wtorek, 22 sierpnia 2017

Ostrzeżenie przed nawałnicą

















Nie może być... to każdy wie,
tak dobrze u nas - u nich źle!
Za duże wyłożono kwoty,
żeby spokojnie mówić o tym
i na konkretne zamówienie,
musi być jakieś poruszenie.

Potrzebne są dobre ujęcia.
Okrzyki, bitka, kłótnie, spięcia,
zakazy, sprzeciw, opór, zew
i najważniejsza - pierwsza krew,
bo przecież przy strasznym terrorze
kicz byle jaki być nie może!

Dwoją się zadym reżyserzy,
by wszystko wyszło, jak należy.
Już obsadzono główne role.
Na scenę ma powrócić Bolek.
Może to skończyć się szpitalem.
Żałobą, lub światowym żalem,
gdy ego każe mu uwierzyć,
że trzeba odejść jak należy.

Na nic już jest pozorowanie.
Co ma się zdarzyć - to się stanie.
Może podstawią sobowtóra?
Coś musi być! - Przynajmniej uraz,
żeby położyć tamę śmiechom.
Musi się rozejść wielkie echo
i fala wichru na ulicach -
medialna, wielka nawałnica.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pan Prezydent na fali...


















Pan Prezydent na fali
za bardzo się oddalił
na skuterze od brzegu Jastarni.
Potem kozła wywinął.
Ochronie z oczu zginął.
Po minucie do Niego dotarli.

Został nam jeszcze tydzień.
Po nim już zmiana idzie.
Już nie będzie w salonie, jak wprzódy.
A za chwilę już wrzesień.
Jesień zmiany przyniesie.
Zapowiada się sprawdzian ułudy.

Skończa się harce letnie.
Oczekiwań czas przetnie
nowy projekt złożony po vecie
i z kompresem na głowie,
nową spisze opowieść
nowy wójt w zamordyjskim powiecie.

BOR posprawdza skutery.
Nowe błysną ordery.
Usłyszymy, że szkoda lata.
Na Wybrzeżu dwóch Dudów
znów przemówi do ludu
i burzliwa się zacznie debata.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Zastanawiające














Jest to zastanawiające.
Politykom w głowach tkwiące
długie lata  i miesiące:
Najważniejsze są pieniądze!

Kraj wciąż wiązał koniec z końcem.
Przeżył klęski spadające.
Umie wysłać SMS-a.
Najważniejsza wciąż jest kiesa.

Polityka nie potrafi
spojrzeć inaczej niż w mafii
i trafiło ją jak grom:
Najważniejszy bywa dom!

Pieniądz nie da ci schronienia,
bezpieczeństwa, ukojenia.
Na tym, co ktoś ci wyłoży,
nocą głowy nie przyłożysz.

I piec nie zapachnie chlebem
z pieniądzem pod gołym niebem.
Nie zastąpią ścian reklamy,
okrzykiem: Już tyle mamy!

Jest to zastanawiające.
Nie pieniadze są naglące,
ale dach nad własną głową,
lecz o tym nie padło słowo.

O pieniądzach mówi władza.
Arcybiskup też przesadza,
a telewizja szacuje:
Tym się straty odbuduje.

A można by, choć tymczasem,
kontener jakiś pod lasem,
z wczasów przywieźć i postawić
od bezdomności wybawić.

Trudno okazać się bratem,
kiedy pieniądz rządzi światem
i wszędzie ludzkie sumienia
na drobne szybko rozmienia.

Dałem! To jest takie proste
i szlachetne i wyniosłe.
To nie jest dzielony łup?
Masz...  i namiot sobie kup!


Pewnie...  nie od razu Kraków...
lecz po groszu od biedaków...
każdy lepiej się poczuje,
że pomaga i ratuje
i to nie jest żaden wstyd...
po groszu... od bid... i git!

Dzień bez sensacji
















Pada na babcię, co nie ma dachu.
Na przedsiębiorcę, co bał się krachu.
Tego, co z wodą przywiózł butelki.
Na oddział wojska i na harcerki.

Pada i mokną wstępne szacunki
i likwidator i  służb werbunki.
Pada do puszek u wrót kościoła.
Pada na system, który nie zdołał...

Pada na folie i parasole,
a ciepły bigos już czeka w szkole.
Koncert poprawił wszystkim humory.
Woda swobodnie spływa z zapory.

Wkrótce wybory samorządowe.
Prognoz problemy spadną na głowę
ośrodkom gminnym i komitetom.
Znów przejdą burze, lecz to już nie to.

Aktywizuje lud pani radna,
że żadna władza nie jest wszechwładna,
choć Pan Prezydent i BBN
zarządził przegląd miejscowych scen.

Dziś jeszcze pada. Pojutrze minie.
Trudno zagadać. Nadzieję przynieść.
Pada - to pada. Moczy? - To moczy.
Jednak ten deszczyk ludzi jednoczy.

Spokój w pałacach i na wokandzie,
a propaganda jedzie po bandzie.
To przecież wina jest wrogich stacji!
Nieszczęść przyczyna: Dzień bez sensacji!

sobota, 19 sierpnia 2017

Koncert


















Koncert jest dla nich,
lecz oni sami - poszkodowani,
prądu nie mają... nie odbierają.
Tkwią w krajobrazie strasznym, hiobowym,
w ciemnym obrazie ryczą im krowy.
Zamiast kapeli grały im deszcze.
Pewnie myśleli: Jak długo jeszcze?

Dziewczęta w bikini ściągały gałęzie.
Pewnie harcmistrzyni opatrywać będzie,
te wszystkie ukłucia, otarcia, urazy.
Jest wiele współczucia i ciemne obrazy.
A gdzie behapowiec i gdzie są przepisy?
Tam, gdzie ludzi mrowie... gdzie koncert i bisy!

Dawniej to by wzięli chłopaków w kamasze,
ale odlecieli, a za nimi ptaszek.
Co zostało z domu? Z telewizji wiedzą.
Odbierają: Pomóż! Lecz w Londynie siedzą.
Rozbiegły się kury. Świnkę przetrąciło,
a w Domu Kultury miejsca nie starczyło.

Babcia siły nie ma. Usiadła. Biadoli.
A tam huczy scena pełna rock and rolli.
Jest Kurski z piosenką - z pomocą w szeregu.
Koncert miał pod ręką zamiast "na cześć" biegu.
Po "słoikach" pustki. Brak rąk do roboty,
lecz minister Górski, mówił nam nie o tym.

Na samym gadaniu już się nie zajedzie.
Prawdy o władaniu poznajemy w biedzie.


Ludy Księgi














Nie jesteśmy poganami,
ale też nie przyjaciółmi
i dżihad nie walczy z nami.
Podział tłumaczą rozumni:

Mówią o nas Ludy Księgi -
religii abrahamowych.
Przeciw nam się nie sprzysięgli.
O litości nie ma mowy.

Zabijać mają niewiernych,
odszczepieńców - apostatów.
O nas mają osąd bierny.
Inny dla zachodnich światów.

Zanim nowy ład nastanie
w islamskiej już Europie,
żydzi, a także chrześcijanie
mogą myśleć o urlopie.

Mogą latać do kurortów.
W Warszawie meczety stawiać.
Nie ukrywać swych paszportów.
Niczego się nie obawiać.

Ale wojna już się toczy,
jest już przy nas - na granicy.
Wciąż nam jednak mydlą oczy
media oraz politycy.

Na nic taka polityka,
gdzie jest świeczka i ogarek.
Międzymorze to unikat.
Umacniajmy naszą wiarę!

piątek, 18 sierpnia 2017

Skąd wieje wiatr?


















Nie wie już dzisiejszy świat,
Gdzie prawda? Skąd wieje wiatr?
Szaleńtwo jest dziś normalne.
Wydania - tylko specjalne!

