piątek, 30 czerwca 2017

Name? - Chrząszczybrzęczyszczykiewicz!!!














Pewien pan, co w wózku drzemie,
czas poświęcił na myślenie
filozoficznie i drwiąco.
Osobą wszystkowiedzącą
stał się przez to dla nauki
i aprobaty pomruki
zebrał od najtęższych głów.
Powątpiewał ten i ów,
lecz tych głosów nikt nie słyszał,
bo zamknięte były w niszach,
a badacz osobliwości
tak przemówił do ludzkości:

Już następne pokolenie
powinno opuścić Ziemię,
jeśli chce się gdzieś uchować.
Powinno skolonizować
choćby najbliższą planetę.
Tam mężczyznę i kobietę
zachęcić do rozmnożenia
Nie pomieści ludzi Ziemia.
Niebezpieczna już się staje,
choć dotychczas była rajem.
Szatan w sposób wszystkim znany
wskazał owoc zakazany.

Wszyscy zostali zgorszeni.
Samiec z samcem mógł się żenić,
a dla przedłużenia bytu
zaproszono sodomitów.
Błądzi współczesna nauka.
Daleko nie trzeba szukać.
Za miedzą mamy przykłady:
Oba samce! Nie da rady!
Lecz mimo to... tak, czy siak -
przetrwać pragnie Bundestag,
bo ważniejsze jest poparcie,
choćby z grzechem, już na starcie.

Grad














Nie mówiono wiele lat
o dostępie do bufetu.
Teraz spadł przypuszczeń grad.
Przelały kanał sekretów.
Upadły długie gałęzie
niszcząc linie przesyłowe.
Obawy urosły wszędzie
o wyjazdy urlopowe.
Zdmuchnęła zbiory wichura,
a nad głową kredyt wisi.
Badać chce delegatura
i być może przyjdą cisi.
Nie wybierzesz się na rolki.
Gdzież to śmiałe rolowanie?
Martwią się przeróżne Bolki.
Kto nie siedzi - nie powstanie.
Kiedy spada wszystko na raz,
z ulewą i zawieruchą,
to dopiero jest ambaras.
Z procedurą bywa krucho.
A czy zmiany klimatyczne
można by oprotestować?
Zagraniczne i uliczne?
Gdzie się przed ulewą schować?
Bufet chwilowo nieczynny.
Przed Komisję ma wezwanie,
lecz sam bufet nie jest winny.
Jest też sznurków pociaganie.
Nie mówiło się przez lata,
a teraz spadł nagle grad.
Rozmyć? Może pozamiatać?
Nie doliczy człowiek strat.
Z wnioskami rekompensaty
stać trzeba w długiej kolejce.
Potem czekać. Nic po za tym.
Na słupie zwiesić lejce.



czwartek, 29 czerwca 2017

Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa...
















Nikt nie zwrócił. Nie zapłacił.
Nie przyznał, jak się wzbogacił.
Publicznie się śmieją z grzywny.
Złodziej twierdzi - Jest niewinny!
Nie brakuje mafii środków.
Kasa leży u pociotków.
Zapisy u notariuszy.
Najważniejszych nikt nie ruszył.
Nietykalni politycy.
Bolek siądzie na ulicy,
albo się do lwa przykuje,
a telewidz obserwuje
praworzadną politykę
ukaraną mandacikiem.
Wzrosły stawki u obrońców.
Łajza zadaje na końcu
ironicznie zapytania.
Niepamięcią się zasłania
stara biurwa na urzędzie
i odpowiadać nie będzie!
Wirtualne oskarżenia
pokazują, że się zmienia
i za kilkanaście lat,
pierwszy wyrok pójdzie w świat.
Widowisko, serial, skecz?
Prawo nie skutkuje wstecz,
a własność to jest rzecz święta!
O co chodzi? - Nie pamiętam!
Ktoś jednak ludzi przymusił,
że coś naród zwracać musi,
co z wysiłkiem odbudował,
po tym jak się nie uchował
nawet kamień na kamieniu.
Został weksel na sumieniu
i mecenas go wygrzebał.
Swym psim swędem?
Pies...? ... go... sprzedał!

O świadku z półświatka

















Etyka zawodu nie widzi powodu...
Zmiany w interesie nie leżą w zakresie...
Opisuje KPA, co urzednik robić ma!
Wara nieupoważnionym,
sprawdzać, ile płacą strony!
Ważne tylko są terminy,
a nie, co, komu zwrócimy!
O tym - komu? dokąd? skąd? -
decyduje tylko sąd!
Ustanawia kuratora
i kurator już się trudzi.
Widzi przepis, a nie ludzi.
Od ludzi jest inny dział,
co "czyścicieli" nie znał.
Z mocy prawa więc się kradło?
...
W tym momencie zgasło światło...

środa, 28 czerwca 2017

Dziesięciu małych Marcinków























Jest wielu Marcinów P.
o których każdy z nas wie.
Jeden strzeże środków z FOZZ-u.
Drugi w Unii trzyma dozór.
Trzeci był w szwajcarskim banku.
Czwarty dawał kredyt franków.
Piąty wehikuły tworzył.
Szósty spadkobiercą ożył,
a siódmy umarł w klinice.
Ósmy kładł się na ulicę.
Dziewiąty rozdawał zupy,
a dziesiątemu - małemu,
nikt właściwie nie wie czemu,
pragną dobrać się do d... ?

wtorek, 27 czerwca 2017

Jedenaste: "Nic za darmo"








 















Strażnicy złotych pociągów
i zatopionych podziemi,
piramid, kont i wyciągów,
handlarze praw do kamienic.
Karuzelnicy, cyrkowcy
i twórcy siatki połączeń.
Dlaczego służycie obcym,
nie widząc dobrych zakończeń
drenażu wszelkiego dobra,
jakie przyszłości ma służyć,
a gdzie się nie można dobrać,
wolicie niszczyć lub burzyć?
Władza kupiona dla władzy
problemem tylko się staje.
Ślepo spełniając rozkazy,
resztkę godności oddajesz.
Czym staje się przynależność,
gdy końca dobiega droga?
Wasz sen się przeciągnie w wieczność,
a za nim podąży trwoga.
Więźniowie czasoprzestrzeni
przenigdy nie wyjdą z luster.
Są może raje bez cieni.
Konta na pewno są puste.
Zostaje gdzieś w świadomości
wartości drobina stara,
faustowska chwila wolności,
jaką odczuwa ofiara.

Pustostan















Stare czynszówki na Pradze
dożyły swoich stu lat.
W piwnicach mrocznych osadzeń
swe znaki zostawił kat,
a z okien funkcjonariuszy
zniknęły już pelargonie.
Czas jeszcze frontów nie skruszył.
We wnętrzach widać agonię.

Ślad zniknął już po komórkach.
Pozapadały się strychy.
Ruch na przejściowych podwórkach
powolny stał się i cichy.
Eksmisji było stąd wiele,
na cmentarz, albo donikąd,
a gruzy zakryła zieleń
i ptaki siadły z muzyką.

Wysokie piętra bez windy
z pustymi oczodołami,
deskami zabijał syndyk
i zdobił je muralami.
Chwiejne, sterczące kominy
czekają chwili upadku.
Już nie są własnością gminy,
lecz spadkobierców po dziadku.

Budowla życiu zagraża!
Brama zamknięta na głucho.
Nowego ma gospodarza,
sprzedana lepkim paluchom.
Spisano na Karaibach
akt notarialny sprzedaży -
odbity w rozbitych szybach,
w pieczątkach miejskich włodarzy.

Żegnam cię Prago dzieciństwa,
co pierwszym domem mi byłaś.
Przeżyłaś dni barbarzyństwa,
a świństwa już nie przeżyłaś.
Przetrwałaś czas pod nalotem,
Cyryla i Czterech Śpiących,
a teraz poszłaś pod młotek
handlarzy praw swych roszczacych.

Nie wytrzymały już stropy.
Zarwane zwisły podłogi.
Dotacje od Europy
sypnęły gruzem pod nogi.
Fronton się jeszcze utrzymał,
a nie ma już oficyny.
Ktoś bardzo prawo naginał
do roszczeń żydowskiej gminy.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Z kamieni na szańca kupie













Niemcy stosują przekupstwo.
Żydzi stanowczo chcą zwrotów.
Emigrowało ubóstwo.
Rosjanin straszyć jest gotów.

O władzę walczą stronnictwa.
Najsłabsze jest Narodowe.
Narodowego dziedzictwa
nie darzą dziś dobrym słowem.

Buntują się korporacje.
Każda się lęka o płace.
Prawnik zabiega o rację.
Kościół o zgodę i tacę.

Im wyżej, tym jest mniej zgody,
Spór staje się zbyt nerwowy.
Licza się tylko dochody.
Elity nie chcą odnowy.

Wstydu od dawna nie mają.
Bezwstydem już się obnoszą.
Tańczą, jak obcy zagrają.
Problemy z domu wynoszą.

I tylko naród cierpliwy
stanowczo stoi przy zmianie
i wspierać chce sprawiedliwych
w powszechnym praw bałaganie.

Nowej Ustawy potrzeba,
lecz droga do niej daleka.
W debatach chcą się zagrzebać,
a czas przez palce ucieka.

Czekamy! Przetrwać musimy.
Większy jest bajzel na świecie.
Chroniąc polskości drobiny,
Narodem znów się stajecie.

Za te marne trzy tysiące...














Wielu wiąże koniec z końcem,
za te marne trzy tysiące,
a na resort spadła bieda,
bo za dwa przeżyć się nie da.
Z emerytur, mógłbym przysiąc,
miliony żyją za tysiąc.

A tam w kastach i w elicie
milony mają na życie.
W rajach podatkowych konta.
Tam inaczej świat wygląda.

