąż Babel - nazwać nie zamierza.
Z Muz zostały gruzy. Sztukę diabli wzięli.

Myśląc majowo
















Czytelnikom daję słowo,
że chciałem myśleć majowo.
Mocno zaciskałem zęby,
widząc wciąż niechciane gęby
i myślałem, że wytrzymam,
lecz załamał mnie Schetyna.

To jest taka polityka.
Po co niszczyć przeciwnika,
który sam siebie ośmiesza?
Ja tych metod nie rozgrzeszam,
bo po co mi stale w domu
lewak, liberał lub komuch?

Niech sam prezes ich ogląda.
Tego, co partia dogląda,
Niech premier mu to podtyka.
Nudzi mnie ta polityka -
klucza partyjnych wywiadów.
Ble, ble, ble, ble... gadu, gadu.

Chyba jest świat za ekranem?
Są jeszcze ludziom nieznane
wydarzenia i odkrycia,
ciekawostki i coś z życia.
Nie tylko partyjne tuzy.
Sztuka przez to poszła w gruzy.

Czemu przed kamerą pierwsi
stają zawsze platformersi
i rzucają słowa ostre?
Po to, by PiS dał ripostę
i tym samym oddał głos,
kij wtykając w gniazdo os.

Czytelnikom daję słowo,
że chciałem myśleć majowo
i by nieco było milej,
lecz już dzisiaj mam to "W tyle..."
i poszukam w internecie
piękna na tym bożym świecie.

czwartek, 11 maja 2017

Ballada o księżym deptaku

















Kiedyś ten deptak, dawni pątnicy wybudowali odważni,
a dziś tu kładą się wojownicy krakowscy, bez wyobraźni.

Ratusz już dawno ręce opuścił i długo zachodził w głowę.
A was - zapytał - kto tutaj wpuścił  na te rejony zamkowe?

Sprawa już wcześniej była nagrana z dyskretną bożą pomocą.
Droga jest przez nas zablokowana, bo w zamku straszy coś nocą.

Straszy u wejścia. Straszy na schodach. Co miesiąc w tym samym czasie.
Będziemy tutaj leżeć jak kłoda. Wytrzymać bowiem nie da się.

Wy się bezczynnie na to nie gapcie. To nie jest takie maciupcie
i tam w ratuszu nie tylko radźcie, ale w ogóle coś zróbcie.

Kraków pokaże, kto ma tu władzę. Odrzekł, nie matrwcie się goście,
Już ja z tą zgagą sobie poradzę. A teraz pa... się wynoście!

A kiedy wyszli bijąc pokłony. Wyskoczył burmistrz jak z procy.
Znak ma być zaraz tu ustawiony z zakazem wjazdu po nocy!

Kamer chyba nie wynoszą?























Powołali, zatrzymali, wygłosili przemówienia.
Potem pytań wysłuchali i odeszli dalej zmieniać.
Kamer chyba nie wynoszą. Jutro także briefing będzie.
Oświadczą nam... coś ogłoszą i wymienią na urzędzie.

Ciężka praca. Trudne teksty. Trzeba wykuć je na pamięć,
a na widowni protesty. Posła złapał ktoś za ramię.
Potem będą komentarze. Komentarzy objaśnienia.
Kilka aktualnych zdarzeń i odejdą dalej zmieniać.

Bardzo trudne jest rządzenie. Te godziny u fryzjera.
Makijaże, szminki, cienie i garnitur ciut uwiera.
Potem wieczory na tekstem. Rano trzeba być na nogach.
Gotowy już jesteś? Jestem! Wcześniej wyjdź - korki na drogach!

Powołali - odwołają. Zatrzymali to wypuszczą.
Oj! Mają się z nami... mają. Wytłumaczą i wyłuszczą.
Podział ról. Tylko idole. Pierwsze skrzypce i gwiazdorzy,
a wszystko żeby nie polec! Kto zmian czekał, ten nie dożył.

środa, 10 maja 2017

Skarabeusz
















Daleko za Akermanem, gdzie władza żadna nie sięga,
gdzie kindżał jest domu panem, a zmiast weksla przysięga,
spełniają się ludzkie mrzonki, zachcianki, nawet kaprysy.
Rzekł arab do młodej żonki: Już pragnę nowej hurysy.

Oczy mieć musi niebieskie i jasne włosy do ramion
i rysy europejskie. Dziś zapłaciłem już za nią.
Ruszyła ma karawana w gorące piaski Synaju,
a bilet ma ukochana kupiła w dalekim kraju.

Przez kilka lat oglądałem jej zdjęcia na internecie.
Ładniejszej już nie widziałem na całym szerokim świecie.
A ona widać szukała i umieszczała wciąż fotki,
jakby mnie wzrokiem pytała, czy wierzę w te o niej plotki.