Wyłącznie czerwone paski.
A śmierć? (Wypadek? Akt łaski?),
Przychodzi co dzień bez krzyku
Z  wyrazem... od polityków.

Z udziałem i zarządzeniem
I z nieodpartym myśleniem,
Że oni, wyłącznie, jedni -
Przywrócą spokój powszedni.

A na ulicach trup leży
I przestraszonej młodzieży,
Karabin drogę wskazuje,
A ekspert politykuje.

Jest wojna i nie ma wojny,
A spiker głosem spokojnym
Powiększa listę, co chwilę,
Po czym się śmieje najmilej.

Ostrzega, że idą burze,
A my - Chrześcijańskie Przedmurze,
Uważnie śledzić musimy,
Wyjaśnień - Czego bronimy?

Jak widzieć dzisiejszy świat,
Nie wiedząc - Skąd wieje wiatr?
I po co zachodzić w głowę,
Gdy jutro będzie już nowe!

Nie wstrząsną nami! O`le!
















Zawalił się dom u bambra,
a tam wspaniała Alhambra
powrócić ma do sułtana.
Hiszpania nie dla Hiszpana!

Kaszuba siedzi przy świeczce.
Zerwało odcinek kabla.
Na zagranicznej wycieczce
migocze w światłach La Rambla.

Region jest cały zniszczony.
Lat i milionów potrzeba
Świat cały jest porażony.
Tam  - ludzie, tu tylko drzewa.

A wszystko wciąż się przemieszcza.
Kataklizm beztroskich dopadł.
Ściśnięta z dwóch stron, jak w kleszczach
uciera się Europa.

Broni się przed tym Grenada.
Faszyści? Marokańczycy?
Zbrojna armada sąsiada
grupuje się przy granicy.

Nowe się w bólach miksuje
z Islamem, multikulturą.
Uderza i taranuje.
Zęby krat wyrwano murom.

Wlewa się z prawa i z lewa,
nurt obcy - dżihadu mrowie.
Więcej nam tego potrzeba!
Tak pani Kanclerz odpowie!

czwartek, 17 sierpnia 2017

Trudno wierzyć Białowieży















Strateg pewnie by to przeczuł,
że dywersja na zapleczu
jest kolejnym posunięciem,
gdy planuje się zajęcie,
lecz na skraju Białowieży
w złe zamiary nikt nie wierzy,
bo to tylko są ćwiczenia,
a konieczność współistnienia
unika skrajnych zachowań.

To jest wojna hybrydowa,
medialna, psychologiczna.
Armia potężna i liczna
samą swoją obecnością
tworzy presję nad ludnością
zdruzgotaną kataklizmem,
tworząc w jej umysłach bliznę
oraz załamanie ducha.

Kto komunikatów słucha
już dostrzega Armagieddon.
Naród przygnieciony biedą
niezdolny jest do obrony.
Nawet żołnierz wyszkolony,
widząc skalę wyniszczenia,
nastawienie swoje zmienia,
myśląc: Gorsze czasy idą...
i się cofa przed hybrydą.

To jest wojna nowoczesna.
Ćwiczenia - to faza wczesna.
Nikt nie wierzy w żaden napad.
A ile kosztuje "Zapad"?
Nikt nie wyda takich sum,
żeby przetrenować "Bum!!!".
Jakiś cel osiągnąć musi...
jak od lat bywa na Rusi.
To jest wojna hybrydowa.
Ktoś ją nam sprzed oczu schował.

środa, 16 sierpnia 2017

Bow echo


















Zachodni, chłodny nadszedł front.
Wschód się w upale nurzał
i nagle wyłączono prąd.
Sołtysie! Idzie burza!

A sołtys, który w oknie stał,
usłyszał piekła rechot.
Wyjącym wichrem wpadał w szał
burzowy wał bow echo.

Z rozdartych błyskawicą chmur
ulewa siekła Wdzydze.
Sołtysie! Przewróciło mur!
A sołtys odrzekł: Widzę.

I tylko głębszy oddech brał,
słysząc ten piekła rechot,
kiedy na strzępy dach nam rwał
burzowy wał bow echo.

W okiennice uderzył pień.
W ścianie powstała rysa.
Katastroficzny wstawał dzień.
Szczególnie dla sołtysa.

A sołtys zakląć siłę miał
i przysiadł na ruinie.
Skąd wziął się ten bow echo wał?
Pomóżcie mojej gminie!

"Ino oni nie chcom chcieć! "
















Polityczne tarapaty.
Wielkie zyski. Wielkie straty.
Chciano szybko - jest niemrawo.
Kasta chce utrzymać prawo.

Wpływy jej się utrzymały.
Nowe wprowadza podziały
przeniesione tu ze Stanów.
Pałac chce republikanów.

Czy powstaną demokraci?
Ktoś władzę może utracić.
Zawsze przy takich roszadach,
ktoś powstaje, gdy ktoś pada.

Służby kibicują zmianom,
żeby o czymś zapomniano,
by dopiero za lat sto,
wyjaśniono to i to...

*  *  *

Zgubił Jasiek Złoty Róg.
Najgłośniej się zaśmiał wróg.
Wtedy Czepiec chycił dudy,
niewidziane nigdy wprzódy.

Róża wyszła spod chochoła.
Chce na weselisko wołać
białe róże z Małym Księciem,
lecz nie cieszą się już wzięciem.

Rachela dostrzegła Szelę,
gdy się wpraszał na wesele.
Przymaszerował Zawisza,
gdy o weselu usłyszał.

Obiecał Stańczyk krakowski
zebrać gości wszystkie wnioski,
tylko Hetman stracił szansę,
bo powstrzymano awanse.

Polityczne tarapaty.
Wielkie zyski. Wielkie straty.
Chciano szybko - jest niemrawo...

a publika bije brawo!

Kazano rozesłać wici...

Siedli w poprzek celebryci.

Przy granicy śmiał się wróg.

Miałeś chamie Złoty Róg...




wtorek, 15 sierpnia 2017

Defilada
















Oba ma veta Pan Prezydent
zasadne, umotywowane.
Oddalił spór. Zgasił incydent.
Modyfikuje zmianę.

Nie przejął się falą krytyki.
Na armię patrzy dumnie.
Spogląda nie na Zaleszczyki,
a jednak na Rumunię.

Oba ma veta w moderacji,
a lepszy Rydz niż nic.
Polska - Przedmurzem Demokracji!
Niemiecki sterczy szpic!

Naczelny Wódz na trudne czasy.
Praworządności Stróż!
Bon ton - von Thon? Gdy giną lasy,
nie czas żałować Róż!

Był w wojsku bajzel wielkiej troski
i Kaiser by się nadał.
Rozkaz pada Namiestnikowski.
Ruszyła defilada.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Tajne / Poufne = Science Fiction


















Są wielkie "ćwiczenia" - Zapad.
Kierunek od dawna znany.
Mógł być hybrydowy napad
HAARP- em w nas nakierowanym.

Zamysł nieudowodniony,
lecz "ćwiczące" sztaby wiedzą -
to nasze linie obrony,
które przebieg "ćwiczeń" śledzą.

To kierunek ich natarcia.
Nieustannie - wzdłuż Wybrzeża
i próba jego przetarcia
dla pojazdów i żołnierza.

Skutki są bardzo podobne
do podmuchu jądrowego,
a więc dla "ćwiczeń" wygodne
i nie ma pytań: Dlaczego?

Jedno szczególne nagranie
ciekawostkę pokazuje:
Koniec łuku, gdy w cel trafi -
na niebie się rozpryskuje.