Dzika reprywatyzacja
to dopiero jest atrakcja
dla handlarzy, kuratorów,
pośredników i dla dworu.

Mogą prawem się zabawiać
i poza prawem się stawiać,
a do tego prosty lud
nie ma nic, a czuje smród.

Nie pomoże wielki sprzeciw,
bo ten smród zawsze doleci.
Przyrzeczono Ameryce
zwrócić żydom kamienice.

Szybko dostrzegł jednak komuch,
że właściwie nie ma komu
i przysiągł z ręką na sercu,
że nie znalazł spadkobierców.

Powstała okropna bieda.
Słowo padło - zwracać trzeba!
Nic nie zmienia się od chcenia.
Trzeba wykupić roszczenia!

Zmienić coś w prawnym obrocie -
wtedy będzie po kłopocie.
Przelano ogromne kwoty
i zaczęły się kłopoty.

Nie miało miasto spokoju.
Te pieniądze nie dla gojów!
Rząd decyzji się nie boi.
Niech je wezmą sami swoi!

Przekroczo pewien próg.
Ludzie trafili na bruk!
Z ich problemów urząd szydził,
a okradli żydów żydzi!

Długo będą się z tym głowić.
Prawnik przeciw prawnikowi
oraz partia przeciw partii,
oligarchia w oligarchii.

To już jest osobny temat,
że pieniądze były? - nie ma?
A nałożą koniec - końcem
srogą grzywnę: Trzy tysiące!

niedziela, 25 czerwca 2017

ein volk...














Myślą ludzie nieuświadomieni,
że Prusacy stąd zostali wysiedleni,
lub w powietrzu się po prostu rozpłynęli.
Wielu myśli: Kiedyś byli... i zniknęli.

A prusactwo było główną siłą Niemiec
i po wojnie nie zapadło się pod ziemię,
a historia często lubi się powtarzać.
Czas powiedzieć, kto właściwie nam zagraża!

Narodowość już zatarto w dokumentach,
lecz spróbujmy ich zapytać: Co pamiętasz?
Odpowiedzą bez namysłu ci od razu:
Jestem Ślązak! Ja - Kaszuba! A ja - Mazur!

Do prusactwa zabroniono im się przyznać,
ale Prusy to prawdziwa ich ojczyzna.
Od stuleci wyrastali wśród Polaków
i czekali - Nie od razu Kraków...

Gdy pomyślisz - Kto głosuje na idiotów?
Kto za Niemcy oddać wszystko jest tu gotów?
Wspomnij knechtów i poczytaj o Krzyżakach.
Była? Czy jest, na twej ziemi, siła taka?

Przesiedlenia, osadnictwo i wywózki.
Tutaj studia pokończyli różne ...
i gdy ruski wyprowadził się do domu
to do rządów ich zaprosił stary komuch.

Wyprzedali suwerenność i granice.
Własne prawa narzucili polityce,
a na króla powołali Elektora.
Samorzadzą! Obudzić się pora!

Czaty


















To był kozak. Miał łeb wojewody.
Rozprowadzał po pięćset (bez plusa),
bardzo czyste do nieba schody.
W interesie po prostu czuł bluesa.

Dobrowolnie poddał się karze.
Współpracował gorliwie z policją,
więc nazwisko się nie ukaże,
co najwyżej pod audycją.

Celebrytki już wzięto na spytki
i zeznania zebrano od młodych.
Obraz dzieci elitki jest brzydki.
Sypie kozak z łbem wojewody.

Bardzo długa jest w sądzie ławka
na procesie wielkiego dilera.
Przystanęła na chwilę "Warszawka",
bo gram drogi był jak cholera.

Dzieciom jednak się dziś nie odmawia,
tylko sąd się nie celebruje,
a rodziców nie wolno zniesławiać.
Wychowanie na ludzi kosztuje.

Można dumnym być ze swych dzieci,
tak jak dumny jest ojciec znany.
Rok nie wyrok - szybciutko przeleci.
Wszystko to polityczne szykany!

sobota, 24 czerwca 2017

Makrela z Makaronem
















Barbarzyńcy niszczą Rzym.
Chamstwo, ruja i porubstwo!
Muzy kupczą ciałem swym.
Prawo uznają za głupstwo.

Gorzej jest niż za Nerona,
Kaliguli lub Klaudiusza!
Wszelka kradzież dozwolona!
Kary nie ma! Hulaj dusza!

W Bogu tylko jest nadzieja,
gdy się zła rozlewa fala.
Zapytano Dobrodzieja.
Odpowiedział: Nie pochwalam.

W końcu, by lud uspokoić,
powołano Trzy Komisje,
by po stratach ból ukoić
oraz pohamować scysje.

W pierwszej siedzą naukowcy,
specjaliści i badacze,
sprowadzeni ze stron obcych,
którzy widzą lot inaczej.

W drugiej sami politycy
i prawnicza "dama złota" -
posiadaczka tajemnicy,
jak poruszać się w kłopotach.

W trzeciej - wyeksmitowani
właściciele tego miasta.
Wielokrotnie oszukani,
gdy kaktus z dłoni wyrastał.

Obudzone CBA
łapie, więzi, doprowadza,
lecz sądowa passa zła
uwalnia i nie osadza.

Śmieje się Król Europy.
Chroni go jej Cesarzowa.
Zapłaty pilnują chłopy.
Unia żadna... albo nowa!

Tylko jeden wielki plus
spaja w jedno społeczeństwo.
Najuboższym dochód wzrósł.
Świta popadła w szaleństwo.

Barbarzyńcy niszczą Rzym.
Chamstwo, ruja i porubstwo!
Muzy kupczą ciałem swym.
Prawo uznają za głupstwo.

Volksdeutsche! Germanizacja.
W Paryżu - markiz de Sade!
Tylko Polska na wakacjach.
Spokojna, że damy radę!

W polityce wiele krzyku.
Turbulencje nieskończone.
Na stoliku przy Bałtyku
zjedz Makrelę z Makaronem.

"Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj"


















Źli się stają niebezpieczni,
kiedy dobrzy są za grzeczni.
Źli, być złymi nie przestaną.
Będą walczyć z dobrą zmianą,
a dobrzy nic nie poradzą,
jeśli łotrów nie usadzą.
Spokoju w kraju nie będzie.
Źli poparcie mają wszędzie
i stanowią obcych szpicę.
Dobrzy tylko w Ameryce,
ale przez wewnętrzne psoty,
Ameryka ma kłopoty.
Unia nie umie się żegnać.
Nie potrafi obcych przegnać,
zatrzymać ani odesłać.
Obcy idą. Nie chcą przestać.
Język mediów się zeszmacił.
Soros nieustannie płaci
za każdą próbę destrukcji.
Nie przestrzega konstytucji
zwykły sędzia rejonowy.
O spokoju nie ma mowy
u nas w kraju i na świecie.
Na wakację wyjedziecie?

Trudno już się jutra nie bać,
ale przecież jechać trzeba!
Obojętnie, co się zdarzy,
ciało potrzebuje plaży,
płuca - świeżego oddechu,
głowa -snu, a nastrój - śmiechu.
Niech Schetyna lud przemyca.
Niech się martwi kanclerzyca.
Niech blokują w Cale drogi -
my w Bałtyku moczmy nogi,
lub na brzegach innych wód,
gdzie nie dotarł jeszcze smród
politycznego rozkładu.
Światu potrzeba przykładu,
że można w swojej zagrodzie
wieszać psy na wojewodzie,
wiązanką ozdobić posła,
by w zapędach wrogich osłabł
i wesoło spędzać wczasy
póki Skokom starczy kasy.

piątek, 23 czerwca 2017

Pod lipą















Wystąpił raz przed publiką
pasjonat kolejek Piko,
gdy się dowiedział, że może,
analizować przestworze.
Kolejki Pico są mikro
i komuś mogło być przykro
w przyziemnym, małym transporcie,
ale już w lotniczym porcie
odlecieć można wysoko,
gdy się nad wszystkim ma oko.

Kiedy się wysoko lata,
gdzie oko ma własny tata,
pomimo różnych zagrożeń,
całkiem przyjemnie być może.
Pracuje każdy z ochotą,
gdy obok forsa i złoto.
Chociaż go mają za Bąka
tą atmosferą przesiąka,
bo dobrze się czują Vipy
w upojnym zapachu lipy.

Lipa tam rosła ogromna.
Bezwstydna, zasad niepomna
i ogarniała swym cieniem
niejedno Piko sumienie.
Na co się człowiek naraża,
gdy dziadka miał kolejarza,
a nie na przykład - lotnika.
Może by lipy unikał.
Padanie tuż przy jabłoni
od lipy także nie chroni.

Patrzyli na wszystko ludzie.
Pod lipą, to nie w psiej budzie.
Nie każdy jest Kochanowski
i z fraszki wyciaga wnioski.
Umęczy leniwa poza,
a lipa, chociaż nie brzoza,
też może utrącić lotki
i przerwać nagle sen słodki,
wezwaniem pilnym na świadka -
okrzykiem dziadka: Wysiadka!

Niebieski Mauritius














Kiedyś głośno o nich było,
a teraz się uciszyło.
Cisza lepiej służy za to
hobbystom i pasjonatom.
Związek ich przetrwał na świecie,
choć niewiele o nim wiecie.
Nie ma go na żadnych listach.
Wiersz jest o filatelistach,
co przetrwali do tej pory,
zachowując wielkie zbiory.

Już niejedną dały lekcję
ich zasoby i kolekcje.
Nieustannie trwa wymiana.
Najcenniejsza, nie jest znana,
bo dotyczy wąskiej sfery,
która chroni swe klasery.
Bywają zyski i straty,
podróby, falsyfikaty
oraz tak zwane kancery,
oszustwa, brzydkie numery.