Daleko za Akermanem, gdzie burzan żaden nie rośnie.
Zrobiło się dziś nad ranem od krzyków głośniej i głośniej.
Na szlaku dawnych karawan pokazał się nagle żuk.
Skomplikowała się sprawa. Stał skarabeusz, jak Bóg.

Następnych kroków nie będzie. Konieczny jest zwrot gotówki.
Posłaniec z wieścią przybędzie i kobra wyjdzie z kryjówki
i także się wytłumaczy, czemu jej jad źle sutkował?
Może posłaniec owocu nie swego w drodze próbował?

Noc zimna jest na pustyni  i myśl się trzęsie w turbanie,
że nie ma już nic dobrego, gdy żuk ci na drodze stanie.
Pragnienie jednak poczeka na swoją nockę pogodną.
Właściwie nie ma co zwlekać. Niech mi przywiozą podobną!

W szczerym polu na rozstaju...























W szczerym polu na rozstaju
stał medialny przekaz w maju.
Podobny był innym słupom -
nie sąsiednim silnym grupom.
Tamte były jak cokoły.
On zgubiony, młody, goły,
pokazywał nam niewiele.
Kilka wskazań o kościele
i to, co partia napisze.
Wiatr bez przerwy nim kołysze,
a choć klęczą przy nim panie,
nie ustaje kołysanie.

Niedaleko stał zakrętu,
ale bez abonamentu
i bez podpór wykopanych,
stale był rozkołysany.
Tamte podpierały służby,
a na nim, kraksy podróżnych
zostawiały trwałe ślady
i nie było na to rady.
Policja też zaglądała
i ostrzeżenia wieszała,
lecz gdy przychodziły mgły,
razem z nimi w rowy szły.

Z brzydkim spotkał się wyrazem:
Do d... z takim przekazem -
wyjątkowo nieciekawym!
Ustawił mu ktoś z Warszawy
sztywną, lecz niską ramówkę.
Nie podpisał nawet słówkiem -
Kto wykonał? Kto pospawał?
Jak by sobie sprawę zdawał,
że się będzie musiał wstydzić.
Mówiono: To pewnie żydzi...
ale się nie przykładali,
bo swój obok ustawiali.





Rozmawiał pies z kotem

























Z piątku na sobotę rozmawiał pies z kotem,
kto wobec człowieka wyszedł na idiotę.
Obydwa zwierzaki jadły z pańskiej ręki.
Właśnie o tę rękę wciąż były rozdźwięki.

Rozmawiał pies z kotem i przedtem i potem.
Zawsze kłótnia w domu sporym jest kłopotem.
Trudno ją zrozumieć. Kot miauczy, pies szczeka,
jednak ręki pańskiej każde z nich doczeka.

Wszyscy dobrze wiedzą jaka to rozmowa,
kiedy się psa z kotem w jednym domu chowa.
Na swoim posłaniu każde jest potulne,
lecz jest znacznie gorzej, gdy jest jadło wspólne.

Tak też u nas bywa przy podziale chleba.
Dlatego nam nowej Konstytucji trzeba!

wtorek, 9 maja 2017

Windą do nieba
















On był podobno święty jak mnich.
Porównywano go z Lindą,
a miał na imię po prostu Zdzich.
Ona była lafiryndą.

Kto to właściwie jest lafirynda?
Tego już dzisiaj nikt nie wie,
a taka - gdy się zepsuje winda,
zawsze cię przyjmie u siebie.

Pod domem wtedy kopano metro
i blok się nieco przechylił.
On miał przed sobą dziesiąte piętro,
a windę mu wyłączyli.

Długa wspinaczka nie jest tak prosta,
zwłaszcza przy posturze mnicha
i Zdzich na piątym dłużej pozostał,
skoro zaproszono Zdzicha.

Wdzięczności żadnej się nie doczeka
pomoc drugiemu w potrzebie
i lafiryndą nazwą człowieka,
a co to znaczy? Nikt nie wie.

Gdzie te szampany?
















Gdzie te szampany, triumf wygranych?
Gdzie długie nogi odważnych pań?
Ślad rozmazany wyborczej piany
został po głupiej wymianie zdań.

Gdzie te koniaki, szarfy, odznaki,
tłumy na placu po gilotynie?
Sznurek powtórek i nóżki w górę,
zachwytu chórek w Czerwonym Młynie?

Gdzie ten deszcz karmy? Wszędzie żandarmy...
Zamkinięty dworzec Gare du Nord.
Wszędzie żandarmi? Po prostu żal mi...
Słyszę:  Barbares à la port...