Wielki wynalazek Tesli
stał się nowoczesną bronią.
Na niebie nam krzyże kreśli,
a od wytłumaczeń stronią.

Przeleciało na Uralem,
coś, co znad Tunguski znamy.
Wybrzuszenie i chmur walec.
Rosja mówi: Też to mamy!

Trzeba użyć kilku stacji
 w odległych rejonach świata.
Czy ktoś w takiej sytuacji
z Chińczykami się nie zbratał?

Czy to tylko symulacje?
Rozwoju "ćwiczeń" nie znamy.
Hybrydową demokrację
obserwujemy... czekamy.

Skrzyżowanie w Alejach
















Skrzyżowanie w Alejach -
odnawiane, wzmacniane,
wsparte na doświadczeniach,
w dobrą wierzące zmianę,
wciąż powstaje naprzeciw
poddańczej polityce.
Wiedzą już małe dzieci,
kto strzelał w potylicę.

Wiedzą młodzi, harcerze,
legioniści, kibice,
czego bronią żołnierze
przegradzając ulice
defiladą pancerzy,
wyszkolenia i woli
i wie każdy, kto przeżył,
na co ma nie pozwolić!

W każdym naszym mundurze,
w każdym naszym powstaniu,
w naszej  - polskiej naturze
trwanie na skrzyżowaniu
podległości z wolnością
nasze miejsce wyznacza,
kiedy się nad polskością
widmo wojen przetacza.

W kraju Cudu nad Wisłą
i w Święto Wniebowzięcia
potrafimy na przyszłość,
bez wielkiego zadęcia,
przypominać mocarzom
ład burzącym na świecie:
Gdy się wojny wam marzą -
tędy znów nie przejdziecie!


niedziela, 13 sierpnia 2017

Wiatrołomy Puszczy Piskiej








Dotąd żal mi Puszczy Piskiej,
że ją wichry położyły.
Nikt nie dostrzegł chwili bliskiej
i działania wielkiej siły.

Nie wiedział w Szerokim Borze
przeobfity las prawdziwych,
że się coś wydarzyć może,
spośród zjawisk niemożliwych.

Wystarczył niewielki opad.
Powstał za nim front burzowy.
Różnic temperatur dopadł.
Gradem spadł na bór sosnowy.

Starodrzewy się ugięły.
Straciły swoje korony.
Chociaż lata przeminęły,
krajobraz jest wciąż zniszczony.

Dotąd żal mi Puszczy Piskiej.
Czy los może ją ochronić,
jeżeli ze strony bliskiej,
nawałnicę wiatr przygoni?

Minuty














Połów wyglądał już nie najgorzej.
Wtem nagły podmuch spławikiem chwieje.
Łódka. Wędkarze dwaj na jeziorze.
Na horyzoncie dwa czarne leje.

Dwa groźne wiry rosły nad lasem.
Decyzja była natychmiastowa.
Kotwice w górę! Trwał wyścig z czasem.
Trzeba zejść z wody! Trzeba się schować.

W starciu z naturą nic nie jest proste.
Niebezpieczeństwo szybko się zbliża.
Bezpieczne miejsce było pod mostem.
Niewielką łódkę już pchała bryza.

Gdy pośród gwizdu, huku i szumu,
zbawczy brzeg chwycił uścisk nerwowy,
dotarło także nam do rozumu,
że się trzymamy krat metalowych.

Nad mostem linia energetyczna.
W koło rozbłyski. Biją pioruny
i sytuacja jest dramatyczna.
Cofamy dłonie. Wiążemy cumy.

Decydowały chyba minuty.
Nie wracaliśmy do chwil tych potem,
lecz pamiętamy te pni kikuty.
Las, co przed nami leżał pokotem.

piątek, 11 sierpnia 2017

Ściek


















Rządowe - pozarządowe,
partyjne i prezydenckie,
związkowe, komitetowe,
społeczne, obywatelskie,
unijne oraz światowe,
lokalne - europejskie,
centralne - samorządowe,
środowiskowe - plebejskie...

charytatywne, akcyjne,
zbiórkowe i pomocowe,
masońskie oraz mafijne
i polskie i mniejszościowe,
rekonstrukcyjne, klubowe,
wspólczesne i historyczne,
poselskie, gabinetowe
i nielegalne - uliczne...

Legalne - rejestrowane,
otrzymujące dotacje,
karmione i opłacane
przez obce kraje i nacje.
Przez tajne służby, wywiady,
kartele i korporacje,
agentów wpływu, układy
walczące o demokrację!!!

Jest coś w ustroju państwowym,
co się rozkłada od góry,
a potem śmierdzą - od głowy
i granty i synekury.
Płyną faktury, przelewy
do niezliczonych fundacji
na to, byś wiedział i żebyś
też bronić chciał demokracji!


czwartek, 10 sierpnia 2017

Rzuceni na stos
















Pokazywanie w przestrzeniach nędzy,
nieprzebranych stosów pieniędzy,
nie jest chyba wymysłem góry,
a wynika z braku kultury
i prostactwa nowobogatych.
Takie obrazy w dniach wypłaty,
są policzkiem dla emerytów
i dla wielu zasiłkowych bytów.
Pachną stylem pani Bieńkowskiej,
nomenklatury, peerelowskiej,
Niezmienionym Najwyższym Sądem.
Co zyskują takim oglądem?
Ukazują pozycję władzy,
a w nas rodzą brzydkie wyrazy,
że przy takiej fortuny kupie,
mają wciąż w kuroniowej zupie
i bezdomnych i starych i chorych.
Obiecano, ale do tej pory,
zabierają nam jeszcze podatek,
a złodzieje nie idą za kratę,
tylko są przed komisje wezwani,
żeby byli już przez nas poznani.
By emeryt widział, jak na dłoni,
kto mu zabrał i na co roztrwonił...
I kto teraz się z niego śmieje,
przedstawiając na przyszłość nadzieję.


środa, 9 sierpnia 2017

Ułamek dziesiętny (3/5 = 0,6)
















Cała "góra" zginęła w Smoleńsku.
Potem "reszta" złożyła dymisję.
Teraz nad kawą po wiedeńsku
o awanse zaczęły się scysje.

Numizmaty - dukaty, szelągi
zadźwięczały w zbiorach pałacowych.
Poruszyły żyrandol przeciągi.
Padło "Baczność!" w kompaniach kadrowych.

Roztargniona Komisja Smoleńska
krótki raport o skrzydle wydała.
Miał być sukces, a jawi się klęska,
bo na zmiany nie zgodził się pałac.

Chcą przywrócić emerytury.
Są w resorcie różnice płci!
Jednakowe noszono mundury,
ale lepsi są - ci, albo ci!

Mają zbiory środki do pokory.
Ogólowi zupełnie nieznane.
Spały sobie w sejfach do tej pory,
ale teraz są właśnie ruszane.

Nikt nikomu jednak nie dokopie,
bo w tym właśnie jest problem cały,
że to tylko są mikrokopie.
Na Łubiance są oryginały.

Cała walka się toczy przy kawie
podawanej tu po wiedeńsku.
Odczuwają to wszyscy w Warszawie,
co kiedyś uzgodniono w Smoleńsku.