Cenne wciąż są błędodruki,
koperty, stemple, nadruki
i wszystkie kompletne zbiory
gromadzone do tej pory.
Zbieraczy męczy pokusa,
żeby mieć Mauritiusa,
bo jest bogactwem w kryzysie,
więc niebieski wszystkim śni się,
Kosztuje grube miliony.
Dla nich to raj utracony.

Trusie na Mauritiusie


















Spowodował zawrót głowy
cennik firm consultingowych,
bo droga bywa pokusa,
zwłaszcza ta z Mauritiusa,
by się radzić po zakupie,
co właściwie było głupie?
Sąd uznał, że to ryzyko,
co się czasem bierze z nikąd
i uszczerbek jest wpisany
w różne śmiałe biznes plany.
A pytania są naglące.
Gdzie podziały się pieniądze?
Leżą na Mauritiusie?
Amnezja. Milczą jak trusie.

czwartek, 22 czerwca 2017

Sen egal
















W dziurę w ziemi w Senegalu,
bez namysłu i bez żalu,
wsypano worki pieniędzy,
bo się obawiano nędzy
po zmianie zarządu spółki.
Wykukały już kukułki,
że gdy pomogą papugi
to proces może być długi
i toczyć się z wolnej stopy,
aż powróci z Europy
dobroczyńca najłaskawszy.
Sąd oskarżenia zbadawszy,
zapytał o dziury miarę
i miał jeszcze uwag parę
do zakupów z kart płatniczych
i sumę strat nadal liczy.
Być może powoła biegłych
na temat w złożu zaległych
skarbów senegalskiej ziemi.
Liczą na to oskarżeni,
że kara nie będzie srogą -
skromną grzywną za Klub Go-Go.

środa, 21 czerwca 2017

Odkręcanie wody w kranie













Metodą wszystkim już znaną
naród stale okradano.
Nie widziano w tym nic złego.
Nie robiono nic innego.
Najpierw na prywatyzacji
potem na denominacji.
Na kursach i na kantorach.
Na dostępie do doktora.
Na klinikach i dentystach.
Na różnych miejscach na listach.
Na bonach i likwidacjach.
Na przetargach i transakcjach.

Na Art-B, Bezpiecznej Kasie.
Na wszystkim, gdzie tylko da się.
Na benzynie. Spirytusie.
Na dłużniku, który uciekł.
Lichwie oraz komorniku.
A najbardziej na prawniku.
Na sadach. Autostradach.
Na dotacjach i nakładach.
Czynszach i fotoradarach.
Na tym, co się o coś starał,
a nawet i bezrobocie
przynosiło komuś krocie.

Okradano i dług rósł.
Filar okradał i ZUS.
Banki i ubezpieczenia.
I ten, co dowody zmieniał.
I ten, co kupował gaz.
Okradano stale nas.
Niech nikt także się nie łudzi,
że nie okradano z ludzi,
z kamienic, domów i ziemi,
ze wszystkiego, co się ceni.

Złodziej wszedł do polityki.
Kradły białe kołnierzyki.
Policjanci i sędziowie
i kleptoman kradł... tak sobie.
System wszystkim kraść pozwalał,
dopomagał i uchwalał.
Reklamował i zachęcał.
Nienormalność w Polsce wkręcał.
Wyszkoliło się gdzieś draństwo,
jak można rozsypać państwo,
aby nie utracić władzy.

Spełniano obcych rozkazy.
Wielkie łupy szły do rajów.
Spryciarze uciekli z kraju.
Najbogatszy śmierć sfingował.
Lud, co do skarpetek chował
oddał grosze piramidzie,
licząc - na tym lepiej wyjdzie.
Wielki przekręt? - Mały kancik?
Wiecej dostają migranci,
niż my w kraju na przeżycie,
a złodzieje przy korycie
myślą naprzód kilka lat,
czym mamy doganiać świat,
bo wiedzą - Polak potrafi...
Wystarczy rozkleić afisz.
Przedstawić dobre sondaże
i rozwiązać worek marzeń.  

A skąd o nas tyle wiedzą?
W każdym banku zawsze siedzą,
oraz w każdej kancelarii.
Wszędzie, gdzie się nie nażarli!
W służbach specjalnych - najdłużej.
Na podsłuchu w agenturze.
W telefonie i kamerze.
Także w twoim komupterze
i w niejednej słabej głowie.
Siedzą tam i myślą sobie,
jaką następną opowieść
wymyślić i sprzedać prasie,
której znów uwierzyć da się.

O sądzie i Darku Bondzie














Rzekł Bond Darek:
Słuchaj stary...
Ktoś oskarżył twego syna.
Tego mi nie przypominaj!
Kto wierzy kryminaliście?
Sąd oddalił... Słyszeliście!
Nasi go przesłuchiwali...
Może już się dawniej znali?
Jakby ktoś się przy tym uparł -
łatwiej było znaleźć słupa,
a na dodatek fachowca.
Może znali się od chłopca
i gdy jeden wpadł w kłopoty,
drugi mógł coś wiedzieć o tym?
Było dawno. Zmieńmy temat.
Takiej sprawy u nas nie ma,
a gdy jacyś oskarżali -
nasi wszystko oddalali!
Sąd donosom nie dał wiary!
Na Komisji...Słuchaj stary...
choć to dawno i zza kratki,
wyszły jednak ładne kwiatki.

wtorek, 20 czerwca 2017

Niedokończona opowoieść















W stepach na dalekiej Rusi żyli niegdyś długousi,
obnosząc się, aż po Krym, odmiennym wyglądem swym.
Jak stara legenda głosi, długousi, długonosi
mieli we krwi wędrowanie i podobno byli w stanie
rozmnożyć się, jak obroża, na brzegach Czarnego Morza.
Czy legendzie wiarę dacie? Mogli też na Araracie
przeżyć potop po tsunami, a po nim, już plemionami
wyruszyć licznie w nieznane do Ziemi im Obiecanej.
Nadal nie jest ustalone, Morze Czarne, czy Czerwone
przed nimi się rozstąpiło? Wiele gawęd donosiło
o potomku faraona, lecz mogła być druga strona
pochodzenia przewodnika. Wielu pytań się unika,
bo miał być wybranym naród. Czy pochodził od Khazarów?

Przeminęły tysiąclecia. Lud po świecie się rozleciał,
lecz dostrzegł ważną przyczynę, by wrócić na Ukrainę.
O zielonej Ukrainie pomysł zrodził się w brzezinie
u znaczącego człowieka, który wiódł i nie doczekał,
ale twórczy plan ustalił. Gdy porządek się zawali,
niech wracają Khazarowie, gdzie zaczęła się opowieść.
Różnie o tym dzwony dzwonią i już Judeopolonią
chcą nazywać przyszłe, swoje, związki państw, unie, podboje.
Czy to jest potrzeba chwili? Czy myśl, że tu razem żyli
w symbiozie przez setki lat? Czy przez niebezpieczny świat,
który znów grozi zagładą - przejęli się Mędrca radą?
Nie wiemy. Sprawy sekretne strzegą stare i dyskretne
kręgi kabał i mularzy, lecz w pałacach już się gwarzy
o możliwym, przyszłym państwie i o judeochrześcijaństwie
oficjalnie się wspomina.

O trzech morzach się zaczyna przywracać habsburskie plany.
Wiele osób bardzo znanych, dopomaga Ukrainie,
a co przyszłość może przynieść?
Nikt przewidzieć dziś nie zdoła, gdzie przeniesie się jemioła?
Na jakim ptak siądzie drzewie? Co zrobi człowiek w potrzebie,
kiedy wielkich fal potopy zaleją pół Europy?
Ta opowieść niech posłuży, za przykład wielkich podróży.
Nie powinien mieć ją za nic, naród, który strzeże granic
swojej ziemi, swego domu. Winien ważyć, komu pomóc,
kiedy stają koczownicy także na jego ulicy.
Kiedy się nie kończą zmiany, mogą powstać nowe plany
tam, gdzie żyli Khazarowie.

Niedokończona opowieść...

The Road To Hell


















Gdy na drogi do piekła
czarna masa wyciekła,
nie widziano w tym zagrożenia.
Było to naturalne.
Przedtem były fatalne.
Wielu nawet odmiana urzekła.

Kiedy nadjechał walec,
nie dziwiono się wcale.
Przypuszczano, że asfalt ugniecie,
lecz się nic nie ustało,
a masy przybywało.
Cały problem trzymano w sekrecie.

Emocje nie opadły.
Ucieszyły się diabły.
Ciemnej masy na świecie jest więcej!
Media ją podgrzewają.
Idiotyzmy nadają.
W społecznościach jest coraz goręcej.

Ślą pytania zaświatom.
Jakie będzie to lato?
Czy pomogą przelanym brzegom?
Czarnowidztwa jest wiele.
Już nie mieszczą tunele
podpalanych zatorów obcego.

Czarnolud - nie nasz dramat!
Księżną Kate i Williama
ciepło w lipcu powitają Lipce.
Choć nasze liczne bruki
złe wydają pomruki,
zagłuszają je pierwsze skrzypce.

Lato - pora upalna.
Trwa batalia medialna.
Barbarzyńcy złamali szlabany.
Znikły tamy pozorów.
Wielki bluzg profesorów
już przekroczył  próg dobrej zmiany.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Internetowa premiera - MAXBED!



