Prawd hybryda















Kiedy honor szybko taniał,
nastał czas wartości nowych.
Nikt nikomu nic nie wzbaraniał.
Nie spadały żadne głowy.

Tolerancja prawem była.
Niekoniecznie - czyste ręce.
Unia bardzo się zmieniła.
Wolności żądano więcej!

Sam papież do Colosseum,
chętnie wszedłby na arenę.
Wyrosło Polin Muzeum.
Sprawiedliwość miała cenę.

W polityce jest coś za coś.
Każdy ma zobowiązania.
Słowo utraciło wartość.
Nikt nikomu nic nie wzbraniał.

Ujawniały zło komisje.
Skrawek mogły nam pokazać,
lecz i o to trwały scysje.
Nikt tu nie mógł nic nakazać.

Taki "nasz sposób rządzenia"
miał być wzorem i przykładem.
Nic nie wynikało z chcenia.
Zapewniano: "Damy radę!"

W pewnych sprawach miłościwi -
w innych jesteśmy uparci.
Nieprawdziwi i prawdziwi
i zamknięci i otwarci.

A nikt za to, nas nie chwali,
a niejeden i psy wiesza.
Najgorszy jest radykalizm!
Tego Kościół nie rozgrzesza!

Zatracono rozeznanie -
Kto powinien komu służyć
i kto w niebie ma uznanie?
Wielki Brat, czy Brat Nieduży?

Czas już by się opamiętać
i refleksja nam się przyda.
Rzecz pospolita jest święta,
a nie rzecznik(t) - prawd hybryda.

W kozi róg


















Pytał kozła zwierząt ogół:
Któż tam skrył się w kozim rogu?
Kozioł chciał zachować twarz:
To interes mój, nie wasz!
Dodał zataczając wzrokiem:
Nikomu nie wyjdzie bokiem,
co najwyżej - mnie samemu,
ale nie mam z tym problemu.

Wciąż żądano odpowiedzi:
Kto w tym kozim rogu siedzi?
Domysły padały różne.
Może są te rogi próżne
i nikt się w nie nie zapędził,
tylko kogoś ozór swędzi,
a zamiast o ważne sprawy
o te rogi jest ciekawy?

Kozioł nie podnosił głowy
i był głuchy na namowy
i wyraźnie widać było -
coś w tych rogach mu ciążyło.
Mając nawet dobre chęci,
można czasem się zapędzić,
wtedy także ten, kto pyta
odpowiedź daje z kopyta.

Problem nie jest w mediach obcy.
Kozioznawcy - zawodowcy
nieustannie łamią głowy,
jaki znaleźć sposób nowy,
by zapędzić kogoś w róg
i pokazać - to wasz wróg!
Niech pamięta, kto w to gra,
że koza ma rogi dwa!
Ludzie dzisiaj dobrze wiedzą,
w którym rogu jacy siedzą.

poniedziałek, 8 maja 2017

'Allo! 'Allo!














Z Belgią im poszło jak po maśle.
Z Holandią się udało
i teraz już na Francję właśnie
dwa miesiące zostało.
Dłuższej już nikt się nie spodziewa
batalii i przepierki.
Angielski maj wiatrem zawiewa
w okolice Dunkierki.
'Allo! 'Allo! Ślą gratulacje
niemieckie socyjały.
Angielski May, włoskie wakacje -
dwa miesiące zostały.
Na Odrze są Amerykanie.
Świętują koniec wojny.
Petaina wspomnienie zostanie
w Paryżu - już spokojnym.
Zawsze są jakieś podobieństwa.
Bywają też niuanse,
jak przykłady damskiego męstwa,
rozwodnicze alianse.
Wszystko jest dzisiaj relatywne,
jak relacja prasowa.
Europejskie, czyli dziwne.
Unia się nie uchowa.

niedziela, 7 maja 2017

Mały żigolo














Nic nie wiedziała o jego naturze,
bo dziwne skłonności krył milczenia mrok
i tylko te oczy zmęczone i duże
świadczyły, że zrobi ryzykowny krok.
Że będzie uległy i przejmie się rolą,
jaką już Madame powierzyła mu,
a gdy się nie sprawdzi to go wychromolą...
a teraz gigolo - kołysz mnie do snu.

ref:
Mały gigolo, blady gigolo
pierwszy dzisiaj jest w rankingu.
Mały gigolo, blady gigolo
w garniturku, nie w smokingu.
Ślęczał całą noc. Jęczał całą noc.
Tak niewiele jeszcze umie.
Tango albo blues - trudne. Mus to mus!
Specjaliści stoją w tłumie.

