niedziela, 6 listopada 2011

Sokół



 










Mój kapturek na głowie
musi zasłaniać oczy,
żebym nie myślał sobie,
że tak łatwo podskoczyć.

Mam na czubku dzwoneczek
i dwa sterczące piórka.
Nie próbuję ucieczek.
Sam nie zdejmę kapturka.

Rzemień ściska mój przegub.
Nigdzie stąd nie odlecę.
Jestem jak stary nierób
powierzony opiece.

Bywa jednak, że latam.
Wtedy daleko widzę.
Mogę próbować świata
i się myśli nie wstydzę.

Śmiałych i górnolotnych,
bądź skupionych na ziemi.
I wesołych - przewrotnych.
I tych, co mogą zmienić.

Zawsze jednak powracam.
Czeka mnie czyjeś ramię.
Nie jest to ciężka praca,
lecz męczące czekanie.

A pokora uwiera
jak kapturek na głowie.
Szybko siły zabiera
to skupienie na sobie.

Zanim ktoś czapkę wzniesie
i pozwoli mi latać.
Żaden sokół na świecie
nie nauczył się płakać.

Czekam więc - nieruchomy.
Dzioba też nie unoszę.
Jak sokół uziemiony -
o współczucie nie proszę.

sobota, 5 listopada 2011

To tylko płakał deszcz



 








Czego dziś mała chcesz?
Nie warto płakać już.
To nie są łzy. lecz deszcz?
Wspomnienia pokrył kurz.

Trochę za późno dziś.
powracać w tamten czas.
Zostaw mnie. Muszę iść.
Papieros moknie. Zgasł.

O czym znów, mała. śnisz?
Wiesz dobrze - nie ma szans!
Kropelki deszczu zliż.
To jakiś głupi trans.

Nie wrócą tamte dni.
Mnie też wszystkiego żal.
Jest jakaś wnęka drzwi.
Przytul się. Zasłoń. Pal.

Jeszcze się trochę zbliż.
Proszę ,uspokój się.
Już dobrze - cała drżysz.
Wcale nie mówię  - Nie.

To tylko płakał deszcz.
To ten jesienny wiatr.
Cieplutka jesteś - wiesz?
Nie liczmy więcej strat.

Czego ty mała chcesz?...

Następcy Ikara



 







My - mniejsi bracia młodszych braci
nie chcemy bezsensownie płacić
za nieudany lot Ikara
i chociaż nas dosięgła kara
i zapomniano nam zasługi
nie chcemy przeżyć po raz drugi
poczucia klęski i zawodu.

Kto nie podrywa się za młodu
na starość na pewno nie wzleci.
Choć zarzucono na nas sieci -
my nie poddamy się niewoli.
Wielu popłynąć pewnie woli,
lecz większe się podnoszą fale.
Dlatego wolimy zuchwale
do ramion przypiąć skrzydła nowe.

Umysły młode, światłe, zdrowe
nie będą liczyć na przetrwanie.
Co ma się stać - to niech się stanie!
Nas - mniejszych dalej wiatr poniesie,
a tym, co zostają na Krecie
niech chociaż szybko płynie czas.
Mieli już swój. Ten wzywa nas!

Niepewność jutra - twardy orzech!
Może być jednak znacznie gorzej!
Kto zostanie - będzie zgnieciony!
Kto rzuci się za falochrony
niech się nie spodziewa ratunku.
Popłynie gdzieś tam - bez kierunku.
Nikomu nie sprzyjają burze.
Jedni chcą dalej - drudzy dłużej.

Kto wspomni następców Ikara?
Może ich zapał, może wiara
nie będą całkiem zapomniane.
Ludzie chcą latać. Każdą zmianę
wykorzystają do odlotów.
A Ty? - Spróbować jesteś gotów?

piątek, 4 listopada 2011

Mógłbym...



 







Mógłbym z tobą potańcować.
Mógłbym z tobą konie kraść.
Potem pieścić i całować,
z życiem się za bary brać.