Napisałem dramat "MAXBED" (3 AKTY o spisku, władzy i tajemnych siłach)
Udostępnię tekst do swobodnego pobrania, kopiowania i rozpowszechniania ( w 3-ech wersjach zapisu) na stronach FB : Marek Gajowniczek. Klub sympatyków i czytelnia. oraz grupy POROZMAWIAJMY PRZY WIERSZACH (bis). Wydruk liczy 47 stron. Zapraszam. Proszę pobierać, zachować i swobodnie dysponować.
Rozpoczynam jednocześnie poszukiwania wydawcy i sceny. Będę wdzięczny za okazywaną pomoc.

niedziela, 18 czerwca 2017

Nie śpią w Spale

















Jeżeli Kluby dokręcą śruby,
jeśli obrócą się Koła,
nie będzie nowej przewrotu próby
i się zatrzyma Kręcioła.

Jeśli Fundacje stracą dotacje,
Stowarzyszenie nie zdoła...
Będziemy mieli zwykłe wakacje,
bez mediobicia dokoła.

Lecz jeśli ruszą się totentalni
i krzykną swoje ... nach osten!
Wakacji będzie na pewno żal mi
i nic nie będzie tu proste.

Nie będzie Niemiec parł jak szaleniec
i marokańskie wiódł tu natarcie!
Nie będzie straszył: - Wstrzymam płacenie!
Bo my wstrzymamy mu żarcie!

Pamiętam Kluby i Krzywe Koła,
jak befsztyk z pierwszej krzyżowej.
Już mi wakacji zepsuć nie zdoła
brak telewizji kablowej.

Gdy na obiedzie Trump u nas będzie -
mainstreamu wstrzyma zapędy,
a o rzekomo dobrym sąsiedzie
zostaną tylko legendy.

Jeżeli Kluby dokręcą śruby,
jeśli obrócą się Koła,
nie będzie nowej przewrotu próby
i się zatrzyma Kręcioła.

Salto w salonie
















Powszechnie wiadomym jest -
lud prosty uwielbia gest,
a salonowa elita
znaczenia gestu nie chwyta.
Kiedy rozmawia z narodem
wysoko unosi brodę
i dominuje postawą
wyniosłą, ale łaskawą.
Petent na ogół się kiwa.
Gestów zazwyczaj przybywa,
gdy prośba bywa nagląca.
Salon przerywa, gdy wtrąca,
dłonią znak dając publice.
Widzimy wówczas różnice
pozycji i wychowania.
Debaty i targowania.
Kiedyś, dla domu spokoju
toczono spór w przedpokoju,
a dzisiaj wszelkie salony
pełne są słów pożyczonych,
najczęściej jednak od żyda
i dystans już się nie przyda.
Pretensja jest dziś zbyt liczna
i stała już się publiczna,
a dawny porządek domu,
jest niepotrzebny nikomu.
A gdzie jest dzieci chowanie?
Zostało im twittowanie -
kod, emotiony i skrót.
Okienko otwórz, gdy smród!

sobota, 17 czerwca 2017

O przestawianiu świata (poetycka debata)














Zagajewski na Onecie
pasji szewskich pianę gniecie,
że poeta zagajony
winien pisywać androny,
bez słowa o polityce!
Uderzony w potylicę
kiedyś chciał przedstawiać świat.
Gdy wszystkie rozumy zjadł,
pojął, że były niestrawne
i już dzisiaj, co zabawne,
światem nie chce się zajmować,
myśleć i deliberować,
kto właściwie jest poetą?
Nieczytany padł na beton
i absurdem wnętrza powiał
pragnąc już wyłącznie zdrowia.
Budował sobie piedestał,
ale nigdy na nim nie stał.
Skończyło się duszy wżerem
przedstawienie z Kornhauserem
na poziomie pasji gminnych.
Świat przedstawia dziś ktoś inny!

Spadnie łuska z oczu Tuska
















Poddawali się Amerykanom.
Zachód szybko zapominać im pozwalał.
Kto nie zdążył, ten objaśniał łup Rosjanom,
a za Łabą żyć pozwalał Plan Marshalla.

Teraz nie chcą Ameryki mieć u siebie.
Przedwojennej pragną znowu Europy.
Znów nam grożą i nie pomogą w potrzebie,
zjednoczeni już Pétaini, Ribbentropy.

U nas także Sikorscy współcześni,
obudzeni, powiązani z masonami
na pozycje układowe przeszli
i wolą się dogadywać z Rosjanami.

Kanclerzyca o FDJ zapomniała,
ale ma swych liberalnych socjalistów.
Do kompletu islamistów zapraszała,
a w nas widzi ksenofobów i faszystów.

Katyń, Auschwitz - przeszkadzają tym układom.
Nie pozwolą rozgrzebywać znów Smoleńska.
Projekt jednak nie zakończy się paradą.
Po Brexicie wielkim planom grozi klęska.

Wschodnia flanka adoptuje Ukrainę.
Ameryka bufor wojny pragnie wspierać.
Znów wchodzimy w niebezpieczną koleinę.
Zaproszeni wiedzą w Niemczech, jak wybierać.

Antypolskość im pomoże w tym wyborze.
Frau jest dobra, a niedobrzy są Polaken.
Totentalni jednak murem są przy dworze
i niejedną do wyborów zrobią drakę.

Słodkie życie zamieszało ład na szczycie.
Nowy Oswald strzela znów do kongresmena.
Powstał rozłam. Nie ma mowy o rozkwicie.
Ludzie różnią się w prognozach i ocenach.

Mimo presji i wojen telewizyjnych.
To nie nasze, lecz globalne są problemy.
Nie weźmiemy na swe barki brzemion innych
i przez morza propagandy przepłyniemy!

Spadnie łuska z oczu Tuska, Timmermansa i Junckera.
Niech się Unia w brei pluska! Niech brukselką się obżera.
Karawana jedzie dalej, ale nas musi omijać.
Czuwa w górze boży palec. Problem wielkich - małym sprzyja.

piątek, 16 czerwca 2017

Sorry, Mr. Soros!












Sorry, Mr. Soros!
Sa tacy, co biorą.
Popuszczają pasa.
Mają za co hasać.

Widać ich wielu w telewizji.
Tylko fundacje mają w głowach.
Dla kasy matkę by zagryźli.
Można się przy nich zagotować.
W każdym narodzie,
w każdym stadzie,
napisze ktoś palcem na wodzie,
byle sprzeciwić się zasadzie...
i tacy się zdarzają co dzień.


Sorry, Mr. Sosros!
Jest ich całkiem sporo.
Nietykalna klasa
w Unii na wywczasach.

Widać ich wielu w polityce.
Ci, nie chowają się po kątach,
ale wmawiają swej publice,
jak wkrótce będzie świat wyglądał.
Pan ich potrafił dawno kupić.
Podobno tylko dla zakładu,
bo w bałaganie łatwiej łupić.
Wygrywać tam, gdzie nie ma ładu.

Sorry, Mr. Soros!
Do nich się dobiorą.
Panu jednak chce się
zarabiać na bessie.

To głupi numer z Beny Hillem,
klepanie głupka po łysinie
i czy ma związek z pańskim dealem,
zarząd z kretynem na kretynie?
Potrafił pan ludzi omotać,
lecz dobra rada też się przyda:
Nie spisze się dobrze idiota
służąc dla Niemca i dla Żyda.!

Sorry, Mr. Soros!
Tyle dzieje się...
Jest dla pana zmorą
polski sprzeciw... Nie?

Arbeitsamty... Jugendampty...



















Niemcy chcą znowu transporty ludzi
kierować do nas - do Polski,
a już sam zamiar nasz sprzeciw budzi.
Historia podsuwa wnioski.

U nas to pewnie będą "ośrodki",
choć u nich są to obozy,
a koncentracja to tylko plotki.
Czujemy jednak dreszcz grozy.

Powiedzą potem, że są to polskie,
a nie niemieckie metody!
Znamy z historii "niemiecką troskę".
Nie będzie... i nie ma zgody!

czwartek, 15 czerwca 2017

Boże Ciało














Ciało było wydane. Krew została przelana.
Podążamy za Panem podtrzymując kapłana.
Choć blokują nam drogi Sorosy, Rotschildowie,
ufamy Jezusowi. Słuchamy, co nam powie.

O co prosił - spełniamy. Słowo ludzi jednoczy.
Groźba wisi nad nami. Chcą nam proces wytoczyć.
Mówią, że... oszołomy. Tworzą obcych enklawy.
Kpią, że chleb podnoszony, godny jest lepszej sprawy.

Miłosierdzia dla innych. Odejścia od Narodu
i wskazują nas - winnych migracyjnych pochodów,
a my zbieramy ciała i o krwi pamiętamy
i przez medialny hałas za Jezusem ruszamy.

A Pan nam ukazuje - mamy rację w tym trwaniu.
Ścieżki nam wyprostuje, choć w niejednym kazaniu
pobrzękują srebrniki luksemburskich Judaszy.
Meandry polityki nie odmienią serc naszych.

wtorek, 13 czerwca 2017

Będziesz pieśnią




















Będziesz śpiewem. Będziesz graniem.
Będziesz kiedyś pieśnią wielką,
jeśli wzruszać nie przestaniesz
i odrzucisz modę wszelką.

Będziesz prawdą, doświadczeniem.
Możesz być światynią Ducha,
jeżeli z czystym sumieniem,
będziesz tęsknot ludzkich słuchać.

Będziesz dobrym pamiętaniem,
a nie zapomnianym krzykiem,
jeżeli dobre przesłanie
ubierzesz w czułą lirykę.

Będziesz hasłem na sztandarze.
Marsem wznoszącym powiekę,
gdy zachowasz bukiet marzeń
wędrujacych za człowiekiem.

Możesz stać się dobrym słowem
i klejnotem narodowym,
jeżeli  każdej odnowie
oddasz kanon polskiej mowy.

I zapewnisz wierszom trwanie,
nauczanie, przypomnienie.
Będziesz pieśnią. Będziesz graniem,
a ja będę twoim cieniem.

