sobota, 4 sierpnia 2018

Prawo. Ojczyzna. Sztuka.

















Ten artysta, który chce być standardowy,
pod naciskiem określonej grupy,
nie napisze już niczego "z własnej głowy",
lecz z doświadczeń, ochranianej, własnej dupy!

Kto "zgodności" chce wymagać od artysty,
musi skrajnie niebezpiecznym być idiotą,
myśląc, że się na to lekko, zgodzą wszyscy,
pochylając swoje karki przed głupotą.

Może nawet jakaś "większość" się pochyli
i wystawi zad do bata i bałwana,
lecz wiadomo - żaden mędrzec nie zna chwili,
w której także, jego dupa pozna pana!

Właścicielscy prawodawcy demokracji,
zawłaszczonych prominencji i dochodów,
obawiajcie się już każdej inwokacji,
w której budzi się milczący głos Narodu!

Każdy "standard nad standardy" będzie starty,
a "mutacja w demokracjach" - utrwalona!
Kto z Narodu niewybredne stroi żarty -
bardzo szybko... Czym jest Naród? ... się przekona!!!

piątek, 3 sierpnia 2018

Pokolenie `68
















Szlifował talenty na kocich łbach Pragi.
Miał w nosie opinię i wszelkie uwagi.
Był zdolny, więc trafiał do szkół elitarnych,
Lecz pragnął być wolnym. Los czekał go marny.

I choćby się nie chwiał w zamiarach ze spiżu,
Nie umiał się oprzeć tej wiośnie w Paryżu
I uległ jej wdziękom, jak pięknej kobiecie,
A ta roznosiła porządki na świecie.

Wciąż pisał  do chmury w oknie internetu,
A znawcy kultury gonili go - Gdzieee tu..?
Był wciąż pewny swego - że rozum... że człowiek.
Zawsze patrzył śmiało. Nie opuszczał powiek.

I chociaż nie każdy nazywał się Czeszko,
Bezkarnie ulegał nałogom i grzeszkom,
To czuł wyjątkowość swego Pokolenia
I burzliwość myśli, co świat może zmieniać.

Nie każdy był Bratnym i zaraz Kolumbem
I niósł po Warszawie komunistom trumnę
I uczył go Poznań, Budapeszt i Praga,
Że młodość... że wolność... że walka... odwaga..!

Nie dbał o rozsądek. Nie zważał, co czynił.
Że świat, za tę Wiosnę ich kiedyś obwini
I piętnem oznaczy i ojców i dziadów
I nie będzie w świecie gorszego przykładu.

A historii znawcy i wielcy eksperci,
Oczekiwać będą godziny ich śmierci,
Nie mogąc się wcześniej z urokiem ich równać,
Potrafiąc jedynie słowa wtykać w gówna.

Myśli mają niskie, a lot ich poziomy.
Paragraf, kod szafy, za cudze miliony,
Strzec będą jak Arki, jak Świętego Grala.
Pamięć Pokolenia im spać nie pozwala.

Codzienne pogrzeby, kolejne żałoby
I kropla co spada i przenika groby,
Są może ostatnim, cieplejszym odruchem
Nad resztką nadziei, co dziś tak są kruche.


Dzień dobry Polsko!
















Dzień dobry Polsko - kraju karesów!
Słabych organów grup interesu,
Spasionych władzą rodzinnych kast
Zza wodnych kurtyn zarządów miast.

Dzień dobry Polsko! Starość cię wita!
Przykładem zdrowych sił emeryta,
Rześkich oddechów rent peppermintem,
Gdy Ty, swe nosy, spuszczasz na kwintę.

Dzień dobry Polsko - wielkich i małych,
Niegdyś ambitnych i doskonałych,
A dziś rozgrzanych falą upałów
Płyt Twych pomników i piedestałów.

Na obelisku, w takim upale,
Nikt się nie może czuć doskonale,
W klimakteryjnym klimacie klim,
Co miał być - wszystkim! A dziś jest kim?

Dzień dobry Polsko - źródle bez wody,
Które poiło niegdyś narody,
Swą obfitością partyjnych łask,
A dzisiaj musi  przesłaniać blask?

Dziś rozwiązujesz Powstań obchody?
Śmiechem kwitujesz  głupie powody,
Chroniąc podległą dziedziczność kast,
Zza wodnych kurtyn rozgrzanych miast.

A na śmietniskach nie chce umierać,
Już nieczytelna prawa litera.
Choć odrzucony - rześko Cię wita...
Dzień dobry Polsko! -  wiersz emeryta.



środa, 25 lipca 2018

Krew, Pot i Łzy

























Krew, pot i łzy
Trójkami szły.
Lato było gorące.

Przyśpieszyć trzeba!
Prosto do nieba!
Do września dwa miesiące!

Trudna selekcja.
Płatna protekcja.
Polacy prosto do nieba!

Nogi w rozkroku.
Monokl na oku.
Tego już trzeba pogrzebać!

Trwa przebieranie.
Zadaj pytanie,
Jakie ci przyjdzie do głowy.

