Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 kwietnia 2024

Wyborcze swawole


 Dobrze im w Warszawie. Są tu jak u siebie,

a skąd przyjechali w Warszawie nikt nie wie.

Osiedliły ich tu awanse do władzy.

Teraz Warszawiakom wydają zakazy

i się samorządzą od lewa do prawa.

Czyja jest dziś Polska, tego i Warszawa.

Są bale na Gnojnej, a nie ma kryzysu.

Niektórym wystarcza większość wśród sołtysów

oraz literalna większość na papierze

dla popisów PiS-u. Skąd ona się bierze?

,

Nawet na poziomie najniższych urzędów

listy kandydatów roją się od błędów.

Ludzi bez kariery, sukcesu, reklamy.

nieznanych zupełnie w ciemno poprzeć mamy?

A gdzie jest promocja, wdzięk i popularność,

skoro w oczy bije własnych mediów marność,

które dla przegranych stały się azylem -

są jeszce na wizji i stać ich na tyle.

To jest na zwycięstwo nie najlepszy plan.

Ludzie po porażce oczekują zmian!

.

Tylko jedna piąta poszła na wybory.

Mamy to co mamy... tak jak do tej pory.

W chmury odleciała polityczna klasa.

a na bezkrólewiu Koalicja hasa...

czwartek, 18 października 2018

Niespokojny sen o Warszawie

























Nic tak snów nam nie zakłóca,
jak ten zapach po onucach,
jakim przesiąkła elita.
Chciałbyś wiedzieć, szukasz, czytasz,
czy zapach może mieć związki
z takim - Orderem Podwiązki?
Z gwiazdorstwem, bogactwem, rodem?

Czy to wojna jest powodem
przenoszenia starych butów?
Czy to od Starych Kiejkutów
w tuczarni pozostawione,
rozmnożyły się zielone
z reklamówek na kraj cały?
Słuchy tylko pozostały
niedowierzeń po Lepperze,
że tylko ryba nie bierze.

Dziś, natychmiat po bar micwie
znajdziesz w każdym wydawnictwie
dzieciom etat resortowy.
Wystarczy z tym pójść do Sowy
i przedstawić rodu fach tu.
Przyda się dziadek z Werhmachtu
i choćby po nim bryczesy.

Może z nich wciąż interesy
czuć na milę onucami.
Stąd i spokojnymi snami
czas nas dzisiaj nie obdarza,
bo jakim słowem wyrażać
bój - na zabój, łupów łupież,
pisząc o kamieni kupie,
o przesądzie w każdym sądzie...
a nawet o samorządzie?

sobota, 13 października 2018

Warszawę zapamiętasz!















Warszawę zapamiętasz!
Warszawa to nie cmentarz
i przelotne żurawie.
Jest jeszcze duch w Warszawie,
budzący w ludziach sprzeciw,
z którym apologeci
odwieczny problem mają.
Warszawiacy kochają
swe miasto, jak dziewczynę
i dzielnicę  - nie gminę,
widzą w każdym urzędzie.
Tu zawsze ważnym będzie,
jak zwracasz się do ludzi
i możesz gniew obudzić,
nie zważając na słowa.

Coś ci się nie podoba,
gościu w Unię odziany?
Każdy - nieobeznany
pewnie się czuć nie może.
Żyją lepiej, lub gorzej...
to jest ich własna sprawa!
Spodoba się Warszawa,
gdy zwyczaj jej szanujesz -
żyjesz... nie komentujesz,
jakimi być powinni...
Być może, chcą być inni.
Niejeden sąd tu błądził,
tkwiąc w przekonaniu głupim,
myśląc, że miastem rządzi,
bo ich poparcie kupił.

Warszawę zapamiętasz,
że nie ma, jak w Warszawie!
Warszawa to nie cmentarz
i przelotne żurawie.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Warszawie 1944
















Że stanie do walki Warszawa
wiedzieli najeźdźcy wrześniowi.
Świat drwiące pytania zadawał.
Czy umrzeć jesteście gotowi?