Wiersz z egzorcyzmem























Wykonał rozkaz - poszedł do piekła.
Za uwolnionym wyszły demony.
Czy się nieszczęsna historia zbiegła?
Czy plan był taki? Został stracony.

Jego kraj ruszył tą samą drogą.
Wykonał rozkaz i miał nadzieję,
choć wolność była mu zawsze drogą,
kolejny dramat wpisał w swe dzieje.

Uruchomiono już procedury
i za odwagę sądzić go będą,
choć walczył dla nich, jak mało który,
znowu jest dla nich karłem, przybłędą.

Znano na świecie Widzenie Jana
o zlych prorokach i Antychryście.
Czy czas nieszczęsny skupił się na nas?
Czy plan był taki? Do piekła szliście.

Z mocy uwolnić się jeszcze można,
lecz pozostaje groźba stracenia.
Kraj będzie sądzić mafia bezbożna,
bez żadnych zasad i bez sumienia.

Do Archanioła modły wznosimy,
bo w egzorcyzmie przed złym obrona.
Przy Matce Świętej wytrwać musimy!
Ona nadepnie głowę demona.

Zbiegły się w jedno Niebo i Ziemia
i Wschodem płoną nam horyzonty.
Na naszych oczach wszystko się zmienia.
Szatę wartości rwą nowe prądy.

Tylko Niebieskiej Matki sukienka
objawia nam się w słonecznym blasku.
Nowy Porządek? Granica cienka.
Czy Naród znajdzie wyjście z potrzasku?

Sancte Michael Archangele!
Obroń nas w walce. Wspieraj hufce!
Zapach szatana czuć w Kościele?
Juncker jest jednak zwykłym głupcem!

Myśl komisarzy widać w twarzy.
Niech się nie uda piekłu próba!
Naród wciąż będzie stał na straży.
Ty do otchłani strąć Belzebuba!

Odwieczna wrogość mnie nie dziwi




















Jak zwykle są przeciwni Polsce.
Odwieczna wrogość mnie nie dziwi.
Gdy mówią o Niej, jak o wiosce -
kolejny raz mogą się zdziwić.

Poczuli się na tyle mocni,
wpływowi, pewni i bogaci,
że odmawiają nam promocji
i grożą, że nie będą płacić.

Unijny król już się zeszmacił.
Czy my też mamy karki zginać?
Polska im może nie zapłacić,
a nawet więcej - grabież wstrzymać!

Opodatkować, przepis zmienić.
Podnieść opłaty za transfery.
Inaczej rynek swój wycenić
z retorsją dla eurosfery.

Kto prowokuje tu debatę,
jaka mnie wcale nie obchodzi,
podnosi tylko z ziemi szmatę.
Próbuje modzić i obchodzić.

U żydów to jest sposób znany.
Nie ma w nim mowy o honorze,
a Naród jest wyprowadzany.
Czy ma przechodzić przez trójmorze?

Wrogowi trzeba opór stawiać.
Przed falą obcych strzec granice.
Gdy już się starcie zapowiada
należy opuścić przyłbicę!

Nikt nie przestrzega już traktatów,
więc skąd pomysły: - My musimy?!
Trzymamy w ręku znaczny atut:
Walczymy... albo wychodzimy!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Niech żyje wolność... i możliwości!
















Tam, gdzie jest wolność
i brak możliwości,
zanika zdolność kochania wolności.
Obywatele - ci którzy wiedzą,
gdzie stało ZOMO, tam teraz siedzą.
A tam, gdzie Syzyf zbierał dewizy,
nastąpi kryzys - zniknęły wizy.

Gdzie jest możliwość - są zależności.
Garstkę to cieszy - a resztę złości.
Zamiast ukarać - lepiej pokazać!
Nie można przecież wszystkich powsadzać.
Miało być z tarczą, a jest na tarczy.
Nie trzeba pały! Mandat wystarczy.

Niech żyje wolność lekcji umarłych.
Idą tu wolno i nie dotarły.
Gdzie jest zależność - można wybierać!
Zbieżność lub sprzeczość - jedna cholera!
Niech żyje wolność i możliwości!
Wolny - powolny popęd ludzkości.

Najpierw terminy. Potem pytania.
Jakbyśmy nigdy nie mieli zdania.
Potem zasady trzeba ustalić.
Co nas podniesie, a co obali?
Następnie progi rzucić pod nogi.
Na końcu życzyć: Szczęśliwej drogi!

Nie można przecież z wszystkiego szydzić.
Wciąż szukać winnych.
Mędrców się wstydzić.
Trzeba iść na przód - lepiej, czy gorzej.
Oni już kiedyś przeszli przez morze.
I przez trzy morza nas przeprowadzą,
jeżeli nadal będą tu władzą!

Ulica woła ... by do Kościoła,
albo do banku, gdy dobra szkoła.
Bardzo czytelny to komunikat:
My tu nie chcemy mieć spowiednika.
Niech nie przymierza się do Przymierza
ten, kto nie doszedł, tam dokąd zmierzał
i nie osiągnął żadnych wyników.
Na końcu skupia się na pomniku.

Zestawmy wolność i możliwości.
Młynów powolność i nowych gości.
Rozpad, podziały, burzenie ładu.
Ograniczenia sum i nakładów.
Globalizację, wojny, hybrydę.
Iść z Ukraińcem, Niemcem i Żydem,
gdy chcą dogadać się z Rosjanami?
Na trampolinie staniemy sami.

Świat się już dzisiaj wydaje mały,
a siły siedzą, gdzie wczoraj stały
i już je znoszą powoli z jezdni.
To, co zasieją - skoszą przyjezdni
i będą bronić granicznej strefy
ich Patrioty i nasze Efy.
Nie bądźmy Matki Naszej wyrodkiem!
Jesteśmy w środku, a nie półśrodkiem!
Wolno zmieniamy, lecz radę damy,
bo nade wszystko wolność kochamy!

niedziela, 11 czerwca 2017

Wiersz do kotleta















Nowoczesny poeta
pisze wiersz do kotleta,
bo liryka się partiom nie przyda.
Gdzie są prawa człowieka?
Już nie zadrży powieka.
Nierynkowych nikt dzisiaj nie wyda!

Moda jest na współczesność.
Najlepsza - niedorzeczność.
W związkach siedzi komuna, jak gnida.
Przesiąknięte rozumy
snują się w dymach dumy,
a porywy wciąż tłumi hybryda.

Trzyma ją na etacie
kwaśny dawnych słów zacier.
Miała z niego być pejsachówka.
Po co się do nas pchacie?
Swej kabały nie macie?
Zawsze stara być musi Starówka.

Muzealnik się przyda.
Żyd pójść musi do żyda.
Czego ma się spodziewać po goju?
Mają w każdej diecezji
dosyć własnej poezji,
a minister zapragnął spokoju.

Biznes i polityka
strzegą swego języka
z literatki na stoliku Sowy.
W Wydawniczym zaduchu
kwitną zwroty z podsłuchu.
Nie ma mowy, by wszedł tam ktoś nowy!

Siły, co przyłość knuły
sprzedawały tytuły
złote, srebrne, a nawet miedziane.
Teraz wiersz parkingowy
trzeba brać w cudzysłowy,
lub używać utwory zastane.

Wypromować dziś twórcę
trudno jest na gazrurce,
kiedy chce się odetkać niepamięć.
Skurczybykiem ze Skórca
musi być nowy twórca,
jeśli opór materii przełamie.

Piszcie sobie, a muzom.
W grobie dawno legł puzon.
Żadna trąbka dziś lepiej nie zagra.
Gdzie wam marzyć o rogu?
Pępowiny z połogu
strzegą nadal aborcja i Wiagra.

Czarna noc. Sen się ziścił.
Jest Język Nienawiści.
Rozbudzono emocji demony.
Domorośli artyści
to zwykli populiści.
Postmodernizm utracił ikony.

Nowoczesny poeta
pisze wiersz do kotleta,
bo liryka się partiom nie przyda.
Gdzie są prawa człowieka?
Już nie zadrży powieka.
Nierynkowych nikt dzisiaj nie wyda!

"Tak krawiec kraje, jak materii staje"





















Nie ma rady i sposobu. Nie ma siły. Nie ma prawa.
Wiele zabrano do grobu. Obce wpływy - trudna sprawa.
Nawet przy wsparciu narodu niewiele osiągnąć można.
Iść pod prąd, byle do przodu? Rada przesadnie ostrożna.

Nie ma ludzi i charyzmy. Jest tyko matematyka.
Kpina, drwina i śmiech Dyzmy. Radykalnych cięć unikać!
Konstytucja! Ordynacje!... Krajowi potrzebne nowe,
lecz zbliżają się wakacje. Odpoczynek - jednym słowem.

Po nim - powrót do przeszłości. Partyjny kierat w salonie.
Czas nam wiele spraw uprości. Ruszą konie po betonie.
Unia dalej się posypie. Niemcy skupią na wyborze.
Na bankiecie, lub na stypie podsłuchów nie będzie może.

W kuźnicy, lub na ulicy wypromują Kołłątaja.
Usłyszymy krzyk z ciemnicy: Ale jaja..! Ale jaja...!
Jednak by się nam sprawdziły, bezpieczne przewidywania,
potrzebne są świeże siły. Nie wystarczy chęć przetrwania.

Dzisiaj w słupki wierzą głupki, a w sondaże - luminarze.
Długo nie trwają przeróbki. Rośnie dynamika zdarzeń.
Obyś żył w ciekawych czasach. Dobra wróżba, czy przekleństwo?
Gdzieś na skraju chata nasza. Lepszy spokój? Czy szaleństwo?

Niektórych obywateli może miejski sąd ostudzi,
a ci, którzy zmieniać mieli niech zwracają się do ludzi.
Wiemy nadto, co już było. Chcemy wiedzieć, co się dzieje?
Iskrzy nadal, co iskrzyło. Kiedy zwrócą łup złodzieje?