Wyjątkowy Szwejk























Prezes się pewnie głowi -
Dlaczego On to robi?
I teraz wie dokładnie -
to dąsy nieostatnie.
Skończyło się współgranie
w niecałkiem dobrej zmianie.
Pozostał jak zły sen
poprzedni BBN.
Chodziły także słuchy,
że są tam stare duchy
i zbiory pozostałe.
Nie będzie już otuchy,
gdy wpędzą nas w kabałę.
Sztandar Terytorialnych
to już problem zapalny?
Jest szok Amerykanów,
że wojsko ma dwóch panów.
Trzeba pytanie zadać:
Czy Szwejk ma armią władać,
wedle tajnej umowy,
która może zakłada
stan jakiś wyjątkowy?

wtorek, 8 sierpnia 2017

Przed obrazem Dudy Gracza



















Każdy obraz Dudy Gracza
zastanawia, choć wypacza
i gdzieś w duszy cynizm czujesz,
kiedy Duda deformuje.
Jest w tym sprzeciw - niewątpliwie,
gdy w politycznym paliwie
osobowość się rozdwaja
i ten podział widz przyswaja.
Kiedy patrzysz w krzywe lustra,
już się z ciebie zrobił frustrat,
który wytłumaczeń szuka,
czy go Duda nie oszukał?

Czy nie zakpił? Nie odszczepił?
Krzywej gęby nie przylepił?
I czy ten muz ulubieniec -
to partner? Czy odszczepieniec?
Już w opinii PSL-u
zwolenników widać wielu
nowej, własnej Dudy wizji.
Chcą budować na kolizji
i tworzyć własną dewizę
wraz z palestrą i Kukizem.
Oczywiście - z Polską Razem.
Wszyscy stoją przed obrazem.

W kącie pisnął cichy płacz.
Ach... ten Duda.  Ach... ten Gracz.
Tworzył obraz tak mylący.
Wrzesień znów ma być gorący.
Przewidział to Jacek K.
Menedżerski kontrakt ma.
Pewnie na wszelki wypadek,
gdyby nagły chłodu spadek
prognozy gorące zmienił.
Artystów dziś nikt nie ceni,
a na politycznym rynku
wyprzedają wzięte z szynku,
zastawione, dawnej marki,
wizerunki i zegarki.
Nie szczędzi przyziemnych cierpień,
ani plaża, ani sierpień,
ani błotko na Woostocku.
Duda Gracz? Polska w rozkroku.



poniedziałek, 7 sierpnia 2017

W pałacowych komnatach






















W pałacowych komnatach
trwa dyskusja bogata
w argumenty najwyższej wagi.
Lud natomiast poznaje
zdziczałe obyczaje -
dla porównań i przeciwwagi.

W pałacowych kanapach
został monarchii zapach
po wykwintnych książęcych perfumach.
Lud ciekawy, zdziwiony
jest taśmami karmiony,
które mu się nie mieszczą w rozumach.

Na pałacowych stołach
prawo jest w epistołach
na trzy piąte skrzętnie rozpisane,
a lud zamarł w zadumie
i do dziś nie rozumie,
czemu zmiany zostały wstrzymane?

W pałacowych podcieniach
praktyka zaskoczenia
ochłodziła przedwczesne pytania.
Lud w domysłach się gubi.
Wielokropki polubił.
Uzupełnia wyrazy w zdaniach.

Pałac ma ogląd szerszy
i nie trafią do wierszy
wyrażenia wyjęte z rynsztoku.
Lud rozróżnić potrafi
elegancję od mafii,
ale obie je trzyma na oku.


niedziela, 6 sierpnia 2017

Wpadł wiatr do kuchni


















Wpadł wiatr do kuchni. Zdmuchnął płomień z palnika,
a w mediach o tym dudnił partyjny komunikat:
Wpadł wiatr do ...

To polityczna była kuchnia. Źle, że jest ujawniana,
bo zrozumienie to utrudnia, jak piecze się barana.
Szykowano wiele dobrego. Efekty były bliskie.
Ludzie pytają wciąż: Dlaczego? Kucharz był pod naciskiem?

Wpadł wiatr do kuchni. Zdmuchnął płomień z palnika,
a w mediach o tym dudnił partyjny komunikat:
Wpadł wiatr do ...

A skąd się wziął ten przeciąg? To kolejne pytanie.
Kucharz dyskusję przeciął i ujawnił nagranie.
Wstał wówczas chór karmionych i kuchnią zatroskanych.
Szantaż wciąż jest możliwy! Jest więcej taśm nagranych!

Wpadł wiatr do kuchni. Zdmuchnął płomień z palnika,
a w mediach o tym dudnił partyjny komunikat:
Wpadł wiatr do ...

... kuchni i zamieszał troszeczkę.
Wyjaśnienia utrudnił, lecz otworzył furteczkę,
a przez nią gnał rozwiany, na niewiedzy manowce.
Potargał chmur barany. Spędził obłoków owce.



piątek, 4 sierpnia 2017

Uwięzione w internecie














Dziwię się, nie po raz pierwszy.
Sporo doskonałych wierszy
napisałem przez dni kilka.
Nie wygonisz z lasu wilka,
choćbyś puszczę cichcem ścinał.
Dobre wiersze nie nowina,
lecz gdy mają ton zapalny,
czeka "magazyn lokalny".
na portalu w internecie.

Nie rozejdą się po świecie
zamknięte na cztery spusty,
bo pewien fundator tłusty
kazał zamknąć je na dłużej
w "magazynie" - mysiej dziurze.
Mogły drażnić cudzoziemca.
W nazistę zmieniono Niemca
na znanym Legii pokazie.
Rzecz polega na zakazie
poprawności wielkiej zmowy,
by wyciszać Narodowych.

Padły jednak zapowiedzi,
że się przepływy wyśledzi
i ograniczy udziały,
które usta zamykały
i nie przestawały pytać:
Kto te wiersze może czytać?
Małe grono?
Mniejsze?
Nikt?
Skazując na głodny wikt
i w pamięci żywot krótki.

Nieznane są nam pobudki,
jakimi się zło kieruje.
Wyraźny zapaszek czuję.
Domyślam się w czyich rękach
jest internet i udręka.
Suwerenne, duże kraje,
kontrolują, kto wydaje.
Chronią własny spory rynek,
wskazując miejsce dla świnek.

Wtedy wielki zarząd zdalny
zdejmuje kłódki z lokalnych
wypełnionych magazynów.
Wiersz z Gminy leci do gminu.
Zapowiedział ktoś " na górze",
że będą zmiany w kulturze
i może na szarym końcu,
uwolnione zalśnią w słońcu -
poematy, wersy, zwrotki.
Może są to tylko plotki,
bo zawsze może być veto
z motywacją, że to nie to,
co standardom nie dorówna.

Nie poleci orzeł w ...

O szkopułach i Szkopach























Przyrzekł głośno Obamie,
że zapewni zwracanie
i w żonkilach muzeum posadzi.
Potem zrzucił na Hanię,
co się komu dostanie.
Jakie sumy się stąd wyprowadzi.

W utajnionym zwyczaju
ktoś już szukał po kraju,
spadkobierców umarłych bogaczy,
a potem - piątej wodzie
po kisielu ( w nagrodzie),
pierwszy milion darować raczył.

Innych chętnych nie było.
W kraju wielu przybyło
inwestorów z wypchanym portfelem.
Rosła kasta bogata.
Ten budował, ten latał,
a darczyńcy żądali niewiele.

Czasami jakieś wsparcie.
Coś na łezki otarcie,
albo wzięcie w holdingu opiekę.
Podzielenie się łupem.
Przecież nikt nie jest słupem.
Winien być dla człowieka - człowiekiem.

Ameryka ma dużo,
a przed każdą podróżą
Kongres zawsze ponawiał pytanie:
Ile dotąd oddano
z tego, co planowano
i co jeszcze jesteśmy w stanie?

Forsa była z ulicy
i dostrzegli prawnicy,
że im także się działka należy.
Rosły koszty wewnętrzne,
a na najwyższym piętrze
łatwiej weksle i pamięć odświeżyć.

Zawsze w chytrości żyda
drobny szkopuł się wyda:
Kto do kogo z żądaniem przychodzi?
Ktoś tu kogoś okrada...
a kurtyna opada.
Nowa władza się na to nie zgodzi!