Kto młody - opaskę zakładał
i czekał godziny. Był gotów!
Bo taka to była Warszawa.
Starówka. Śródmieście. Mokotów.

Spadochron komandos układał,
bo miał go rozwinąć nad miastem,
lecz wcześniej oddano w układach
ten lot spod swastyki pod gwiazdę.

A młodzi ruszyli jak Burza
i okrzyk się wyrwał: - Nareszcie! 
I wolność poczuły w podwórzach
Starówka, Mokotów, Śródmieście.

Los młodość ich we krwi obmywał
dla Boga, Ojczyzny i sławy.
Odchodzą, lecz pamięć jest żywa -
walczącej, powstańczej Warszawy.

środa, 4 czerwca 2014

Czy to jest rzeczywistość?












Popatrzyłem na dzisiejszą Warszawę.
Zamyśliłem się. Jakie jutro nas czeka?
I natychmiast zdałem sobie sprawę,
że na pewno - droga daleka.

Oglądałem nalane twarze.
Nie widziałem prostego człowieka.
Aktywista jest dziś gospodarzem.
Po dywanie przetacza się beka.

Przeminęło dwadzieścia pięć lat.
Bezrobotnym czas szybko ucieka.
Wielu stąd wyjechało gdzieś w świat.
Został ekran, telewizja, przekaz.

W pustce ulic przemieszcza się Bestia -
wóz pancerny, czarny jak prognoza.
Pozostaje ciągle pewna kwestia:
Czy to jest rzeczywistość? Czy poza?

sobota, 23 listopada 2013

Stara piosenka



 




Być może inni są dziś na haju
i w podatkowym spijają raju
nektar przelewów na swoje konta.
Może nie wiemy, jak świat wygląda
zza szyb Carrery albo Maybacha.
Nasza jest tylko mgiełka na dachach
i łysy księżyc w oknie Grochowa.
Otwarte okno.
Przy głowie głowa.
Ta stara płyta - "Windą do nieba".
Gdzieś są fortuny i inne nieba.
Nasze jest dla nas, dzisiaj radością.
"Windą do nieba"-
tak niezbyt głośno,
jedziemy patrząc w światła Warszawy.
Noc nam zakryła dzień nieciekawy.
W twarze dmuchnęła powiewem szczęścia.
Nie może równać się z nami szczęściarz,
ani polityk,
ani posiadacz.
Nocka jest ciepła i mgła osiada,
a ty masz taką gorącą rękę.
Wsłuchał się Grochów w starą piosenkę.
Nie oderwały się już spojrzenia.
Nie chcę się z nikim
równać,
zamieniać.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Warszawa 11.11.2013 godz.13.30



 











Słoneczko grzeje i zaprasza.
Pogodne niebo w listopadzie.
O transmisjach nikt nie ogłasza.
Przekazu ma nie być w zasadzie.

Będą komórki, aparaty.
Uliczny podgląd dla policji.
Władza stanowczo stoi za tym,
by zamknąć buzię opozycji.

Ludzie w kościele się nie mieszczą.
Koło pałacu zagęszczenie.
Uśmiechy. Radość. Spokój. Grzeczność.
Przeważa młode pokolenie.

Jadą z flagami. Idą zewsząd,
a w oknach jest biało-czerwono.
Tym razem nigdzie ich nie zepchną.
Tak Niepodległość stanowiono!

niedziela, 10 listopada 2013

Przed świętem




 







Noc przed świętem. Wszystko zapięte na ostatni guzik.
Nastawiony budzik. Ludzie myślą - Jak będzie?
Ale nie wszędzie. Niektórzy  nie wytrzymują.
Już świętowali, albo świętują. Nie potrafią bez rozgrzewki.
Kilku zawodowców krzepkich sprawdza miasto.

W głównych miejscach aż ciasno od przeróżnych pilnujących.
Gdyby ktoś, niechcący, za bardzo zaszalał
na spotkaniach, wręczeniach i balach - będzie miał opiekę.
Blask pada na rzekę z mostów i latarń wybrzeży.
Aż trudno uwierzyć. Taka tu cisza przed burzą.