Nie chcą zwrócić? Kradną dalej, choć podobno teraz mniej.
Już wam niepotrzebny walec w przebudowie drogi złej?
Nie wystarczy już orędzie, że pewnie... za kilka lat...
W oczy śmieje się nam wszędzie starej sowy święty brat.

sobota, 10 czerwca 2017

Pogadamy...














Pogadamy?
Nie ma o czym.
Znamy to z teorii gier.
Gra, która się długo toczy,
ma wyniki bliskie zer.

Następuje przesilenie
i trudno utrzymać ster.
Przyjdzie pora na płacenie.
Chcą żeby zapłacił kler?

Nie pogodzą się z przegraną
i prędzej ogłoszą remis.
Rozejdą się. Każdy z raną ,
jak zwykle - niepogodzeni.

Zna zwycięstwa pyrrusowe
mitologia polityki.
Argumenty stare - nowe,
a lud czeka na wyniki.

Nie ma siły by wymusić,
albo wysłać komornika.
Piłeczkę można przerzucić.
Dalej grać - zwarcia unikać.

Trybuny już pustoszeją.
Wolne miejsca na stadionie.
Nie chcą, albo nie umieją?
Powtarzają  - To nie koniec!

Nie koniec, ale początek...
Nie walki, ale wakacji.
Nie pomoże nowy wątek.
Demokracja nie ma racji.

Nie ma rady na tępaka.
Tolerancja nic nie zmienia.
Lekarstwem stanowczy zakaz
prezentacji stumanienia!

piątek, 9 czerwca 2017

Wysiadka na przystanku Służew













Porwany za młodu
uciekał do przodu,
aż zajął się polityką.
Miał taką naturę,
że wciąż piął się w górę,
bo niżej na ogół był wtyką.

Choć nikt się nie boi,
to lepiej mieć swoich,
niż kogoś, na przykład z centrali.
Bez wielkiego szwanku,
można go... do banku,
bo przecież nie można wywalić.

W ten sposób powoli,
wychodzi się z roli
mniej ważnej, na przykład lokaja
i można grać własną -
do końca niejasną
i zarząd ze zmianą oswajać.

Szlachetna jest wierność,
ale samodzielność
ma także niemałe zalety.
Dziś ktoś na przystanku
wysiadł koło banku.
W zarządzie nie mieli kobiety.

A mieli miliony
i nie obsadzony
etacik na samej górze.
Ucieczka do przodu
ma wiele powodów.
Wysiadła na przystanku Służew.

Nie każdy ma zdolność,
by na stacji "Wolność",
bo takiej nie ma jeszcze w metrze,
lecz jeśli chcesz zmieniać,
wyjdź lepiej z podziemia.
Pomyślą - na świeże powietrze.

Lato na rolkach














Zadowolenie jest dzisiaj w cenie.
Świecą nam jaśniej słońca promienie.
Na polityków patrzą rodacy,
a gdzieś podniosła się partia pracy.

Sondaże znowu oszukiwały.
Nadal jest z płacą problem niemały,
a jeszcze większy z poziomem życia.
Wstyd pozostaje wciąż do ukrycia.

Uczą nas partie i wizjonerzy,
że znacznie dalej patrzyć należy,
a nie bez przerwy, pod własne nogi.
Rząd nam dopiero przeciera drogi.

Popatrzmy w dawne lata dwudzieste.
Po to słyszymy mediów orkiestrę,
by nagłaśniała powrót do COP.
Mogła sanacja? Dziś może chłop!

Że musi zbytu szukać aż w Chinach?
To nie odkrcie. Żadna nowina.
Gdy Europie powagi brak,
trafić ją może jedwabny szlag.

Ludzie finansów i interesu
mają Festiwal Pasma Sukcesów,
ale już z Gdańska, miejsowy kacyk,
chce Goldwasserkę oderwać z pracy.

Czy tu się kogoś ukarać zdoła,
jeśli ministra pragną odwołać?
Pałac zapyta za parę lat -
Czy nam się taki podoba świat?

Sam dzisiaj nie wiem, co wtedy powiem?
Różne mi myśli chodzą po głowie.
Gdzieś podświadomie, pod skórą czuję,
że ktoś nas chyba w wałek roluje.

Był marsz żałobny - jest znowu polka.
Czeka nas chyba lato na rolkach,
lecz do narzekań nie ma powodu.
Hacker już złamał hasełka kodu.

Już jagielloński bujają dzwon.
Wzmacniają związki. Brakuje Bon.
Rozwój być musi zrównoważony,
a każda bieda miewa dwie strony.

czwartek, 8 czerwca 2017

LNG
















Pojedynczo, lub inaczej,
Sami albo z dziewczętami,
Mierzą się łysi brodacze
Z problemami.
Inwestycji płynie rzeka.
Wielka przyszłość młodych czeka.
LNG
Nie jest źle!
Żyć się chce.

Zachęcali politycy -
To pokoleniowa próba!
Forsa czeka na ulicy.
Gary w klubach zmywa Buba,
Ale u nas lepiej będzie.
Rząd wygłosił już orędzie.
LNG
Nie jest źle.
Żyć się chce.

Nie wybierzesz się na słońce
I na  wywczasy na Riwierze,
Za te swoje dwa tysiące.
Za daleko na rowerze.
Choć pomogła Ameryka.
Na Twitterze komunikat:
LNG
Nie jest źle.
Żyć się chce.

Jeszcze trudniej mają starzy,
Wymłodniali emeryci.
Ci nawet nie mogą marzyć
By nadziei cień pochwycić,
Więc milczą, jak stado owiec,
Że dobił jakiś gazowiec.
LNG
Nie jest źle!
LNG!

środa, 7 czerwca 2017

MAXBED AKT III



















AKT III


SCENA I

Trzy CZAROWNICE we mgle pod Pomnikiem Poległych i Pomordowanych na Wschodzie



1 CZAROWNICA

Ja strzelałam.

2 CZAROWNICA

A ja Katyń pokazałam.

3 CZAROWNICA

Ja nie mogłam zrażać sojusznika.

1 CZAROWNICA

Ja kłamałam.

2 CZAROWNICA

Ja Mackiewicza wysłałam.

3 CZAROWNICA

Ja prosiłam, by Katynia nie dotykać.

1 CZAROWNICA

Ja zabiłam generała i uprowadziłam córkę.

2 CZAROWNICA

Ja się bronić jeszcze chciałam.

3 CZAROWNICA

Ja Biblii powtórkę
Przez pustynię prowadziłam,
Przez Morze Czerwone.
Znacznie więcej utraciłam.
Coś jest ocalone.

1 CZAROWNICA

Ja ich dalej mordowałam twoimi rękoma.

2  CZAROWNICA

Ja przeszłam przez Norymbergę. Byłam powieszona.

3 CZAROWNICA

Ja odzyskiwałam Auschwitz. Szukałam Eichmana.

WSZYSTKIE

Żadna nic nie nabroiła?! Każda zaplątana.

1 CZAROWNICA

Ja rozmawiałam na molo.

2 CZAROWNICA

Ja się przejmowałam rolą
I wszystkich łączyłam,
Wiedziałam - Nam nie pozwolą.
Przeciwna nie byłam.

3 CZAROWNICA

Ja przyznania tylko chciałam
I zwrotu kamienic.

WSZYSTKIE

Przeminęło. Rzecz się stała.
Świat się musiał zmienić.


3 CZAROWNICA

Ja już obiecałam za to, władzę Maxbedowi.

1 CZAROWNICA

A on co powiedział na to? I co teraz robi?

2 CZAROWNICA

Ja musiałam Fuxa chronić. Jest prawie cesarzem.

3 CZAROWNICA

Maxbet spytnie rząd wyłonił. Idzie z nami w parze.

1 CZAROWNICA

Chodzi jemu już o pamięć oraz o pomniki.

2 CZAROWNICA

Nacier powoduje zamieć. Ma jakieś wyniki!

3 CZAROWNICA

Jest formalnie nam podległy. Sam niewiele zrobi.

WSZYSTKIE

Ruszył w ludziach Las Smoleński. Komunistów dobił.
Spróbujmy znów razem siostry, wzniecić większą falę.
Skoro Majdan z wojny ostygł. Niech nastąpi zalew.


Rozbiegają się



SCENA II

MAXBED i NACIER - na parkingu przed sejmem

MAXBED

A cóż znaczy tron, kolego, w takiej Europie?
Siła złego na jednego. Blaski mogą dopiec.
A cóż znaczy u nas władza - taka z trójpodziałem,
kiedy obcy nos swój wsadza, nieraz ramię całe.
Królobójców zna historia i współczesne czasy.
Jednych otaczała gloria inni szli pod nasyp.
Nie dla siebie chcę tej władzy i nie mam dziedzica.
Ktogoś, kto wydał rozkazy skrywa tajemnica.
Mogła to być większa zmowa. Los podsunął sposób.
Ciążą na sumieniu słowa, że aż tyle osób...
Drwiną drażni duszę ego. Znali myśli moje!
Każdy z nas nosi, kolego, ciężkie brzemię swoje.

NACIER

Zawsze są tacy, co rządzą. Inni są rządzeni.
Zawsze silni słabszych sądzą. Nikt tego nie zmieni.
Siły się polaryzują. Jest porządek nowy.
Na szczytach władzy wojują, a tron zaściankowy
Dla nich wielkiej wagi nie ma. Kto na nim zasiada?
To jest drugorzędny temat. Ważny - dla sąsiada!
Góra z górą dziś się ściera, piętrzą oceany.
Płyta na płytę napiera, padają gór ściany.
Wielki z wielkim się potyka, a król walczy z królem.
Z polityką - polityka. Człowiek ze swym bólem.

