Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listopad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą listopad. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

Gustawy, Kordiany...

















Gustaw ma dziś inne gusta. Kordian nie ma korda.
Półuśmieszki są na ustach, a złość jest na mordach.
Tajne związki obowiązki państwowe sprawują.
Państwo wchodzi na grunt grząski. Bolki protestują.

Listopady na układy nię są dobrą porą.
Tym, co mieli zejść na dziady, nic już nie odbiorą.
Filmy prawdę zastąpiły, a komisje - sądy.
Siły konta utraciły za brzydkie poglądy.

Wielka mycka na big cyckach zakrywa emocje.
Znikła nuta poetycka. Donos ma promocję.
Dziś publika Naczelnika - Co czynić? Nie pyta.
Z Waszyngtonu komunikat powyborczy czyta.

Mamy Trumpa! Zgasła rampa Teatru na Wodzie.
Sztuka to partyjna sztampa. Wspieraj nas narodzie!
Pokazali w Marszu siłę Gustawy, Kordiany.
W liberalny goły tyłek uderzyły zmiany.

czwartek, 14 listopada 2013

Raport



 








Popłynęła piosnka rzewna.
Bratnia pomoc jest potrzebna.
Dziękujemy Błagarodzie,
że pamiętasz o narodzie,
a tych kilku podchorążych
namiestnik złapie, pogrąży.
Listopad to taka pora,
kiedy zęby szczerzy sfora,
lecz Belweder jest bezpieczny.
Ten ich protest - niedorzeczny!
Czołem będą bić carowi.
My tu - na wszystko gotowi.
Kominiarek u nas mnogo.
Oj, zapłacą za to drogo.
Osiemdziesiąt aż tysięcy,
a z kosztami będzie więcej.
Bez pomocy damy radę,
a z pomocą już przykładem
dobrym zaświecimy w oczy.
Gra zaczęła się i toczy
i nie skończy się bez kary.
Powrócił aparat stary
i rękę na pulsie trzyma.
Uciszy tu wszystko zima
i wyjadą stąd Kordiany.
Raport na ręce składamy.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Pełnia kontroli



 









Złote lustro księżyca
zabłądziło w ulicach
wyludnionej i chłodnej Warszawy.
Zeszło po kamienicach.
W chodnikowych donicach
wygrzebało odpadki zabawy.

Wyludniło się miasto.
Biedak na dworcu zasnął.
Nawet kot nie przeleci kulawy.
Iskrą w oku uwiera
rozświetlony kandelabr.
Trwają ważne wieczorne narady.

Echo groźnych wydarzeń
zakazami zgromadzeń
przestraszyło parkowe ławy.
Pusty bus przemknął z Grójca.
Przysnął w nim samobójca.
W reklamówce tkwią resztki niesławy.

Wszystko tajne - pod korcem.
Patrol stoi przed dworcem
i przegląda notatki z odprawy.
Księżyc jak w Amber Goldzie.
Uśmiech zastygł na mordzie.
Jednak źle przewidziano opady.

Anomalie są wszędzie.
Jakoś było i będzie.
Perskie oko puszczają wystawy.
Bieda przysnęła w domach.
Strażnik dmucha w alkomat.
Może rozwieźć facetów z obstawy.

Złote lustro księżyca.
Nikt się nim nie zachwyca.
Inne teraz są listopady.
Stłuczka na Podchorążych!
Chciał przejechać - nie zdążył!
Mglista śliskość została z zadym.

czwartek, 22 listopada 2012

Nieszczęśliwa szła godzina...



 












Nieszczęśliwa szła godzina.
Diabły ze starego młyna
okręciły się na kole fortuny.
Zamieszały ludzkie rozumy.
Czarne, listopadowe drzewa
wyciągnęły kikuty do nieba
milczącym błaganiem.
Czekała ziemia - co się stanie
z krajem ogołoconym.
Milczały spiżowe dzwony
opasłe, leniwe i zwisłe.
Z południa przywiało nad Wisłę
odgłosy rakietowej wojny.
Czas był nerwowy, niespokojny.
Rozkopywano stare groby.
Prowokacji różne sposoby
ośmieszały wspomnienie papieża.
Nikt nie wiedział dokąd zmierza
diabelskie mediów rozpasanie.
Okrzyki i nawoływanie
nagonki - przybierały na sile.
Nadzieję na spokojną chwilę
skuliły przyziemne przymrozki.
Ucichły niedawne pogłoski
o możliwej, na lepsze, zmianie.
Różańce "Dopomóż Panie!"
bać się znowu zaczęły tajniaków.
Wspomniano proroctwo znaków,
lecz odrzucono intronizację.
Pociągi omijały stację
"Niepodległość" bez zatrzymywania.
Nie zauważono oczekiwania
i żaden się nie zatrzymał.

Nieszczęśliwa szła godzina...

wtorek, 20 listopada 2012

Wróbelki



 








Niespokojnie ćwierkają wróbelki.
Czują chyba, że będzie już padać.
Usłyszały już pierwsze kropelki.
Dobrze znają plany listopada.

Wypadało się już na zachodzie,
więc z tej strony nic więcej nie padnie.
Muszą teraz pomyśleć o wschodzie,
a tam niebo wygląda nieładnie.

Pozbierały się w gromady, w stada,
choć odlecieć stąd nie zamierzają,
co najwyżej obsiądą sąsiada
i poskubią, a potem wracają.

Dziś ćwierkają niezwykle krzykliwie
i się zewsząd zleciały na Pragę.
To spryciarze, więc im się nie dziwię.
Jakby chciały odwrócić uwagę.

wtorek, 6 listopada 2012

Listopadowa bezsenność



 











Bezlistne drzewa. Noc wilgoć niesie.
Chłodem powiewa w mieście i w lesie.
Zgaszone okna śpią pod dachami.
Ktoś po klawiszach biega palcami.

Każde kliknięcie noc głośno słyszy.
Echo je niesie daleko w ciszy.
Na szybach usiadł odblask ekranu.
Czeka na nowe wieści ze Stanów.

Tam nie śpią władcy. Tutaj śpią ludzie.
Nie śnią o pracy. Nie śnią o cudzie.
Chcą tylko ciepło mieć w swej chałupie.
Mają wyniki wyborów - gdzieś.
Piekarze chleby zdążyli upiec.
Tir z wielkim hukiem przemknął przez wieś.

Nikt się nie zbudził. Wszyscy zmęczeni.
Czy ten, czy tamten - nic się nie zmieni.
O zmierzchu trzeba do pracy wstawać,
a te wybory - zwykła zabawa.

Niebo jest czarne. Mokry listopad.
Nadzieje marne. Entuzjazm opadł,
a bezrobotni tkwią w internecie
śledzą co tam się zmienia na świecie.

Będzie jak będzie. Zima za pasem.
Ciężko się przędzie. Trudno o kasę.
A tam się miliard z miliardem mierzy.
Tam dają władzę, a tu... jak przeżyć?