Chmury nieba nie chmurzą. Chłodno błyszczą gwiazdy.
Rankiem rozpoczną się przyjazdy, zgrupowania i rozprowadzenia.
Wszystko się wokół pozmienia, ale teraz jest właśnie świątecznie.
Śpi sobie grzecznie Noc Listopadowa.
Na Facebooku rozmowa: Kto takie bzdury tu pisze?

Cicho stukają klawisze. W wiersz układają się słowa:
Jutro nasza, narodowa powinność  i na marsz iść trzeba!
Cenzor zasypia i ziewa.
Najlepsze życzenia i do zobaczenia na wspólnym święcie!
Cisza. Ludzie myślą - Jak będzie?

sobota, 14 września 2013

Jadą wozy...



 








Jadą wozy na Warszawę.
Z własnej woli. Zgodnie z prawem,
Jadą do niej po nadzieję.
Chcą mieć lepiej!  Źle się dzieje.

Pęcznieją autokary
ciekawością, pełnią wiary,
że kraj zmieni ta sobota.
Będzie płaca i robota.

Wiele jest zniecierpliwienia.
Jest pomnik do obalenia.
Czeka na Placu Zamkowym.
Zmierzy się z gniewem związkowym.

Wrzesień okrzyk kraju niesie.
Przyjechali. Ludziom chce się...
Dość mają tego rządzenia
i wierzą, że mogą zmieniać.

Ciągnie przez Krakowskie tłum.
Napisy. Sztandarów szum.
Wszelkie groźby i przekleństwa
śledzi służba bezpieczeństwa.

Wszystkich obrońców Ojczyzny
zaznaczą w pamięci PRISM-y.
W zastrzeżonych bazach danych
obejrzymy siebie samych.

Rząd ma dobre obliczenia.
Poprzesuwa coś, pozmienia
i w sondażach nam pokaże,
że jest dobrym gospodarzem.

Jadą wozy na Warszawę.
Długim sznurem. Zgodnie z prawem.
Rząd wie swoje. - Ludzie swoje!
Jesień wzbudza niepokoje.

Dołączają Warszawiacy.
Ci z parafii, z klubów, z pracy.
Różni - niezadowoleni.
Idą wszyscy. Rząd chcą zmienić!

Jest nadzieja w tym widoku,
aż się łezka kręci w oku.
Ze sprzeciwem idzie troska.
Taka jest dziś Nasza Polska!

środa, 11 września 2013

Pada




 







Nie jedź miły do Warszawy, bo policja strzela.
Czy nie dość cię tutaj, u nas, życie poniewiera?
Nie jedź miły do Warszawy! Na co ci te boje?
Przecież u nas, nie raz jeden, dostałeś za swoje.

Nie chodź miły Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem,
bo cię wsadzą znów za kratę. Zimno jest w areszcie.
Nie noś takich transparentów, że rządy chromolisz,
bo cię grzbiet po tamtych pałach ponownie zaboli.

Nie krzycz im nic pod pałacem. Nic na prezydenta,
bo cię znowu i w tym roku nie będzie na święta.
Nie jedź miły do Warszawy. Popatrz znowu pada!
Nie dam cię innym, dla sprawy, po karku okładać.

Trąbią. Jedziesz? Widać musisz. Niech cię Pan Bóg strzeże!
Kraty wyrwiesz! Mur przewrócisz! Takim jak ty - wierzę!
Musi być gdzieś sprawiedliwość i dla ludzi prawo.
Gdyby jednak mocno bito! Obroń go Warszawo!

niedziela, 5 maja 2013

Warszawa Wschodnio-Zachodnio-Centralna



 








Skromna jest Warszawa Wschodnia,
choć Stadion o rzut kamieniem.
Stara jest i niewygodna
z dręczącym pamięć sumieniem.

Cicha jest Warszawa Gdańska.
Przyjezdna i wyjazdowa.
Zgubiona, trochę bezpańska.
Wciąż nie wie jak się zachować.