MAXBED

Dla tych, co zgarnęli wszystko, jedyną jest troską,
Jak zacisnąć pęt kolisko. Glob uczynić wioską.
Pokazali światu sposób. Mówią o swych planach.
Najlepszy jest wróg z kosmosu! - To słowa Regana.
I mamy takiego wroga. Spadł nam z nieposkłonu.
Fanatyzmen pognał pogan do wież Babilonu.
Tam, gdzie jeden mur upada - drugi się podnosi.
Jeden puzzle poukładał - drugi veto zgłosił.
Stare weksle powyciągał. Nie ma przedawnienia!

NACIER - do siebie

Tego, który grób rozkopał, pochłonęła ziemia.

MAXBED

Tajemne i cichociemne wpływ wciąż mają dziwy.
Jak zachować to, co cenne? Gdzie znaleźć prawdziwych
Humanistów, partiotów, światłych wizjonerów?
Jeden dla dotacji gotów, inny dla orderów -
dusze sprzedać, jarzmo włożyć, ludziom kłamać w oczy.
Czy świat urwał się z choinki i w otchłań się toczy?

NACIER

Wygraliśmy te wybory. Kupiliśmy wsparcie.
Widać wściekłość całej sfory. Miała wielkie żarcie.
Niech się jednak nikt nie łudzi, że weźmie bogatym.
Nie ma sił i takich ludzi! Ponieśliśmy straty!
Pewnie jakieś są atuty. Coś zgarniemy na nie.
Utrzymamy się dopóty potrwa to rozdanie.
Liczy się kontynuacja i nasze ulice.
Opiera się demokracja na matematyce,
Ale liczyć trzeba umieć, gdy są niewiadome.

MAXBED - do siebie

Są też funkcje oraz zera,  ciągi nieskończone.

NACIER

Coś się wyda, lub nie wyda. Czas przyspieszyć może.
Pokazała się hybryda...

MAXBED

I szaleńców noże!

NACIER

Będzie może wzrost zagrożeń i wiecej hałasu...

MAXBED

Może też być znacznie gorzej! Mało już mam czasu...


Przez scenę przemykają dwie postacie w czarnych burkach. MAXBED i NACIER - odchodzą.



SCENA III

PREMIER FUX wychodzi z prokuratury. Przy schodach spotyka
LADY IF.  Idąc rozmawiają. Zaczynamy słyszeć ich rozmowę.


PREMIER FUX

My mamy wszystko, a oni - nic.
Kto nam w czymkolwiek przeszkodzić zdoła?
Mogą jedynie owieczki strzyc,
Gdy utrzymają wsparcie wsparcie Kościoła.
Zawsze, gdy zechcę, Unią postraszę.
Nasz jest trybunał. Nasze dotacje.
W kraju właściwie wszystko jest nasze.
Kultura, prasa, dwie wielkie stacje.

LADY IF

Nasze? Czy wspólne? Wspólników FOZZ-u
i Appelbaumów i socjalistów?
Kto to pociągnie? Nie chcą zejść z wozu.
To "nasze" lepiej weźmy w cudzysłów.
To jest kapitał. To są pieniądze,
A pieniądz nie ma narodowości,
Lecz pozostawia ręce w nim tkwiące.

PREMIER FUX

Dobrze! Powiedzmy: Własność ludzkości!

(śmieje się)

Państwowe żadnym groszem nie śmierdzi.
Dochód z budżetu, albo z reklamy.
Utrzyma TV z dala od śmierci,
Bo my o śmierci mówić nie damy!
Chcą iść na wojnę z tą propagandą?
Wojnę medialną i hybrydową?
Nim coś osiągną, z biedy upadną!
Bądź więc spokojna. Masz moje słowo!

LADY IF

Słowo to słowo!  Nie jest różowo.
Wszystko się sypie od samej góry,
I Amerykę już mamy nową.
Dawne traktaty to już są bzdury.
Żadne prognozy się nie sprawdziły.
A co mówiły nasze sondaże?
Chyba nam jednak ubywa siły.
Ile zostanie to się okaże!
Twoja kadencja też szybko zleci.
Jeszcze się łudzisz, że wygrać możesz?
Twoja patronka, już za i przeciw...
Kupuje głosy na własnym dworze.
Na co jej teraz starcie z Maxbedem?
Musi się martwić o Deutche Bank,
A to już nie jest kłopot ze spreadem.
Zmartwienie ile kosztuje frank.
Bank jest za wielki, żeby mógł upaść?
Przecież już kiedyś padły Golemy!
Jeśli zostanie kamieni kupa,
To gdzie dla siebie miejsce znajdziemy?

PREMIER FUX

Nie strasz już! Nie strasz! Mocno poladłaś.
Że też ci bzdury wchodza do głowy...
Klamki się trzymaj, gdy nie zapadła.
Są na to wszystko inne sposoby!

LADY IF

Inne powiadasz? Teraz ty nie strasz
O pewnych rzeczach - nie przypominaj!
Gdy... co do czego - pierwszy się spietrasz!
I kombinować znów nie zaczynaj.
Może zamierzasz umrzeć w klinice,
Lub przy narkozie i rwaniu zęba?
Dziś tomografy mają kostnice.
Łatwo rozpoznać, czyja to gęba!
Ja już nie powiem, że doglądałam.
Że każdy skrawek został zbadany.
Na mnie już nie licz! Raz dupy dałam.
Już mi wystarczy.  Pa..! Mój kochany!


Rozchodzą się w przeciwne strony.


AKT III, Scena IV (ostatnia)

Noc. Przyciemniony pokój. MAXBED w fotelu tyłem do widowni.
Kot na scenie.
Zjawiają się trzy CZAROWNICE


CZAROWNICE - razem

Myślisz Maxbedzie - Będzie jak będzie...
I nie chcesz bić się z myślami.
One cię jednak dopadną wszędzie.
Ciężarem podziel się z nami.
Potem posłuchaj, szeptów do ucha,
Jakie ci chodzą po głowie,
Choć wytrzymałość ludzka jest krucha,
Sam sobie w myślach odpowiedz.

1 CZAROWNICA

Czy byli tacy, którzy nie chcieli
Podjąć żadnego ryzyka?
Którzy po prostu wyjścia nie mieli?
Czy znali służb komunikat?

2 CZAROWNICA

Nikt się nie cofnał. Przypuszczać mogę,
Że nie wiedzieli dokładnie.
Ktoś cię obarczy winą okropną,
Jeżeli pytanie padnie.

3 CZAROWNICA

Zawsze w decyzji ostatniej chwili,
Sprawdza się - Czyś dobrym wodzem?
Oni się jednak nie przestraszyli
I naznaczyli cię srodze.
Bałeś się Casy, a przecież Tutka,
Wróciła od nich z naprawy.
Ktoś bardzo sprytnie to wszystko utkał.
Przewidział twoje obawy.

1 CZAROWNICA

A jak wygląda to pozostanie.?
Powiesz... na wszelki wypadek.
Jakie tu mogłeś spełnić zadanie
I czemukolwiek dać radę?

2 CZAROWNICA

To nie jest tylko uraz ambicji,
Błąd w sztuce, czy zawahanie.
To jest już teraz młot opozycji.
Znienawidzeniem się stanie.

3 CZAROWNICA

Przed żadnym słowem już się nie cofną.
Przerzucą na ciebie winę.
Będziesz miał z nimi dolę okropną,
Aż po ostatnią godzinę.

1 CZAROWNICA

Mówisz, że przyjmiesz ciężar na siebie,
Bo winien to jesteś bratu?
Los cię już palcem zła na pogrzebie
Wyraźnie pokazał światu.
Lecz władać próbuj. Będąc na szczycie
To wszystko możesz odmienić!
Przekonać ludzi: - Zło zwyciężycie!
I ludzie będą cię cenić!

2 CZAROWNICA

Jeżeli jednak prawdy zaniechasz,
Przebaczysz bez osądzenia,
Żadnego wsparcia serc nie doczekasz.
Uznania i wybaczenia.

3 CZAROWNICA

Czy obiecałeś już na poczatku -
Rozliczeń żadnych nie bedzie?
Ale o jednym chyba wyjątku,
Rozmyślasz? Czy się zdobędziesz?

1 CZAROWNICA

On teraz władcą. On teraz panem
Miary Karola Wielkiego,
A światu nadal są niepoznane
Udziały i winy jego.
Bronią go wielcy. Bronią go silni.
Wpływowi. Groźni. Bogaci.
Właściwie jesteś całkiem bezsilny.
Czym mu się możesz odpłacić?

3 CZAROWNICA

Powrócić pragnie. Zbiera gromady,
By odebrały ci władzę.
Jeśli pomyślisz - Nie dam mu rady...
Przegrasz, a przegrać nie radzę!

MAXBED - zrywa się z fotela, odwraca się

Odejdź! Przepadnij, maro nieczysta,
co ludzkim chcesz władać losem.
Byłaś tu zawsze. Na wszystkich listach
Podpowiadałaś złym głosem.
Donosicielko! Zjawo filmowa.
Sprawiłaś to rozdwojenie.
Już mnie za rękę dalej nie prowadź.
Strzaskałaś Księżyc o Ziemię!
Co mi zostało? Tylko posługa.
Sarkofag prawd na Wawelu.
Tam leży moja połowa druga.
Miało je w życiu niewielu.
To nie monolog jest dla Hamleta!
Nieważne  - Być albo nie być!
Nie można duszy rzucić na przetarg!
Kiedy to skończy się? Kiedy....yy???