Niech pan uważa. Pan mnie przeraża.
Przecież wszyscy widzą nas.
Pan niepotrzebnie ludziom wygrażał
i źle pan wybierał czas.
Przepraszam panią, lecz chciałem za nią...
uraziłem niechcąco.
Psuje zabawę, gdy ma się babę
aż tak dominującą.

ref:
Mały gigolo, blady gigolo
pierwszy dzisiaj jest w rankingu.
Mały gigolo, blady gigolo
w garniturku, nie w smokingu.
Ślęczał całą noc. Jęczał całą noc.
Tak niewiele jeszcze umie.
Tango albo blues - trudne. Mus to mus!
Specjaliści stoją w tłumie.

Zimna Zocha Country















Wiatr plakaty zwiał z ulicy.
Część pozabierali sami,
bo nadchodzą Ogrodnicy -
dni z chłodami.

A za nimi Zimna Zocha.
Trzeba przygrzać.
Trudno kochać
i niełatwo się pogodzić z pretensjami.

Nie ma sceny i mównicy,
stojaków z mikrofonami,
bo nadchodzą Ogrodnicy -
dni z chłodami.

A za nimi Zimna Zocha.
Trzeba przygrzać.
Trudno kochać
i niełatwo się pogodzić z pretensjami.

Odjechali politycy.
Nakopcili gimbusami,
bo nadchodzą Ogrodnicy -
dni z chłodami.

A za nimi Zimna Zocha.
Trzeba przygrzać.
Trudno kochać
i niełatwo się pogodzić z pretensjami.

Narozrabiać chcieli trochę,
ale czując Zimną Zochę
zrozumieli, że nie ma co... i nic z tego,
bo przy Ogrodników chłodzie
trudno zmienić coś w narodzie.
Ważą piwo u Bonifacego.

Razem z nimi Zimna Zocha.
Trzeba przygrzać.
Trudno kochać
w czasie wycia
gradobicia
majowego.

Koniec z końcem

















Gdzie jest wolność - tam jest strach,
że ją wkrótce można stracić.
W krokodylich toną łzach nieuczciwi  -
zbyt bogaci.

A ten, co wolności nie ma,
bo na wolność mu nie starcza,
nie wybierze się na przemarsz.
On wie czym jest miecz i tarcza.

Na tarczę go nieraz kładli,
a mieczem wypłazowali,
potem z resztek go okradli
i będą protestowali.

Kiedy jeszcze żył generał,
kiedy stół się dobrze trzymał -
nikt niczego nie odbierał.
Każdy puchar ma swój finał.

A są sprawy bez finału.
Wiedza o nich tarczą bywa.
Ciągną się... przez wiek, pomału.
Nikt niczego nie obrywa.

Strach niestety pozostaje
o tę wolność zagrożoną
i osłabiać może kraje
kombinacją nieskończoną.

Ten, co w nich wolności nie miał
i wiódł żywot wykluczonych,
Siedzi cicho, bo oniemiał.
Nie popiera żadnej strony.

Oligarchie i elity,
nietykalni i ukryci
nie odbiorą koryt sytym,
ale rozsyłają wici.

Dobroczyńcy, bojownicy,
miłośnicy ciepłej wody -
przewodzą teraz ulicy.
Idą walczyć o swobody.

Tego, co na bilet nie ma
i na szczaw chodził na nasyp,
potem zbłądził na ekstremach -
dowiozą z partyjnej kasy.

Pokażą na swoich spotach
i przemnożą przez tysiące.
Skończyła się wolność złota.
Trudno związać koniec z końcem.

sobota, 6 maja 2017

Od podwórza przyszła burza...
















Od podwórza przyszła burza.
Zagrzmiała. Poszła na Różan.
Z Różana na Ostrołękę.
Wypłoszyła groźnym dźwiękiem
do obory krowy z drogi
i skręciła na Rozogi.
Stamtąd krok już do Karwicy,
a tam obok, w okolicy,
jest już leśniczówka "Pranie".
Przy niej zakończyła taniec
i wylała wody wszystkie
wprost w leżące pod nią Nidzkie.
Siadła obok Gałczyńskiego
i przysnęła obok niego
i tylko zielona gęś
nie przestawała się trzęść,
bojąc się, że ją obudzi.
Syknęła cicho do ludzi,
gdy następna czarna chmura
zjawiła się na Mazurach.

Wolność gwarantowana!























Może przez brak sił. Może przez skromność.
Zagwarantował pan prezes wolność!
Więc na co jeszcze tak narzekamy?
Kraj - Hulaj dusza! Mamy, co mamy.

Wszystko tu można na głos powiedzić
i to, co pragną słyszeć sąsiedzi
i co potwierdzić chcą Timmermanse,
by mam odebrać na rozwój szansę.