Zachodnia - samochodowa.
Emigracyjna za chlebem.
Przelotna. Krok od Pruszkowa.
Przydatna, gdy masz potrzebę.

Centralna broni znaczenia.
Komunistyczno-gierkowska.
Wciąż wychodząca z podziemia,
któremu tak trudno sprostać.

Kierunek wschodnio-zachodni.
Na szlaku miejsce centralne.
Ludzie tu żyją pogodni,
a drogi wciąż są fatalne.

Pogoda robi się wtedy,
gdy przyjeżdżają słoiki.
Kanarki mnożą się z biedy,
a milkną wówczas słowiki.

Do końca tu nie rozpoznasz
kto prawy jest, a kto lewy.
Żyj. Ćwierkaj, bo przyszła wiosna.
Nie złapiesz wróbla na plewy.

sobota, 30 marca 2013

Wielkanoc na Pradze



 















Ocalał z okrutnej rzezi
kościółek na Ratuszowej.
Dzisiaj jest pełen gawiedzi
ze Starej Pragi i Nowej.

Wędrują sznurem koszyczki,
a obok drą się pawiany.
Ciasne parkowe uliczki
i parking cały zapchany.

Wysokie wieże Floriana
wskazują gdzie Męka Pańska
i koszyczkami od rana
wypchana też jest Floriańska.

Wędrują dostojne panie,
mamusie, przy każdej dzieci.
Świąteczne pierwsze śniadanie
tata poświęcić polecił.

Sam "po jajeczku" jest jeszcze.
Na Pradze - obowiązkowym.
Ostre wiosenne powietrze
i zimny Grób Jezusowy.

Rankiem wystrzelą petardy
i Praga będzie się cieszyć.
Choć żywot swój wiedzie twardy
świętując - przestanie grzeszyć.

Tu radość jest spontaniczna
i szczera, choć zakrapiana.
I miłość jest bezgraniczna,
a goście są już od rana.

Czekano przez całą zimę.
Bez żadnej często pomocy,
lecz ranek Dobrą Nowinę
rozniesie po Wielkiej Nocy.

 

środa, 23 stycznia 2013

Niepokój



 









Plącze się w starych podwórkach
niepokój - myśl o powtórkach,
a przecież to się nie zdarza.
Widać zmartwienie na twarzach,
smutek i objawy troski.
Podobno przy Marszałkowskiej
ziemia się nagle zapadła.
Ktoś, kogoś, wysłał do diabła,
lecz chronił go immunitet.
W tym miejscu, gdzie był Komitet
są teraz oddziały banków.
Nie ma radosnych poranków,
ale jest Centrum Kultury.
Ludzie w nim, wiedzą już z góry,
że szlag trafił wszystkie dotacje.
Zaczęły się perturbacje,
kiedy zamknięto sponsora,
a grupa osób, dość spora,
w kolejce stała po złoto.
Właściwie chodziło o to,
że sami byli zachłanni.
W lokalu po dawnej pralni
dają pożyczki bezzwrotne.
Jest styczeń. Zima za oknem.
Ona się jednak powtarza,
ale świat dalej uważa,
że teraz jest całkiem inna.
Naiwna, śmieszna, dziecinna
wydaje się nasza troska.
Część z nas - ta bardziej dorosła,
ciągle jest myślą w przeszłości.
Młodych nie grzeje, nie złości
żadna hiobowa prognoza.
Ani samolot, ni brzoza,
impreza żadna, lub draka.
Pilnują swego trzepaka
i siedzą w Tańcu z Gwiazdami.
Tylko wieczorem czasami
słychać pytanie z podwórka:
Czy będzie jeszcze powtórka?

Zdzisia w lustrze



 












Został pustostan po pannie Zdzisi,
a stare lustro na dole wisi.
Dawniej mówiono na nie - weneckie.
Patrzyły przez nie oczy ubeckie,
kto przy dzienniku wychodził z domu.
Za ścianą krył się z kamerą komuch.
Kiedyś na klatce, spod trójki Zdzisia
postanowiła - musi dać dzisiaj,
a pan listonosz wolał przy lustrze.
Podobno nawet i w Kamasutrze
nie było takiej skręconej pozy,
a gość zza lustra raport przedłożył.
Cóż to się działo?! Cóż to się działo?!
Wielu ekspertów się nazjeżdżało
i każdy tylko pytał o Zdzisię.
Emigrowała. Nie ma jej dzisiaj.