Pot... dużo potu...
Nie ma kłopotu.
Nie będzie łez narodowych.

Zmarszczona brew.
Zmieszana krew,
Więc, zapraszamy do trójki.

Ruszać się! Lewa!
Prosto do nieba!
Na dzisiaj... koniec przebiórki!

Krew, pot i łzy
Trójkami szły...
Lato było gorące.

Wietrzą salony
Dni wypełnionych.
Do września - dwa miesiące!!!

wtorek, 24 lipca 2018

Duch na żwirowisku




















Jeszcze żyję, Jeszcze stąpam,
Jeszcze zdartym szuram butem.
Żadna maska się nie skryje.
System dławi się wyrzutem.

Milczą pseudo humaniści,
szafarze partyjnej łaski.
Farbowani, zda się czyści,
czekający na oklaski.

Nie odejdę nocą, cicho
na wzbronionym żwirowisku!
Pogardzie, tytułom, pychom...
zdołam wierszem dać po pysku!

Nie zaskoczą mnie znienacka,
na pustkowiu, na porębie.
Zdąży jeszcze tajność bracka
poczuć me słowa na gębie!

Czas im tego nie odbierze!
Nie zapomną pokolenia!
Moc się nad mogiłą zbierze.
Przemówi kamień i ziemia.

Dziadów Duch błąkać się będzie,
wlokąc ciężar wybaczenia.
Taki grzech dociera wszędzie,
nawet do tych - bez sumienia.

Dotąd, ci, co odchodzili,
nie mieli tej możliwości,
a poezja, w każdej chwili
potrafi stworzyć z nicości...

Postać większą niż pomniki.
Niż wydawnictw cegieł stosy
i na stercie polityki
pod niebiosa podnieść głosy!

Jeszcze żyję, Jeszcze stąpam,
Jeszcze zdartym szuram butem.
Żadna maska się nie skryje.
System dławi się wyrzutem.

Nie będę ich Majakowskim!
W łeb swój własny - nie wystrzelę!
Nieśmiertelny jest wiersz polski,
a po obcych - kości wiele.

Elegia o śmierci liryka bezpartyjnego
























Jeżeli nie boisz się pieśni,
a śnić nadal nie przestajesz,
że ludźmi są twoi współcześni,
upadasz, a potem powstajesz...

Myślisz, że ta sama jest Ziemia
i gdzieś zachowała się godność,
a partia ma jakieś sumienia -
głęboka cię czeka samotność.

Już dziąsła przeżarte szkorbutem,
a w oczach - spojrzenie martwe.
Nie bolą już płuca wyplute.
Uśmiechy ostatnim są żartem.

Bo zgoda nie musi być cicha
i dusze powinna uwierać.
Niech wiedzą, jak ciężko oddychać.
Dlaczego wciąż nie chcesz umierać?

Posępne są prawa Strasburga,
a ludzkie - zapadłe w ciszy.
Sprzeciwu z własnego podwórka
wiedz o tym: Nikt nie usłyszy!

Już zebrał się Łukasiński
i cienie się w loży zbierają.
A cóż to za pomysł kretyński?
Poeci nie umierają?

Do Łodzi, Zagłębia, Warszawy,
dociera ten protest uparty...
ja muszę... dla kraju, dla sprawy,
pokazać oblicze partii...

Ojczyzna karmiona niewiedzą
istnienia tajemnych podziałów,
zarazę dostrzega za miedzą.
Już własnych nie ma ideałów.

Gdzieś w górze, krzykliwy i czarny
rój ptactwa rozsypał się w szereg,
w oknach niedostępnej drukarni,
rozszarpać chce każdą literę.

Na Twardej stać trzeba twardo!
A Srebrna jest partii żyłą.
Chcecie to nazwać pogardą?
A co ci się hołoto śniło?

O śmierci rosną Muzea!
Niech prawdy łach nie zaciera!
Kultura i Prometea
pokażą, jak masz umierać!

Wypalą oczy do końca
Siprala i Eugenia,
by myśl - pochodnia gorąca,
nie wyszła z grobu więzienia!

Zabiło milczenie wokół:
- Ja muszę... tam na mnie czekają...
i upadł w ostatnim krwotoku
i skonał.

...Niech zapamiętają!

niedziela, 22 lipca 2018

Cienka czerwona linia




















Czerwona cienka linia
pokazała się nagle,
a przecież jest opinia:
Co nagle - to po diable
i wtedy nie jest łatwo
nawet siebie przekonać:
Czy ktoś nam zgasi światło?
Czy wytrzyma obrona?

Czerwona cienka linia,
a na niej wahadełko.
Dziękować, czy obwiniać?
Osnuć tajemnic mgiełką
to wszystko, co możliwe
i co uzasadnione?
Nastroje chybotliwe
w przeciwną ruszą stronę.

Czy lepiej być prorokiem,
czy rozsądniej - poetą?
Łaskawość przed wyrokiem
przeniknie wiedzy beton!
Dostrzegasz czerwień linii
na swojej Iwo Jimie.
Nie wiesz, co Bóg uczyni...
i nadal ku niej płyniesz!