Można nieprawdę mówić przed sądem
i się nie zgadzać z jego oglądem.
Kłamać nam wolno i śmiać się w oczy.
Wolność - to wolność! Prezes nie zboczy!

Przecież bez kłamstwa prawdy nie będzie!
Prawda i kłamstwo są razem wszędzie,
a bez Platformy nie będzie PiS-u!
Wolność to walka - splot kompromisów.

Nie jest nam przecież na zawsze dana!
Wolność to także czyjaś przegrana.
Trudne ustępstwo. Czasem bezkarność.
Władza jest celem! Reszta to marność.

Różne jest prawo i sprawiedliwość.
Chrześcijańską cnotą jest dziś cierpliwość,
a decyduje matematyka!
Wolność - to wolność! Reszta - publika.

Niech się wyraża! Mamy sondaże.
Dla niej ten cały teatr wydarzeń,
by wybierała... przecież jej wolno...
pomiędzy PiS-em oraz Platformą!

Kiedyś na dwoje babka wróżyła.
Kiedyś prognoza się nie spełniła.
Zabłocki do dziś mydła nie znosi.
Manifestujcie! - pan prezes prosi!

Wrszawa - Paryżem Wschodu!















Nie widziały nawet roczniki najstarsze
kontrmarszy strażaków na parade marsze
i takich ogromnych przywózek narodu,
by Warszawa była znów Paryżem Wschodu.

I nigdy też wcześniej nie myślano o tym,
by zabierać dzieci na walki o spoty.
Rozdać baloniki i pchać do transportów
walki polityki o przydziały sortów.

A sorty, jak torty rozdzielą sondaże.
A spoty pokażą zdjęć nowych kolaże,
gdy będą wyniki wyborów w Paryżu
i nowe pomniki postawią ze spiżu.

Majową atrakcją jest dziś partyjniactwo.
Dla jednych - rewolta! Dla innych - wariactwo!
Postawić na Le Pen, czy iść na Le Marche?
Nie widziały tego roczniki najstarsze.

Jeszcze trampoliny się trzęsą po Trumpie
i biegi - przyszpiegi, jak przy Forest Gumpie
dotarły do Unii, Paryża, Warszawy.
Tak wielkie urosły o wynik obawy!

Lokalne układy i totalna chryja,
a list cicho czyta Królowa Maryja,
że polskość to wzgląd jest na inne narody
i przekaz ma dzisiaj za wiele swobody.

Za dużo jest hejtu, przecieków, hackerów
i słuchać należy wyłącznie premierów.
Pytać o programy i walczyć o zgodę,
bo naród jest z partią, a partia z narodem.

O duszę, o przyszłość i o wybór dróg -
będą referenda. Czy pyta nas Bóg?
Jest wciąż wolna wola, czy wyborcze progi?
Na marsz idzie Polak. Nie patrzy pod nogi.

piątek, 5 maja 2017

Osunięcia














Ulicą Burdenki
płynęły piosenki.
Tej wiosny też sporo padało.
Słuchała Ojczyzna.
Świat racji nie przyznał.
Tak dużo się chciało.
Tak mało.

Bywają rozdźwięki
na temat piosenki.
Niewiele tych nutek zostało.
Są wciąż trybunały
dla dużych, dla małych.
Nikt nie chce iść znowu
na całość.

Kręgosłup już miękki
i częściej do ręki
i tunel przemawia i doły,
a jakieś pobrzęki
z ulicy Burdenki
wyciszą już nowe cokoły.

Pozwólcie poecie,
niech wierszem wygniecie
z pamięci choć jedną nutkę,
bo smutki za Bugiem
wciąż ciągną się długie,
za Odrą natomiast są któtkie.

Ważniejsze są Kruppy
i ukryte łupy
za tamą wrocławskich nabrzeży.
Czas prawdę podmywa.
Nikt nie wydobywa,
tego, co przypomnieć należy.



Nie moja wina...


















Nie moja wina, że nie wszystko się udało.
Nie moja wina! Widać, los po prostu chciał.
Nie moja wina, że tak szybko przeleciało.
Nikt do Gowina żalu dziś nie będzie miał.

Bywają chwile, że ja także się pomylę.
Bywają chwile, że mi nawet czegoś żal,
lecz kołomyi było w mediach tu aż tyle.
Dawno niektórym miał się skończyć bal.

Nie moja wina, że po prostu uwierzyłem.
Świat mnie po prostu w politykę ślepo wpychał.
Nie moja wina, a być może głupi byłem.
Nie zgłasza nikt pretensji przecież do Giertycha.

Bywają chwile, że odczuwam - jestem w tyle!
Bywają chwile, że i ze mnie nic dobrego.
I przy Kaczyńskim też nie było mi najmilej,
lecz mniejsze zło, na pewno lepsze jest od złego!