Odśnieżamy?



 







Pod kapliczką śniegu górka.
W niej stercząca tarcza szufli.
Profesja obrosła w piórka.
U dozorcy dzwonki kufli.

Sopel w dół spogląda z dachu.
Kapie nos zakatarzony.
Sól dowieźli. Nie ma piachu.
Czas roboty zawieszony.

Niech się sypie. Wola Boża.
Przestanie - to odgarniemy.
Dłonie marzną. W głowach pożar.
Chcemy Hani? Czy nie chcemy?

Modliła się tu pobożnie,
gdy nie była na urzędzie.
Teraz może już ostrożniej
planuje, co z nami będzie.

Grunt ucieka pod nogami.
Osuwiska i wykopy.
Człowiek boi się czasami,
że wpadnie do Europy.

Lepiej wpadać do sąsiada.
Ot, chociażby i do ciecia.
Można o wszystkim pogadać.
Śniegu górka, a czas zleciał.

niedziela, 13 stycznia 2013

Oddział



 








Światło, szkło i wielka cisza.
Cienie długich korytarzy.
Bezszelestnie winda zwisa.
Błękit i zieleń lekarzy.

W ręku zaciemniona klisza.
Zamyślenie. Mars na twarzy.
Niech pan śpi spokojnie dzisiaj.
Nic już więcej się nie zdarzy.

Śnieg na parapecie przysiadł.
Biel. Odważniej możesz marzyć.
Będzie lepiej - każdy słyszał.
Otrzymał dawkę miraży.

Wielki szpital na Banacha
na łóżkach kładzie nadzieję.
Srebro ścieli się na dachach.
Noc. Warszawa pustoszeje.

Odmierzają czas kroplówki.
Sen w pościeli się zagrzebał.
Pisk karetki lub taksówki.
Leci światełko do nieba.

Może ktoś jeszcze pomoże.
Jeszcze na ziemi zatrzyma.
W Twoich rękach wszystko, Boże!
Banacha. Styczeń i zima.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Pełnia kontroli



 









Złote lustro księżyca
zabłądziło w ulicach
wyludnionej i chłodnej Warszawy.
Zeszło po kamienicach.
W chodnikowych donicach
wygrzebało odpadki zabawy.

Wyludniło się miasto.
Biedak na dworcu zasnął.
Nawet kot nie przeleci kulawy.
Iskrą w oku uwiera
rozświetlony kandelabr.
Trwają ważne wieczorne narady.

Echo groźnych wydarzeń
zakazami zgromadzeń
przestraszyło parkowe ławy.
Pusty bus przemknął z Grójca.
Przysnął w nim samobójca.
W reklamówce tkwią resztki niesławy.

Wszystko tajne - pod korcem.
Patrol stoi przed dworcem
i przegląda notatki z odprawy.
Księżyc jak w Amber Goldzie.
Uśmiech zastygł na mordzie.
Jednak źle przewidziano opady.

Anomalie są wszędzie.
Jakoś było i będzie.
Perskie oko puszczają wystawy.
Bieda przysnęła w domach.
Strażnik dmucha w alkomat.
Może rozwieźć facetów z obstawy.

Złote lustro księżyca.
Nikt się nim nie zachwyca.
Inne teraz są listopady.
Stłuczka na Podchorążych!
Chciał przejechać - nie zdążył!
Mglista śliskość została z zadym.

sobota, 8 września 2012

Na Czerniakowskiej



 









Na Czerniakowskiej róg Gagarina
mieszkała kiedyś śliczna dziewczyna.
Spojrzenie miała na prawdę boskie
chodząc wieczorem po Czerniakowskiej.

