czwartek, 9 lutego 2012
Język nienawiści
Ojczyzna to najpierw ludzie -
rodzina, bliscy, rodacy,
obrońcy - jak pies przy budzie,
koledzy w boju i w pracy.
Kto w imię jakiejś idei
pragnie ich eliminować -
Pozbawiać życia? Nadziei? -
Nie może nimi kierować!
Wątpliwe jest zawsze bardzo -
Czy jest on członkiem wspólnoty?
Ci, którzy Ojczyzną gardzą
to renegaci i kmioty!!!
Ojczyzna to najpierw ludzie -
dorośli, dzieci i starcy.
Nie można dla własnych uciech
mówić - "Dla wszystkich nie starczy!"
Wspólna jest walka i praca!
W Ojczyźnie wspólny jest chleb!
A zdrajcy, co dom przewraca -
kula w łeb!
Pogrzeb
Nieprzyjemnie być chowanym zimą
bez kożucha i bez rękawiczek,
ze skostniałą, marsową miną
i surowym, chłodnym obliczem.
Gdy ci wszyscy - mili co przyszli
zaciskają zmarznięte palce
i nie widać co sobie myśli
ta dziewczyna w czarnej woalce.
Swego ciepła dać jej nie można.
Słońca nie ma i nic nie grzeje,
a od wyjścia powiewa chłodna
myśl pragnąca zabrać nadzieję.
Nieprzyjemne są chłodne pogrzeby.
Nie współczuje nikt złożonym kwiatom.
Czym zasłużyć, by przejście w niebyt
było takie cieplutkie jak lato?
wtorek, 7 lutego 2012
To ja!
To ja!
Znów jestem. Mam zwolenników
i czytających tysiące.
Przeszedłem jakoś przez gąszcz uników
i wiążę znów koniec z końcem.
Wracam na strony i znowu trudno
będzie mnie nie zauważać.
Ze mną Wam nigdy nie będzie nudno!
Potrafię nawet porażać.
To ja!
Znów piszę niechciane treści
w stylu nieładnym, niemodnym.
Wracam jak fantom siedmiu boleści.
Znów staję się niewygodnym.
Kolegów cisza już mnie nie cieszy,
bo czuję gdy kogoś boli
i tylko myślę: - Kto z nas nagrzeszył
i w kim jest więcej złej woli?
To ja!
Wasz chochlik i Wasz prześmiewca -
niechciany niby poeta,
który się wierszem przybił do drzewca,
nogami grzebie w sekretach.
Wycieka jadem patriotyzmu
i romantycznej liryki,
ostrej satyry, czasem komizmu
i drwiną złej polityki.
To ja!
Ten natręt - niby autor
wierszy czytanych w kościele.
Widział je pałac, czytał je chutor.
Zwiedziły już krajów wiele.
Są ich tysiące, a będzie więcej!
Zawsze się jakoś przebiją,
a w końcu trafią i w Wasze ręce.
Poezja nie jest niczyją!
Ostrożnie! Język Ojczysty!
Bruki Paryża, włoska riwiera,
pustynna, wojskowa baza.
Ktoś w internecie stronę otwiera
i sprawdza czy się pokazał
wierszyk znad Wisły, znajome słowa,
ich dźwięki i melodyka.
Czyta. W pamięci pragnie zachować
choć fragment tego wierszyka.
Manhattan, City, zima w Rodopach,
australijskie wybrzeże.
Ktoś oczy wlepił w swego laptopa.
Czyta i cieszy się szczerze.
Przebiega wzrokiem znajome zwroty,
dzieciństwa słyszy muzykę
i zapomniane serca tęsknoty
wracają wszystkie z wierszykiem.
Kafejka w Hajfie, misja w Afryce,
turyści i rezydenci
wierszyk jak mantrę albo matrycę
utrwalić pragną w pamięci.
Mogą po polsku przy nim pomyśleć.
Czytają wierszyk znad Wisły.
Mocno zaznaczę, zanim go wyślę:
"Ostrożnie! - Język Ojczysty! "
poniedziałek, 6 lutego 2012
Pod rozwagę
To jest walka o duszę, o myśli,
o wybory, o ludzkie spojrzenia.
O to jak zachowają się przyszli.
Czy uwierzą, że świat można zmieniać?
To jest bój o możliwość marzenia,
o mentalność sokoła , lub owcy.
Kto dziś wszystkie pozmieniał znaczenia?
Dobrze wiemy - panowie fachowcy!
Wymyślili bariery, okowy.
Utajniają wciąż informacje,
żeby młodym nie przyszły do głowy
żadne chęci na własne kreacje.
Nie dla wszystkich nauka i wiedza,
technologia i nowe odkrycia.
Od pospólstwa odgradza ich przedział
dostępności do godnego życia.
Każda jednak wszechwładza i buta
zawsze jeden tragiczny ma finał.
Pozostawia jedynie ślad buta
i się wszystko od nowa zaczyna.
List
Ksiądz Kordecki wśród obrońców procesję prowadzi
z rozmodlonych zakonników, szlachty i czeladzi.
Nie przeniknie naszych szańców zdrada, obcych zmowa.
Oblegani ocaleją! Walczy Częstochowa!
Lud się burzy. Obcych goni! Zamieszanie czyni.
Kmicic nie był winny zdrady. To on jest Babinicz!
Elektor obcych porzuca - wróci do Korony.
Potop minie i kraj wiosną będzie wyzwolony!
Pan Czarniecki bardzo mocno siły obcych kąsa.
Pan Zagłoba partię zbiera i podkręca wąsa.
Ciężka zima nas ścisnęła. Mróz siarczysty trzyma.
Całuję rączki Waćpanny. List gońcem wysyłam.
środa, 1 lutego 2012
Wielka waga małych głosów
Gdzieś po przeciwnej stronie globu,
gdzieś vis a vis Nowego Jorku -
jest mały kraj żydowskich grobów,
skąd się przywozi ziemię w worku.
Ludzie chcą stamtąd w świat wyjechać.
Najchętniej do Nowego Jorku,
ale nie znają praw człowieka.
Żyją wśród modłów i paciorków.
Szukają pracy w Ameryce,
bo u nich weekend trwa do wtorku,
lecz nam mieszają w statystyce.
Stąd mało jest ich w Nowym Jorku.
Najliczniej mieszkają w Chicago.
Papież był z Polski i Wałęsa.
Trudno traktować ich z powagą,
bo potrafią chodzić na rzęsach.
Gdzieś po przeciwnej stronie globu,
gdzieś pod stopami Ameryki -
różnych chwytają się sposobów,
by wpłynąć na nasze wyniki.
Wielkie nadzieje pokładają,
bo wybór może świat ich zmienić.
Pomachaj więc dalekim krajom.
Głosy maleńkich trzeba cenić!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