Ale mogę tylko marzyć.
Tylko patrzeć.
Tylko śnić.
Myśleć -
może się przydarzy
i za taką chwilę pić.

Mógłbym z tobą powędrować
na wyobraźni manowce
i wszystko, co w sobie chowasz
już nie byłoby ci obce.

Ale mogę tylko marzyć.
Tylko patrzeć.
Tylko śnić.
Myśleć -
może się przydarzy
i za taką chwilę pić.

Mógłbym z tobą popróbować
czego tamten gość nie odkrył.
Znaleźć sposób, znaleźć słowa
lepsze, niż ten głupi podryw.

Ale mogę tylko marzyć.
Tylko patrzeć.
Tylko śnić.
Myśleć -
może się przydarzy
i za taką chwilę pić.

Mógłbym, gdybyś choć została.
On zabiera cię jak swoją.
Idziesz. Nawet nie spojrzałaś!
... i te sutki tak ci stoją.

A ja mogłem tylko marzyć.
Tylko patrzeć.
Tylko śnić.
Myśleć -
może się przydarzy
i za taką chwilę pić.

Należę tu do mniejszości



 






Należę tu do mniejszości.
Muszę się z tym godzić.
nie wstydząc się swej polskości -
innym z drogi schodzić.

Moje racje się nie liczą,
śmieszą przekonania.
Krytycy mnie mocno ćwiczą.
Liczą się ich zdania.

Należę tu do mniejszości.
Trwam przy swym kościele,
a to większość może złościć -
mam mówić niewiele.

Jestem stary, sfrustrowany,
niemodny i głupi.
Głową nie przebiję ściany -
nikt tego nie kupi.

Należę tu do mniejszości.
Mam śmieszne poglądy.
Czekają tu takich gości
dość surowe sądy.

Poza nawias wyrzucony
w swoim własnym kraju,
czuć się muszę poniżonym -
tańczyć jak mi grają.

Należę tu do mniejszości,
choć mam swoje święto,
ale resztki mej godności
też za mordę wzięto.

Muszę uczyć się pokory
i przyznawać rację.
Widać byłem bardzo chory
wierząc w demokrację.
 

środa, 2 listopada 2011

Wiatr znów zaczyna wiać



 







W zdumionych oczach - zamyślenie -
Jak to się mogło stać,
że taka muzyka urocza
przestała nagle grać.
Brzmi w uszach jeszcze śpiew radosny,
choć dawno zamilkł chór.
I nie ma już od tamtej wiosny
poszumu pawich piór,
a wiatr przegania listopady
wśród nagich, czarnych drzew.
W nich obce, przedziwne parady
nieznany niosą śpiew.

Zasnuły kraj nasz mgły jesienne
i tylko zniczy blask
wciąż przypomina nam niezmiennie,
tamten stracony czas
i Naczelnika i dorożkę,
wiwatujący tłum,
gdy gasły wszystkie słowa gorzkie,
a rósł sztandarów szum
i jedno serce biło cudnie -
polskie - listopadowe.
Wiedzieliśmy, że przyjdą grudnie,
lecz podnieśliśmy głowę.
Zostało nam tylko wspomnienie.
Wolimy milcząc stać,
Dziś widać w oczach zamyślenie.
Wiatr znów zaczyna wiać.

wtorek, 1 listopada 2011

Brzozy



 









Cmentarz, brzozy,
a w powietrzu wiersze.
Ręka kwiatek położy -
jakby kładła serce.
Własne, lekko oddane -
Wam, Niepożegnanym
i tym wszystkim poległym,
których los niepoznany
czeka jeszcze na prawdę
i na powrót do swoich.

Cisza. Liście spadają.
Blask płomyków ukoił
sprzeciw duszy i wiecznie
nurtujące pytanie -
Ile jeszcze Tych Ofiar
poskładamy Ci Panie,
żeby świat zauważył
i oddał sprawiedliwość?
Cmentarz, brzozy i wiersze -
nasza, Polska Cierpliwość.