Ktoś się schowa pod kieckę
opiekunki niemieckiej,
a kto inny o niczym nie wiedział.
By stosunków nie drażnić -
wszystko się unieważni.
Ktoś, (gdy zmieni się sąd) - będzie siedział!

Niekoniecznie za szybką.
Niekoniecznie za szybko.
Proces potrwa aż do kasacji.
Gdzie ścierają się nurty
stoi biedak u furty,
a miliarder broni demokracji.

Odwołanie sędziego -
miało być, lecz nic z tego,
bo to przecież jest problem światowy!
Gdzie się zjawia hybryda,
zawsze szkopuł się wyda.
Zawsze deal jakiś przyjdzie do głowy!


czwartek, 3 sierpnia 2017

Ordnung muss sein












Niemiecki barbarzyńca
nakazał palić trupy.
Znoszono je na Woli.
Układano na kupy.

Nawykli do porządku.
Uprzątania szybkiego.
Zeznaje ktoś w tym wątku
i pewnie ma coś z tego.

W koło Macieju...























Dziadek w Wermachtu, mama - sędzina.
"Dezinfo" - neon nowego kina.
Amatorszczyzna z kroplą szaleju
na karuzeli "W koło Macieju".

Z opon mózgowych wyszło powietrze.
Upał dokuczył? Nie ma przewietrzeń?
Nie zawsze trafne są zawierzenia,
kiedy nie ma kim, a trzeba zmieniać.

Czerwony pasek - linia czerwona
i wytrzymałość już przekroczona.
Za nimi suną same kłopoty.
"W koło Macieju" pomówmy o tym.

Już po komunii komunikacja.
Jest presja Unii. Gdzie demokracja?
Z czym wyjść do ludzi? Braknie oleju
zostało głowie "W koło Macieju".

Wolność dla mediów - zasada święta,
lecz kto promuje wciąż oponenta,
słabiutkie sobie świadectwo daje.
Bucie pod butem sieczka wystaje.

Po co na wojnie zasada szkolna?
Gdzie nie ma zasad - walczyć niezdolna!
Słabość dostrzega zaraz hybryda.
Może do września urlop się przyda?

środa, 2 sierpnia 2017

Czarne Chmury


















Elektor Pruski
wpływów wypustki
rozciągnął aż do Warszawy.
Dla swych stronników
i popleczników
nad wyraz bywa łaskawy.
Wypchane trzosy
kupują głosy
pospólstwa i oligarchii.
Płacą im suto,
by spiski knuto,
pieniędzmi Pólnocnej Marchii.

Stos paragrafów
przesłania grafów,
junkrów, żydowskich bankierów.
Ich wpływ na dworze
przesądzić może
w Koronie o sprawach wielu.
Sejm był już gotów
nie badać splotów,
powiązań i zależności.
Jest wciąż pokusa,
by władał Prusak,
zgubę szykując polskości.


Żar bije z góry,
lecz czarne chmury
zbierają się dookoła.
W słonecznym żarze
przysnęły straże.
Na próżno o czujność wołać.
Jedzie poselstwo.
Obywatelstwo
chce z wielkim szumem je witać.
Wśród euforii
lekcji historii
nie potrafimy odczytać.



wtorek, 1 sierpnia 2017

(Nie)zakazana piosenka 2017














Nikt nie liczy na brawa,
Kiedy śpiewa Warszawa,
Kiedy w górę unoszą się ręce.
Każdy, kto pieśni słucha,
W piersiach ma Tego Ducha.
Płoną serca w warszawskiej piosence.

A nasz Duch Wielkiej Sprawy,
Jest stąd rodem - z Warszawy.
Obudzony pod krzyżem nad Grobem.
Umęczony w więzieniach,
Wyszedł do nas z Podziemia.
Stał się dla nas na życie sposobem.

Rósł wspomnienim Powstania
Z wiary i serca grania
W wojowniku i małej harcerce.
W domu i wielkim tłumie
Każdy słowa rozumie,
Bo chwytają od razu za serce.

Wielkich braw nam nie trzeba.
My śpiewamy do nieba
O przeszłości, przyszłości i sławie.
Nie zamierza pieśń nasza
Możnych świata przepraszać.
My o swojej śpiewamy Warszawie!

Miastu ruin i cierpień
Oddajemy ten Sierpień.
Zapalamy płomień bohaterom.
W niebo pieśń nasza płynie
O tej jednej godzinie
"W" znaczonej w nas Wielką Literą.

Śpiewaj razem z Warszawą!
Jesteś wolny! Masz prawo!
Tu kamienie umiemy obronić!
Nie znosimy słów wrażych,
A gdy ktoś się odważy...
To mu nutą umiemy przydzwonić!

Nic nie trzeba dodawać,
Kiedy śpiewa Warszawa,
Kiedy w górę unoszą się ręce.
Każdy, kto pieśni słucha,
W piersiach ma Tego Ducha.
Płoną serca w warszawskiej piosence.


Warszawo!














Gdy nie chcesz się ugiąć przed Niemcem
i swoje chcesz w mieście mieć prawo.
Daj wiarę powstańczej piosence
i pokaż swój sprzeciw Warszawo!

Jest kanał na Placu Krasińskich
i Goliat już czeka przed gmachem.
Chce bronić Guberni praw świńskich
i nową budować Nordwache.

Niech sankcje szykują Rosjanie
czekając na Niemców rozprawę.
Pokazał już Mały Powstaniec,
jak trudno jest złamać Warszawę!

Przez lata okupant urastał
i nadal chce bronić przeprawy.
Możemy przegonić go z miasta
i wszystkich dla niego łaskawych.

Odsłonił już groby Mokotów
i kraty wyrwano Gęsiówce.
Rachunek wystawić bądź gotów
za rany zadane Starówce.

Niech wyją syreny nad miastem!
Niech w niebo uderzą znów race!
Łańcuchy są dla nas za ciasne
i zdrady skrywają pałace.

Zbyt długo czekali ojcowie,
aż kości ich odnajdą matki.
Bezkarność za wszystko odpowie!
Sędziowie pakujcie manatki!

Nie będzie tu balu na budach
i śmiechu wnoszonych poprawek.
Tym razem się numer nie uda!
AK-owcy obronią Warszawę!

Gdy nie chcesz się ugiąć przed Niemcem
i swoje chcesz w mieście mieć prawo.
Daj wiarę powstańczej piosence
i pokaż swój sprzeciw Warszawo!




poniedziałek, 31 lipca 2017

Zamordowano Wolę

















Musiała Wola polec.
Zamordowano Wolę
cywili, kobiet, dzieci.
Nie opiszą poeci,
czym Naród jest bez woli.
Czas jednak nie pozwolił
zapomnieć mordowania.

Już w pierwszych dniach
Powstania
zamordowano Wolę.
Nie nauczano w szkole,
lecz babki pamiętały,
Kałmuków i oddziały
przybyłe do Warszawy.
Krwawe piętno niesławy
zostaje przez stulecia
w pokoleniach i dzieciach
i nikt potem nie szuka
rozsądku u Kałmuka.

Tyle hartu, tyle Ducha...














Tylu chłopców, tyle dziewcząt,
tyle akcji śmiałych.
Pomoc mogła nadejść zewsząd.
Rządy ją wstrzymały.

Nie przyleciała Brygada.
Armaty nie grały.
W powietrzu wisiała zdrada.
Zamiary czekały.

Tyle hartu, tyle Ducha,
odwagi i chwały,
a za Wisłą cisza głucha.
Wolność szła w kanały.

Przeszły lata, pokolenia,
podziały zostały,
a obawy rozliczenia -
zmiany powstrzymały.