Spojrzał w te oczy wesoły chłopak,
co boso chodził, ale w podskokach
i w głowie miewał przeważnie tańce,
ale już odtąd myślał o Mańce.

Myślała o niej cała Warszawa,
bo chłopak często koncerty dawał,
a śpiewał czule i łzy wyciskał.
Mańka się stała każdemu bliska.

I Czerniakowska i Gagarina
nadal pamięta i przypomina
i tego chłopca i tę dziewczynę
Mańkę i Staśka i mandolinę.

Każdy melodię umie zanucić,
a zwłaszcza kiedy z życiem się kłóci.
Kiedy zmartwienia chodzą po głowie
i nie ma lekko na Czerniakowie.

Nie bądź więc sknera. Rzuć grosz kapeli.
Może i tobie pewnej niedzieli
zdarzy się spojrzeć w oczy Warszawie,
a ona porwać da się łaskawie.

I będziesz kochał, jak my kochamy.
Nie będziesz snuł się z bramy do bramy,
lecz samym środkiem pójdziesz beztrosko
przez Gagarina, przez Czerniakowską.

Bywa, że czasem życie przydusi,
lecz będzie lepiej. Kiedyś być musi!
Dzisiaj ballady naszej posłuchaj.
Kochaj Warszawę! Kochaj Grzesiuka!

Na Czerniakowskiej...

wtorek, 28 sierpnia 2012

Jest coś!



 









Jest bomba! Dwie tony!
Obok, pewnie przestraszony,
siedzi ktoś bardzo mi bliski.
Zatkało wszystkich.
Żartów nie ma.
Za dylematem - dylemat.
Miasto stoi.
Za bardzo się nie boi.
Sprawa jest jednak poważna.
Telewizja odważna -
nadaje.
Pod oknami chodnika skrajem
defiluje mundurowy.
Przychodzą do głowy
wspomnienia wrześniowe
i powstaniowe.
Scenariusze gotowe.
Ewakuacja.
Powstaje stacja,
a tu bomba wielka.
Na drugi plan
odchodzą inne troski.
Starszy pan
na Marszałkowskiej
przeklina korki.
Wtorek, jak inne wtorki,
a jednak wyjątkowy.
Śródmiejski, wrześniowy, powstaniowy.
Niby nie ma się czym zachwycać,
lecz jest coś w warszawskich ulicach!

niedziela, 19 sierpnia 2012

Zapach dzieciństwa



 









Zapach dzieciństwa z fabryki Schichta,
a skok przez rynsztok - za duży dystans.
Wielki spadochron w parku na Pradze.
Posłuchaj dziecko! Dobrze ci radzę...
Nigdy! Przenigdy! Nie mów nikomu,
co mówi matka, co słyszysz w domu.

O tym, że wujka zabrali boso.
Nie mów nikomu, chociaż poproszą.
Białe fartuchy i penicylina.
Ojciec się musi mocno przyginać.
Obraz zdejmuje, gdy matka wiesza.
Znaczki z Hitlerem z nadrukiem "Rzesza".
Twardą linijką po łapach w szkole.
Niech każde dziecko pamięta rolę.
Jutro wiersz powiesz! - kierownik zlecił,
o Bogu, który tak lubił dzieci!
Pałac Kultury i festiwale.
Harcerz, czy pionier? - wybiera malec
w śmiesznym ubiorze Pierwszej Komunii,
a przy nim bliscy. Jednak są dumni.

Zapach dzieciństwa. Spacer w ruinach.
Wąwozy gruzów. Bomba, lub mina.
Poobrywane ściany i schody.
Dorośniesz synku - poznasz powody.
Konieczne takie jest rozdwojenie.
Kiedyś się przecież skończy milczenie.
Teraz obozy, teraz kolonie.
Wkrótce ci długie kupimy spodnie.
Masz większe szanse, niż my - prostacy.
Życie nie składa się z samej pracy.
Ktoś, kiedyś swoje za twoje oddał.
Nie warto tylko gromadzić dobra,
lecz trzeba innych w świecie dostrzegać.
Wierzyć. Pamiętać. Prawdy się nie bać!