Nie moja wina! Ja po prostu tak myślałem,
że nawet Mędrców będzie stać na jakiś gest.
Nie moja wina! Zawsze młodych popierałem.
Nie moja wina, że tak było. Że tak jest!

Bywają chwile, że i Ty byś mogła milej
zwracać się do mnie i nie równać mnie z malizną.
Bycie poetą to udręka - nie przywilej!
To twórcza męka! Dla Ciebie Ojczyzno!

Kiedyś ksiądz prymas nawet mnie pobłogosławił,
choć długie nogi widział w mini przy mnie blisko.
Poczułem wtedy, jakby ktoś się za mną wstawił
i nie na darmo, nie na próżno jest to wszystko.

A potem papież uniósł do mnie swoją rękę,
gdy Go witałem stojąc z dziećmi za barierką,
a ja z radością już widziałem w tym podziękę
za to czekanie i za nutę wszelką.

Choć ksiądz dobrodziej wolał przejść na drugą stronę,
bo zauważył przemądrzałość i brak skruchy,
wiedziałem jednak, coś przeze mnie jest spełnione,
bo Duch co zmieniał, we mnie był nad inne duchy.

Nie moja wina, że nie wszystko się udało.
Nie moja wina! Widać, los po prostu chciał.
Nie moja wina, że tak szybko przeleciało.
Nie ma powodów bym bezradnie z boku stał.

W maju, jak zwykle, zielenieją politycy...























W maju, jak zwykle, zielenieją politycy.
Nie chcą się wybrać na zieloną trawkę.
Wolą gromadzić malkontentów na ulicy.
Znowu Warszawie przywracać Warszawkę.

Nikogo wina, że duby smalone
plotą bez przerwy niepubliczne telewizje.
W maju, jak zwykle rozkwitać zaczyna,
partyjna troska, jak utrzymać ojcowiznę.

No, choćby takie rodzinne dodatki
za poświęcenie i święcenie dawnych majów.
Pora zamienić przypinane łatki,
na kwiatki, które troche mniej już pamietają.

Niedzieli w "Makro" nie wyśpiewa już poeta,
z wyjątkiem tego, który sam siebie zatrudnia,
lecz takich mało, większość poszła już na etat,
ale kraj przez to, aż na tyle nie posmutniał.

Wciąż jest majowo i na Polnej i na Wiejskiej,
chociaż zniknęły gdzieś podmiejskie referenda,
a duch debaty ( też z nazwy - obywatelskiej)
znowu pod pałac, jak co miesiąc się zaszwęda.

W maju, jak zwykle, zielenieją politycy,
bo mocodawcom nie sprawdzają się sondaże.
Gdy wstawał dzionek nasz skowronek stał na szpicy.
Czy przejdzie "Makro" z Europą Marzeń?

czwartek, 4 maja 2017

Niech no tylko zakwitną kasztany...
















Świat nie jest tak okropny!
Myśli masz stos podobnych,
kiedy kwitną za oknem kasztany.
Wczoraj miałeś dzień markotny.
Odruch męczył cię wymiotny,
a dzisiaj jesteś zadumany.

Co by nie rzec o tym świecie,
kiedy już przeminął kwiecień
i właściwy kurs został obrany.
Powracasz znowu do życia,
nawet z wekslem bez pokrycia,
kiedy kwitną za oknem kasztany.

Nie liczyłeś, że tak zleci.
Teraz nie masz nic naprzeciw
i zły nastrój już został rozwiany.
Rosną dzieci i poeci.
Słoneczko wkrótce zaświeci.
Wiosna czeka na zakochanych.

Polonistki, maturzystki
znów uśmiechną się do wszystkich,
nucąc Kofty Jonasza piosenkę,
a wesołe w oczach błyski
świadczą, że już czas jest bliski,
gdy je nowe pociągnie za rękę.

Ani partia, ani władza,
ani przepis, co przeszkadzał,
nie odbiorą im chwil roześmianych.
Każdy człowiek stary - młody
do radości ma powody,
kiedy kwitną za oknem kasztany.

Poskładane parasole
















Poskładane parasole
w urzędach, policji, szkole
obciekają po ulewie.
Mokry daszek się kolebie
nad nowym centrum kultury.
Trzyma w miejscu ciemne chmury
majowy, leniwy niż.
Ścieków szum. Wskaźniki wzwyż.

A pod daszkiem - literatki.
Rozważania, plany, gadki.
Co tu jeszcze się osunie
i co wesprzeć, a co unieść,
żeby resztek nie podmyło?
Tak się żyje, jak się żyło.
Obniżą emerytury?
Trzyma w miejscu ciemne chmury
majowy, leniwy niż.
Ścieków szum. Wskaźniki wzwyż.