CZAROWNICE - razem

To już jest koniec sztuki Maxbedzie.
Zaraz opadnie kurtyna.
Życie pokaże, co się powiedzie,
A co się nagle zatrzyma.
Tajemne wpływy nadal zostaną
W Warszawie, w kraju na Wisłą,
Bo nieustannie służą swym panom.
Widzą i przeszłość i przyszłość.
Władza powstrzymać tego nie może.
Wyłącznie egzorcyzm znany...

MAXBED

Księdza wołajcie! Dopomóż Boże!

wchodzi Ksiądz

KSIĄDZ

Powstańcie... i zaczynamy:

modli się:

Sancte Michael Archangele,

defende nos in proelio;

contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium.

Imperet illi Deus, supplices deprecamur:

tuque, Princeps militiae Caelestis,

satanam aliosque spiritus malignos,

qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo,

divina virtute in infernum detrude.

Amen.


                                         K o n i e c


wtorek, 6 czerwca 2017

Na Krzeptówkach

















Notre Dame -  trzecie znam
przesłanie z Fatimy.
Obraz z ram wyszedł sam.
Następstwa - Widzimy!

Na Krzeptówkach - powierzamy,
błagamy, prosimy.
Tyś Królową! Radę damy!
Siły - wymodlimy!

Widzieliśmy już ofiary,
krew w sutanny bieli.
Zmienił się kontynent stary.
W Rosji Cię nie chcieli.

Ale u nas Tyś Królową,
w Polsce, na Krzeptówkach.
Polak myśli narodowo!
Mowa nasza krótka.

Przybyli wierność przyrzekać
cepry i górale,
choć nie wiemy, co nas czeka...
i co będzie dalej?

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Z różą zdun
















Kiedy dzieci siedzą w sieci,
cichutko, jak mysz pod miedzą,
wobec obcych rośnie sprzeciw.
W Brukseli ten sprzeciw śledzą.

Czego Jaś się dziś nauczy,
to w przyszłości wykorzysta.
Będzie się po świecie włóczył,
jak emigrant lub faszysta.

Może gorzej - Narodowiec!
Taki może wyrwać różę.
Nie milcz Różo! Głośno powiedz:
Nie chcesz tego znosić dłużej!

Łysy łeb niech cię nie straszy!
Nie chcą już żałować róż?
W Europie biją naszych!
Obcy już wyciągnął nóż.

Narodowiec go powstrzyma.
Między oczy strzeli z głowy.
Lepiej Różo się powstrzymaj
i na seans idź grupowy.

W starych piecach już nie palą.
Skończył się na róże run.
Chłodno patrzy lud na salon.
Więdnie róża, a gdzie zdun?

Lekcja anatomii















Propaganda i promocje
wydobyły złe emocje
zdjęć Anatomii Sądowej
sądząc, że z horrorem zdrowiej
przejdziemy przez stresy strachu.
Skrzypek z pałacowych dachów
puścił listy,  jak latawce
i promuje się na zbawcę,
a przy Mistrzu Małgorzata
też wysoko pragnie latać.

A w Kulturze chórek zombich
laur przyznał i otrąbił.
Do mnie dzieci męskiej wdowy
z testamentów kiszczakowych!
Zwiędłe paszportowe nimfy
ciągną Księgi na Olimpy.
Młoda, modna, broda długa
Zbawiciela kukłę Struga.
Stara - gładko wygolona,
to już pomnik - List Ikona.

Krypta uwięziła Ducha.
Ludu słuchaj! Nikt nie słucha.
Lecą tureckie seriale.
Pilot spadł. Przytrzasnął palec.
Baśnice - Dziołchy Opolskie
do zapłaty wezwą Polskę.
O wielkich, bajońskich sumach
zamyślony Stańczyk duma.
Prezydent u Mecenasa
rozmyśla o dawnych czasach.

A polska literatura,
jak Zielona Gęś bez pióra
na kuprze szuka stosiny.
Kulturalne Centrum Gminy
roczną wydało broszurę.
Zniknął nakład na kulturę
w przepisach kuchni Okrasy.
Kornik wżarł się w bory, lasy.
W miejskich parkach plaga kleszczy.
Bojkot wszędzie... Kto ma wieszczyć?

Na diagnozy szkoda słowa.
To jest wojna hybrydowa!
Wojna swoje prawa ma.
Na swoich okopach trwa.
Nie wiadomo z jakich stron
starych komun bije dzwon.
Na zachodzie znów bez zmian,
a Róg Złoty zgubił pan,
gdy słomę wyciągał z buta.
Wiwisekcja - polska smuta.

niedziela, 4 czerwca 2017

Człowieku! Patrz!
















Człowieku! Patrz!
Groźby dokoła!
Uważnie patrz!
Świat cię zawoła!
Zapyta - Po coś
zapuścił brodę?
Chodzi ci o coś?
Może o modę?

Nie chcesz się różnić?
To już się boisz!
Nie znosisz próżni?
Ktoś za tym stoi!
Pragniesz w ten sposób
zakrywać szyje?
Nie wydasz glosu!
Wielu nie żyje.

Człowieku! Patrz!
Płaczą dokoła.
Dni swoje znacz.
Świat cię zawoła!
Zapyta wtedy -
Jesteś gotowy?
Na co są dredy
silnym i młodym?

Człowieku! Patrz!
Nie mamy tarczy!
Poproszą - Walcz!
Czy sił ci starczy?
Mówią ci - Chroń się!
Niech wróg się chroni!
Najpierw sam broń się!
Potem pogonisz!

Człowieku! Patrz!
Dają mundury.
Gdy trzeba - skacz!
Najlepiej z góry.
Zdecydowanie
stawaj naprzeciw.
Z tyłu są panie
i małe dzieci.

Człowieku! Patrz!
To jest hybryda!
Światowy gracz.
Możesz się przydać!
Oczy mieć musisz
dokoła głowy.
Chwycisz i zdusisz!
Jesteś gotowy?

Nocna ćma Lawrence`a













Lawrence z Arabii nocną ćmę zabił i długo myślami błądził.
Czy politycy są dziś za słabi? Czy problem wróci?  - Nie sądził.
Nie miał pojęcia, że tak urośnie. Zaćmi historię Osmana,
że dopominać się będzie głośniej Kalifa, może Sułtana.

Umarł król stary. Młody zamiary ukrywał dalej idące.
Petrodolary nie miały miary. Problemy były palące.
Władza kobiety miewa niestety, inne znaczenie w Koranie.
Liczą się strzelby i pistolety. W meczecie mułły wezwanie.

Świat nie ogarniał, jakim jest Szariat, prawem każdego muslima.
Kreślił na mapie podziału wariant. Spór wieloletni zaczynał.
Zamki na piasku nabrały blasku. Bogactwo płynęło rurą.
Chciwość zamknęła rozum w potrzasku. Titanic zderzył się z górą.

Dym nad ogniskiem. Mocarstwa wszystkie myślą, jak zepchnąć rywali
i grożą Ziemi wojny rozbłyskiem. Podział Lawrence`a się wali.
Ludzie w Koronie podnieśli dłonie pod lufą wychodząc z pubu.
Znów był incydent, lecz to nie koniec. Może nie wpuszczać Arabów?

Do Europy weszły miliony. Następne już są gotowe.
Kto im dostarcza wielkie pontony i rejsy samolotowe?
Kto ich zaprasza i socjal płaci, jakiego u nas nie było?
Oni są teraz sprytem bogatsi, a u nas się pokończyło.

I "Rządź Brytanio!" teraz już nie ma. Wróciło - rządź Ameryko!
Pozostał jednak mały dylemat: Urosnąć dali Chińczykom.
Rosja nie może zmienić Asada. Za wielkie trzyma z nim siły.
Nikt się nie przyzna, chociaż wypada: Migracje umiar zgubiły!

Mamy się bawić i przyzwyczaić. Przywyknąć, chociaż nam grożą,
a sami nocą, armię wysłali, przeciwko trzem ostrym nożom.
Do kogo przekaz jest skierowany? - Zobaczcie, jak was bronimy!
Słyszymy! Grają już tarabany! Ale my ich nie wpuścimy!

sobota, 3 czerwca 2017

Czerwcowa
















Powrócmy do marzeń dziecinnych.
Obudźmy dawno zgasłe słowa,
a chociaż świat jest całkiem inny
i tak się ciężko wyprostować -
Nie żałujmy, że czas przeleciał,
Jak metro w migotaniu rury,
Jak wspomnienie o psotnych dzieciach
na zabawie w Domu Kultury.

Nie dajmy w sobie zgasić ducha
ciepłej soboty i niedzieli.
Niech chęć zabawy, chociaż krucha,
spojrzenia nam uśmiechem ścieli.
A może byśmy tak kochana,
znaleźli te najczulsze słowa,
przy których cicho mruczą koty
i sama stajesz się czerwcowa?

Na pewno jeszcze są w tym domu,
gdzieś w starych mebli zmierzchu złotym
i przemykają po kryjomu
niosąc uśmieszki na kłopoty.
Siedzimy przy skrzypiącym stole.
Smutne spojrzenia w koło ślemy.
Życie nam poplątało role.
Do dawnych wrócić nie umiemy.

Kto zdejmie czar? Złamie zaklęcia
słów niepotrzebnie wymówionych.
Ukrytych w zapomnianych chęciach.
Wciśniętych w kąt za snu zasłony.
I tylko ciągle mi nerwowo
drżąca powieka w oku tańczy,
gdy siedzisz z pochyloną głową
i ściągasz skórkę pomarańczy.

Wciąż szukam słów zapominanych.
Odrzucam.  Przebieram od nowa
z nadzieją, że nastąpią zmiany,
a ty przyjmujesz świat bez słowa.
A może byśmy tak kochana,
gdy taka cisza w nas czerwcowa,
dostrzegli, że jest dobra zmiana
i jest liryczna ta rozmowa.