Widmo zguby, złe rachuby
i manifest obcy.
Głos propagandowej tuby:
Karły? Czy AK-owcy?

Osąd pod immunitetem.
Wszystkim po medalu!
Prezydent wraz z komitetem.
Nie ma nuty żalu.

Polityka. Zegar tyka.
Niemcy i Rosjanie.
Londyn przesłał komunikat:
W Warszawie Powstanie!

Jest Rocznica. Na ulicach
przystanęłi młodzi.
Patrzy na nas zagranica.
Pomaga? Czy szkodzi?

niedziela, 30 lipca 2017

Nie! - dla Szkopa
















Geld wraz Goldem
na Izoldę
obrócili oczy.
Na Tristiana
spadła ściana.
Potop go zaskoczył.

Schudła Berta
u Zylberta.
Przepadł wdowi grosik.
Śmierć poetom!
Padło veto.
Niemiec nie przeprosi!

Bal na budach
gra na dudach.
Do kupienia złuda.
Poszedł Jarek
na Jarmarek
Przełknął ość i udał.

Cudzoziemiec -
potępieniec
grozi Ci -Warszawo!
Chroni kastę.
Podnieś zastęp!
Miasto ma swe prawo.

Pod pałacem
wzniosą race
Syrenę do nieba.
Europa
nie dla Szkopa!
Postawić się trzeba!

sobota, 29 lipca 2017

Kaznodziejski kram
















Po ile chodzą guldeny?
Spytała szypra caryca.
Lojalność dziś nie ma ceny.
Zna ją tu każda ulica.

Zna każdej kopuły brzuszec.
Wojenny Port, Długi Targ,
Sąd, który skruszał, jak kruszec,
gdy palec jej dotknął warg.

Jest Jarmark Dominikański
ze stołem pańskim na sprzedaż
i trójząb wzniósł Neptun gdański.
Nie wygrasz sprawy, jak nie dasz.

Łaskawa Pani... pozwoli.
Gulden z dobrego rocznika!
Kosztuje kilka patoli.
Dla Pani - prezent. Unikat!

Pogwarki i zakamarki.
Motława i ludzi ława.
Wdzięczność i drobne podarki
nie łamią żadnego prawa.

Fundacja Adenauera
krzyżacki płaszcz wyłożyła.
Czas ludzką pamięć zacierał.
Nad Martwą Wisłą - odżyła.

Rozum utknął na wakacjach























Jest już nowa sytuacja.
Rozum utknął na wakacjach.
Sprzeciw skrył się w dobrej wierze.
Obawy są na spacerze.

Wyszła z głowy demokracja
za nią pamięć o wariacjach
oraz plan wielkich zamierzeń.
Nie ma śladu dawnych zderzeń.

Biega pasek po sensacjach.
W kółko na sąsiednich stacjach
z zębem w zmiętym hamburgerze,
a widownia na rowerze.

Polityczna degradacja.
Rozum utknął na wakacjach.
Siła spokoju - niechcenia.
Wzrok skupiony na siedzeniach.

W mętnej wodzie ryby nęcą,
a te kręcą, kręcą... kręcą.
O nich ekspert i czereśniak
rozmyślać będą do września.

Myśli - śliwki robaczywki
chcą rozrywki - nie rozgrywki.
Wietrzyk przedziałek przeczesał
na partyjnych interesach.

piątek, 28 lipca 2017

Gdzie jest capo di tutti capi?













Czy znacie macki hybrydowe,
niezliczone - pozarządowe?
Stowarzyszenia, kluby, fora?
Kto znajdzie wolność w nowotworach?
Infekowały demokrację
zrzeszenia, akcje i fundacje,
serwery, strony i portale,
deklaracjami samych zalet,
tworząc w narodu zdrowym ciele
światłych umysłów karuzelę.
Na miejscu skompromitowanych
zjawiało się wiele nieznanych.
Rozsądek ustępował pola
i na uboczu zostać wolal.
Być, albo nie być? - jest pytanie.
Istotne jest finansowanie.
Przydałyby się oświadczenia -
W czyich to wszystko jest kieszeniach
i czy na prawdę jest darmowy,
ten system zawracania głowy?
W ten sposób bardzo łatwo trafić,
gdzie capo jest di tutti capi.

czwartek, 27 lipca 2017

Nikomu nie jest wesoło
















Czy Prezydent Dobrej Zmiany, może być szantażowany,
czymś, co mogło być nagrane, kiedy były oddawane
w rannych godzinach kwietniowych
klucze sejfów pałacowych?
Zajechała tam ekipa, jakiej lepiej nie spotykać
i wiele osób nie żyło. Co się wówczas nakreciło,
może przydać się po czasie,
kiedy nic zrobić nie da się.

Nie może nam przyjść do głowy, na co oddział jest gotowy,
który obmyślił i sprawił, zagmatwał, osłonił, zabił,
nie młodego kancelistę, ale bardzo długą listę,
silnych, mądrych, pewnych siebie.
Co możliwe jest? - Nikt nie wie.
Lecz każdy, kto rusza głową, wierzy w teorię spiskową,
zna możliwości komusze - niemożliwe scenariusze
w wyobraźni swej układa.

Kiedy mu się zamysł składa, w ciąg możliwy do spełnienia -
znajdujemy wyjaśnienia niezrozumiałych reakcji.
Nie ma wyjścia z sytuacji, lecz choć w wierszu ją opiszę.
Potem schowam w swoją niszę.
Czasem pomysł niedorzeczny, również bywa niebezpieczny.
Chociaż konfabulowany, gdy tłumaczy dziwne zmiany -
oczy otwiera wokoło i zdziwieniem marszczy czoło.
Nikomu nie jest wesoło.

Ze względu na wzgląd












Politycy na urlopie.
Sprawiedliwość przy wykopie.
Samorządzić chciałeś chłopie?
Krajem rządzi sąd!

Szantażyści - Timmermanse
dają mu ostatnią szansę.
Ułaskawiony awansem
kleksem zakrył błąd.

Polityka ciepłej zupki.
Ślimak wyszedł spod skorupki.
Pan Prezydent patrzy w słupki.
Czy pójdą pod prąd?

Już dla wielu będzie z górki.
Konserwujemy ogórki.
Pokazują nam powtórki.
Można wyczuć swąd.

Polityka na leżaku.
Wygaś emocje Polaku!
Nie od razu przecież Kraków...
Odstaw miotłę w kąt!

Z górą zderzyła się góra.
Nikt nie dostał po pazurach.
Zgasła nagle awantura
ze względu na wzgląd...

Pałac oświeconych














Gdy podsądny z nadsądnym
wiedli długie spory,
chwiały głosem rozsądnych
przeszłości potwory
z ramionami długimi,
rzędem dziwnych znaków
i służbami obcymi
starszyły Polaków.

Spawiedliwość w tym czasie
była na urlopie
i potrzebny był prasie
wiersz - do bicia chłopiec,
by go obśmiać w przekroju,
wybebeszyć ducha
dla świętego spokoju
dawnego komucha.

W kraju, w którym podsądnym
każdy był, lub będzie,
wybór ludziom rozsądnym
podsuwają wszędzie:
Skoro nic się nie dzieje
w politycznej próżni,
niech cię sądzą złodzieje!
Zmiany nie odróżnisz.
A jeśli ci zakała
niespodziankę sprawi,
przynieś świecę pod pałac.
On cię ułaskawi!

środa, 26 lipca 2017

Kopnął Tadek tate w zadek...

















Kopnął Tadek tate w zadek.
Uznano to za przypadek.
Spokój zarządziła mame.
Emocje są wyciszane.
Apel jednak nic nie pomógł.
Obrażono pana domu!
Aby śmiechom kres położyć -
Niemiec kopniaka dołożył.
Teraz wszyscy przeciw niemu
i jest w domu po dawnemu.