Literatki i przekąski.
IPN ujawnił związki,
ale nie ma to znaczenia.
Siąpi i wolno się zmienia.
Poskładane parasole
w ministerstwach, w wojsku, w szkole,
oczekują na potrzebę,
by głowy chronić przed niebem.
A niebo groźnie pobrzmiewa.
Pada. Żaden ptak nie śpiewa.

Lśni kałużą pusty rynek.
Literatki z cierpkim winem
trzeba już zakrywać dłonią.
Komu dzwonią - temu dzwonią,
lecz można wyjść suchą nogą.
Parasole nie pomogą,
ale jeszcze jest ustawa -
stara peleryna prawa,
co się jeszcze nieźle trzyma.
Nie warto się na czas zżymać.

środa, 3 maja 2017

Za Rycerzem Maryi



















Chciał być Maryi Rycerzem.
Dostrzegał i pisał szczerze
kim są masoni w Kościele.
Drukował i pisał wiele.
Wierzył, że Niepokalana
przydepcze głowę szatana.

Msza wówczas była Trydencka.
Zwaliła się na kraj klęska,
a buta niemiecka wściekła
stworzyła przedsionek piekła,
gdzie szatan czynił selekcję.
Ktoś tam za płatną protekcję,
został nawet uwolniony,
a potem z mediów ambony,
ludzi nazywał bydłem.

Słowa nie były obrzydłe
i nawet arcykapłani
nie obrażali się na nic.
Lat przeminęło już wiele
i teraz w naszym Kościele
o słowa znów się ujęto
i właśnie w Maryjne święto,
lecz nie o pismo Rycerza,
w którym ostrzegać zamierzał,
a o te które za młodu
padają kosztem narodów
i pachną nacjonalizmem.

Niejedną zostawia bliznę
masońska nowa Golgota,
a kto się o problem otarł,
sam musi rozważyć czemu
wstrzyknięto fenol Kolbemu.
Czy dzisiaj, co uświęcone,
byłoby już zabronione,
bo czyimś kosztem pobrzmiewa?
Czy bać się słów, czy też nie bać?

Z wiersza, dwie różne postawy
osądzi najlepiej Bóg.
Ja jednak mam pewien dług,
wobec Kolbego i Pana,
a wyrok Arcykapłana,
choć bólem zapadł mi w duszę
zostawię na okres skruszeń
i ujmę się za Rycerzem,
bo w ziemskie sądy nie wierzę!

O dobrodziejstwie trzymania kota w domu
















Beneluxy - schowki tłustych
urosły jak zboża,
a w dalekich kasach pustych
rozpalono pożar,
a w mieszance wyprzedaży
i zwykłej ruiny
nauczono gospodarzy
robić dobre miny.
Skupuj - zagrab!
Pomysł zagrał.
O datki prosimy.
Dobroczyńca dał i zabrał.
Bogatych gonimy.
Ciągle jednak się zbliżamy
bardzo powolutku
i lubimy to, co mamy -
nasze - Witaj smutku!
Nauki w pamięć zapadły
i starzy wciąż wiedzą,
że Popiela myszy zjadły
i Unię też zjedzą.
Wyjście - wejście?
Jest podejście:
Nie życz zła nikomu,
lecz doglądaj swe obejście -
trzymaj kota w domu!
Wychowały nas tu baśnie
i bajek morały.
Obcym, którzy siali waśnie,
resztki pozostały.

Trzeciomajowy strój podziału














Mówili - Nowoczesna! Wyprzedzająca czasy,
a kto czasu nie przespał, ten potem szedł na nasyp
reduty ordonowej i kościuszkowskich kopców.

Pan Jezus swoją Matkę najmniejszemu dał chłopcu.

Co jest patriotyzmem - mówi interpretacja.
A młodzi mogą szkodzić, gubić się w Inwokacjach.
Nazywać Targowicą i kraj konfederować.

A Jezus rzekł młodemu: To Matka twa... weź, prowadź.

To Król nasz z Bożej Łaski, uczynił Cię Królową!
A oni uchwalili, a potem dali słowo,
że Świątynię zbudują w podzięce Opatrzności -

Słowom patriotyzmu i synowskiej miłości.

Budowniczowie katedr! Konstytucjonaliści!
Czemu to Ojczyzn - Matek nie czczą dzisiaj artyści,
tłumacząc, że "nie można... kosztem innych narodów"!
Czy miłość bywa groźna dla "ucieczek do przodu"?


"Oto jest Matka twoja" - Królowa i Ojczyzna.
Do innych żaden Polak wywodów się nie przyzna.
A droga nasza jedna... ! Chwalebna! Narodowa!
Wezwanie do pojednań dyskretnie skryto w słowach.

Padły w interpretacji, w Archikatedrze Jana.
W ustalonym porządku ma cześć być oddawana!
Interes Cudzoziemski Rady Nieustającej,
boski jest, czy wpierw ziemski? Co jest bardziej naglące?

Znała już dobra zmiana zabory, zawłaszczenia.
I szliśmy na kolanach i były uniesienia.
Czy przyszłość nas porówna do czasów Stanisława,
gdy znów czeka nas trudna Narodowa Ustawa?

Króluj nam! Króluj Chryste i Prowadź nas Maryja!
I niech w intencje czyste ta miłość się przebija,
bo Konstytucji w sporze nie doczeka nasz kraj.
Pomóż nam Panie Boże! Znów jasność myśli daj!

wtorek, 2 maja 2017

Idzie nowe!












Idzie nowe z blokowisk Paryża.
Idzie nowe z licznymi strajkami.
Nie zatrzymasz tego co się zbliża
żadną pałą, żadnymi tarczami.

Idzie nowe z angielskich banków,
z Portugalii, z Islandii i  Aten.
Ludzi nie da się zmienić w baranków
żadnym prawem, zakazem lub batem.

Już przez płoty przechodzą w Meksyku.
Uciekają z Kabulu, z Bagdadu.
Idą tłumnie, jak w wojennym szyku,
niosąc z sobą zarazę przykładu.

Nie powstrzymasz nowego cenzurą.
Nie zasypiesz go pustym pieniądzem.
Nie zakryjesz medialną chałturą.
Musisz liczyć poważnie się z końcem!

Nic twa siła, kontrole, szykany.
Niczym buta, bariery, kordony.
To się wali i nadejdą zmiany!
Będzie pogrzeb wszechwładnej mamony!

O uprowadzeniu Europy














Zerwany na giełdzie byk
uprowadza Europę.
We Francji podniósł się krzyk.
My martwimy się na potem.
A to już nie nasza sprawa,
komu Minos się narodzi.
Przystrojona jest Warszawa,
i tu nikt mitów nie modzi.

Biel z czerwienią - z lewa, z prawa.
Uśmiechnięci starzy, młodzi...
Chorągiewki, flagi, brawa,
lecz nikt łatwo się nie godzi,
na to, co ten byk wyprawia
z nadal piękną Europą.
Siebie, a nie nas zniesławia
i zły przykład daje chłopom.

Łatwo już się nie pojedzie,
a zwłaszcza na cudzym grzbiecie.
O dobrym i złym sąsiedzie,
też są mity na tym świecie.
Własne barwy piękniej zdobią
dom, co ma wysokie progi.
Byka gwiazdozbiorem zrobią.
Można złapać go za rogi.

Mitom wierzcie, jeśli chcecie
o napalonych mołojcach.
Europa znów na Krecie
zastępczego szuka ojca.
My też mamy tysiącletnie,
legendy i barwne sagi.
Umiemy się zerwać pięknie,
gdy innym braknie odwagi.

Pieśń spod Giewontu


















Choćbyś całe życie prześnił. W najcudniejszych miejscach bywał –
nie zapomnisz tęsknej pieśni, która z serca się wyrywa.
Tej, co płynie spod Giewontu. Do pacierza budzi Kraków
i z nurtem wiślanych prądów trafia do wszystkich Polaków.

Buntowniczą rwie Warszawę. Pod Włocławkiem kruszy tamę.
Przypomina Księdza sprawę i inne niezapomniane.
Jest żal wielki w naszej pieśni i jest o prawdę wołanie.
Kwiaty, które ludzie nieśli. Marsze są i jest Powstanie.

Pieśń przed Gdańskiem się rozmywa mnóstwem odnóg i podziałów.
Burzy się i nie chce spływać. Nie chce oddać ideałów.
Wsiąka w ziemię. Idzie w ludzi i na zawsze w nich zostaje.
Kiedyś znowu się obudzi. Rozleje na inne kraje.

Mówią o Niej – zwykła woda. Spłynie jak wszystko do morza.
Na te sądy czasu szkoda. Jest w tej pieśni Wola Boża!
I Duch jest Niepokonany! – Uświęcony przez Papieża!
Szybko goi nasze rany. Każe do Wolności zmierzać!

Choćbyś całe życie prześnił. W najcudniejszych miejscach bywał –
nie zapomnisz tęsknej pieśni, która z serca się wyrywa.
Wyssałeś ją z Matki mlekiem. Z Ojca krwią ją scałowałeś!
Przez to jesteś dziś człowiekiem! I Polakiem pozostałeś!