Goj by tego nie wymyślił,
ale dwaj rabini przyszli.
Udzielili mediom głosu,
a media znalazły sposób.
Frans oznajmił w synagodze:
Ja was wszystkich tu pogodzę,
gdy artykuł uruchomię
do Salonowca w salonie.
Wyszli wszyscy tak jak stali.
Słowem się nie odezwali.
Tylko Tadek ręce złożył.
Większy, cięższy but założył.

Z czubkiem cienkim







Od dawna wiedziano wszędzie,
kim jest dudek na urzędzie
znaczony czubkiem nie takim,
jakie w polu mają ptaki.
Jakie przyfruną do okna,
gdy pogoda jest okropna
i potrafią jadać z ręki,
a ten dudek, z czubkiem cienkim,
chował się od ludzi z dala,
za szałasem u górala,
za halą i za doliną,
tam gdzie dudki rządzą gminą
i od dobrych ludzi stronią,
bojąc się że je przegonią
z zasiedlonej przez nie góry,
z której orzeł wzlata w chmury
i rozgania wiatr obłokom.
Gdzie dla dudków za wysoko.

Było cymbalistów wielu...























Radziły mi siwe głowy,
żebym nie był zbyt nerwowy,
a uśmiechnięty marszałek
snuł mi wizje doskonałe
o spokoju w swoim dworze
i ciepłej wody w jeziorze
życzył mi oraz rodakom.
Odloty podobne ptakom
wciąż pismakom się zdarzały.
Jedynie usta milczały
w polityce najważniejsze.
Może decyzje wcześniejsze
wyrzucały sobie w duszy.
Przegapiły cień komuszy
na podjeździe do Wawelu.
Cymbalistów było wielu...

Cicho było o Jankielu.

Szczerba w serwisie




















Co się wyszczerbiło - to się nie wypełni.
Był w domu sędziego bardzo stary serwis.
Znakomici goście przy nim zasiadali
I każdy w nim kruszec i robotę chwalił.
Czy z Wielkiego Wschodu serwis z modą dotarł?
Czy go w Wenecyi Radziwiłł-Sierota
Zamówił, opłacił i polecił zrobić
I twarzą carycy spody mis ozdobić?
Podobno ukryte masońskie symbole,
Blask mu dodawały na sędziowskim stole,
Rangę podnosiły, domu, zgromadzenia,
Lecz nikt tej zalety głośno nie wymieniał.

Serwis bywał kiedyś w pałacu hrabiego,
Tam również jadano i pijano z niego,
Ale odkąd goście chodzili po stołach,
Sędzia serwis zabrał - w domu trzymać wolał.
Hrabia ujmy nie czuł, a z powagi szydził.
W dom łakomym okiem spoglądali żydzi.
Często kredytując poważne rozprawy,
Żądali, by serwis oddać im w zastawy.
Sędzia nie ulegał. Serwis w domu będzie!
Jak szlacheckie herby w najwyższym urzędzie
I żadnym roszczeniem, zajęciem, dekretem
Nie wstrząsną decyzją i immunitetem.
Słyszano szemrania, że ten czas nastanie.
Że żydowskie kiedyś będzie sędziowanie,
Lecz w gminne przestrogi elity nie wierzą.
Sędzia jednak serwis chronił przed młodzieżą.

Ta bywa niesforna. Zwłaszcza Narodowa,
Komuch i libertyn inaczej ją chował.
W duszy zawsze miała skłonność do rozróby.
Umiała wyzwalać, albo wieść do zguby.
Czciła rozpasanie, jak idy marcowe.
Lepiej przed nią chronić dobra narodowe.
Wszystkiego się jednak przewidzieć nie zdoła.
Młodych  usadzano zawsze w końcu stoła,
Ale z nich jednego, co był światły, prawy,
Obdarzano miejscem pośrodku zastawy.
Nikt się nie spodziewał, choć czas był nerwowy,
Że iskra sprzeciwu może przyjść do głowy,
Komuś uznanemu - urzędem, szacunkiem,
Co błyszczał rozwagą, nie przesadzał z trunkiem,
Który innym młodym dobry przykład daje,
Że sielankę przerwie! Wstrząśnie obyczajem!

Czy go giez ukąsił? Nagle oślepł w nerwach.
Stanął. Machnął ręką i powstała szczerba!!!
Co się wyszczerbiło - to się nie wypełni!
Jakby gorycz przelał i nagle się spełnił
Sen tak złowróżebny, jak magie kabały,
A już tłumy ludu ze świecami stały...

wtorek, 25 lipca 2017

Procedowanie i łowy























Gdybyś tłusty misiu w mateczniku siedział,
Nigdy by się o tobie łowczy nie dowiedział,
Ale przez zuchwałość, a może nieskromność,
Albo przez wrodzoną do podstępów skłonność,
Gdy cię bieg wydarzeń w zamysłach wyprzedził,
Wyszedłeś z ukrycia, gdy się tłum przerzedził.
Popchnęły cię naprzód spłoszone przyszpiegi,
Że czas w gawrze rzucić wygodne noclegi:
A skoro wyszedłeś na skraj matecznika.
Już nagonki szereg powrót ci zamyka.
Wiedział Sędzia stary, że ma mało czasu.
Już pierwsze ogary wpadły w otchłań lasu
I wszyscy myśliwi natężyli ucha,
każdy już ze złością sapania wysłuchał.
Przyklęknął gajowy. Ziemię uchem pyta,
Jakby w zwierza twarzy znak zamiaru czytał.
Jakby wyrok czytał miłej mu osoby,
Wiedział, co uczyni. Miał swoje sposoby.
Zbiły się spojrzenia nadziei i trwogi.
Jęknął coś półgłosem. Zerwał się na nogi.
Nie mogę uwierzyć... ale wy uwierzcie.
Jest! Jeden pies warknął, potem dwa, dwadzieście...
Ujadają wszystkie. To zajadłe granie.
Skoroś się ujawnił - ruszy polowanie!

Podniósł do ust prezes róg bawoli, kręty...

Świeczki w oczach. Beczka soli...















Politycy są na daczach.
Ten, co prawo nam wypaczał,
także jest na swojej działce.
Nie zapomniał o podpałce
do ogniska, lub do grilla,
którym życie swe umila.
Pogoda będzie urocza.
Nam zostały świeczki w oczach
po decyzji Prezydenta.
Naród długo nie pamięta,
lecz wrzucając głos do urny,
może wspomnieć sposób durny,
w jaki został pozbawiony
ustaw z trudem uchwalonych.
Dzisiaj już nie myśli o tym.
Był Bednarski na kłopoty.
Zostały nam beczki piwa.
Niech się martwi ten, co kiwał!
Musiałby zjeść soli beczkę,
by nas zmienić, choć troszeczkę.
Pamiętamy, co nas boli!
Świeczki w oczach? Beczka soli?

O rokoszach wokół grosza














Pokaz od wielkiego dzwonu
Nie uchronił Jagiellonów
Od problemów dynastycznych.
Protestował obóz liczny
Kup szlacheckich i magnatów,
Co ukazywało światu
Zagrożenia dla wolności,
Praw szlacheckich i jedności.

Sytuacja też niemiła
Była wokół Radziwiłła.
Rosły wprawdzie jego siły,
Ale plany bunt rodziły,
Gdy głos ambon gromiąc złego,
Czar wskazywał Twardowskiego,
A milczał o wpływach sitwy
Pochodzącej z głodnej Litwy.

Nie chroniły Jagiellonów
Gesty innych wielkich tronów,
Ani książęce wizyty,
Gdy róże z habsburskiej świty
Zabieliły oczy tłumu
Mgłą sprzeciwu bez rozumu
I krzyczano: Nie... bo nie! -
Jeśli tak się rządzić chce!

Aura była niezdrowa.
Wywożono już z Krakowa
W dalekie i obce strony,
Pieniądz, złoto, sumy bony.
Myślano, że lud nie widzi
Praw, jakie dostają żydzi.
Burzyła się opozycja,
Że niknie szlachty pozycja,
A władca nagina prawo.

Procesowano niemrawo.
Spiskowano o rokoszach.
Wybuchła Wojna Kokosza,
Skoro władca sąd wypaczał.
(Wojna Kokosza! - nie Kacza).
Jest też więcej analogii.
Chcieli zmieniać, lecz nie mogli.
W końcu Jagielloński Klub
Kazał wszystkim zamknąć dziób.

To, co było - znów być może.
Kraków, żydzi, Międzymorze -
Cichną, potem przywracają,
Co kochają i co znają.
Każda w Galicji epoka,
Chce podstępem zatruć smoka.
Z owczej skóry zrobić dudy,
Żeby było tak, jak wprzódy.
Niespodzianie mogą przeto,
Zamknąć Sejm zgłaszając veto!
Wypróżnić się w demokrację
I pojechać na wakacje.



poniedziałek, 24 lipca 2017

Ustaw(k)a














Myślała ustawka,
że to jest zabawka
i wszystko wyjaśni orędzie,
a Prezes powiedział
już dawno, co wiedział:
ŻE ŻADNYCH ROZLICZEŃ NIE BĘDZIE!

Jest być, albo nie być!
Nie karać i nie bić!
Udawać, że nic się nie stało.
Nic im nie odbierać.
Słowem nie zadzierać.
Nas wielu jest przecież, ich mało!

Oszustwo nie boli.
Gdy im się pozwoli -
Wykrzyczą i pójdą do domu,
a oni nie poszli
i jeszcze urośli.
Do władzy powrócić chce komuch.

Wyborcze orędzie:
ROZLICZEŃ NIE BĘDZIE!
To fragment jakiegoś układu?
Być może w knesecie
spisano w sekrecie:
"... ze wszystkim dojdziemy do ładu"

Reforma w okrawkach.
Zwyczajna ustawka
na propagandowe potrzeby.
Nie wiedzieli młodzi
o co tutaj chodzi.
Są ci, których już miało nie być.

A teraz Przysucho
nie ujdziesz na sucho.
W ustawkach są lepsi kibole.
Gdy się markowanie
zamieniło w lanie -
zatrzęsą się nóżki na stole!


Myślała ustawka,
że to jest zabawka
i wszystko wyjaśni orędzie,
a Prezes powiedział
już dawno, co wiedział:
ŻE ŻADNYCH ROZLICZEŃ NIE BĘDZIE!

Jest być, albo nie być!
Nie karać i nie bić!
Udawać, że nic się nie stało.
Nic im nie odbierać.
Słowem nie zadzierać.
Nas wielu jest przecież, ich mało!

Oszustwo nie boli.
Gdy im się pozwoli -
Wykrzyczą i pójdą do domu,
a oni nie poszli
i jeszcze urośli.
Do władzy powrócić chce komuch.

Wyborcze orędzie:
ROZLICZEŃ NIE BĘDZIE!
To fragment jakiegoś układu?
Być może w knesecie
spisano w sekrecie:
"... ze wszystkim dojdziemy do ładu"

Reforma w okrawkach.
Zwyczajna ustawka
na propagandowe potrzeby.
Nie wiedzieli młodzi
o co tutaj chodzi.
Są ci, których już miało nie być.

A teraz Przysucho
nie ujdziesz na sucho.
W ustawkach są lepsi kibole.
Gdy się markowanie
zamieniło w lanie -
zatrzęsą się nóżki na stole!


Wynik miał być "trzy do pięciu",
ale ktoś padł po popchnięciu.

... i ty Brutusie?















Decyzja była bratobójcza.
Piorunujaca i zabójcza,
O jeszcze niepoznanej skali,
Byśmy nad sobą zapłakali.
Byśmy przed mocą wzrok spuścili.
Byśmy się między sobą bili.
Uznali władzę Architekta.
Tu Nadzwyczajna włada Sekta.
Nie są już nasze wielkie miasta.
Nadzwyczajna w nich rządzi kasta.
Wrocławiem, Gdańskiem i Warszawą.
Są prawem i stanowią prawo!
Wolność iść musi do lamusa.
Rozerwał serce cios Brutusa.

O Wallenrodzie - mądrość po szkodzie




















Nie znała chwila ani wieczność,
jak bolesna bywa niewdzięczność
i nawet Obiecana Ziemia
nie znała słów odwzajemnienia,
a pewien odzyskany kraj
wdzięczności nie czułby za Raj
i chciałby, żeby demokraci
za wdzięczność musieli mu płacić.
Choćby pozycją lub wpływami.
Mogliśmy się przekonać sami,
ile taka wdzięczność kosztuje,
kiedy się o nią procesujesz.

Nawet na rynku w Jarosławiu
nie raz się pewniak na tym zawiódł,
a spór o niewinnym wyglądzie,
zazwyczaj kończył się na sądzie.
Gdy ktoś się sparzył - to uwierzył,
do kogo taki sąd należy
i zawsze, bez względu na cenę -
sąd władcą jest i suwerenem.
Wiedzieli z palestry prawnicy,
na jaką wdzięczność można liczyć
i ile z siebie trzeba dać,
by dawać, ale także brać.

Nikt nie musiał być stale świętym,
bo układ szczelnie był zamknięty.
Gdyby wypadek się przydarzył,
ktoś nad tym wszystkim stał na straży.
Był niby nieznaczącym graczem.
Drugorzędnym chleba zjadaczem,
wdzięcznym wyborcom, bogobojnym,
uczciwym, prawym i spokojnym,
lecz gdy kryzys dotknął Zakonu,
tylko on jeden mógł mu pomóc.
Nie wierzyła załoga młoda
w prawdziwość czynów Wallenroda.

Wolała ścierać sie na placu,
a on w najwyższym był pałacu
i miał decydujący głos.
Teraz się wszystkim śmieje w nos
i nowe ścieżki tym wytycza,
co nie czytali Mickiewicza
i już myśleli o niedzieli,
a w poniedziałek oniemieli.
Na przyszłość, całkiem serio - radzę,
mieć i ten wierszyk na uwadze.
Uważnemu może się uda,
odnaleźć spokój w grze na dudach.

Od fałszywych stronników zachowaj nas Panie!














Mój kraju fałszywych sojuszy,
wspólnych posiedzeń rządów,
poglądów ukrywanych w duszy,
niesprawiedliwych sądów.
Choć prosiliśmy - Chroń nas Panie!
Znieś ciężar złego ego!
Wiedzieliśmy - ten czas nastanie,
nurtu faryzejskiego.

Ten, co się schylał po drobinę,
ukrywał swoje myśli
i wciąż nam wypominał winę,
byśmy się kajać przyszli,
przed innym tronem, dominacją
wybranego narodu,
przed złudą, pseudodemokracją,
rządem Wielkiego Wschodu.

Nie sądziliśmy, lecz nas sądzą
w pogardzie i szaleństwie.
Ludzie w nieświadomości błądzą.
Był błąd w Błogosławieństwie?
Potop nam już zapowiadają
falami innej wiary.
Agenturami oplatają
kancelarii i caryc.

Jemioły czapa nam urosła.
Czepie z dobra Narodu,
a z naszych dążeń, modlitw, posłań,
został już cień Zachodu.
Daj jasność myślom, siłę trwania.
Nie pozwól zgasić Ducha.
Niech Twa opieka lud osłania,
gdy demon go oszukał.