Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liryka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2015

Odchorujesz...


















Odchorujesz chyba ten tydzień,
bo jest chłód i zimny wiatr,
a ty znowu na wiec gdzieś idziesz.
Już nie jesteś młoda. Masz już bagaż lat.

Te występy przecież są śmieszne.
Mój parasol z domu weź.
Dziś w prognozach są deszcze.
Masz występów wszystkich zapisaną treść.

Ta kampania wasza nic nie da.
Rozstrzygnięto wszystko już.
Ciebie tylko jeszcze potrzeba.
Na ten wiatr i na ten telewizji kurz.

Ten szalik jest jaskrawy.
Gdzieś zielony jeszcze masz.
Niepotrzebne już są zabawy.
Tam ci jeszcze przecież upudrują twarz.

Taka śmieszna jesteś z tą miną.
W telewizji taką zrób.
Już nie jesteś młodą dziewczyną,
a tu tyle nagrań, ustawień i prób.

Niech już wreszcie wygra ten Duda.
Poplątany jest ten maj.
Nie wierzyłem, że wam się uda.
Jest już późno. Idź już. Jeszcze buzi daj!

środa, 4 marca 2015

Lecą żurawie


















Była jak mała jaskółka.
Nie uczyniła mi wiosny,
lecz zawiązała się spółka.
Człowiek był przy niej radosny.

Mówiła, że lubi czytać,
bo to ją lepiej nastraja.
W lot myśli potrafi chwytać.
Ja byłem przy niej jak pajac.

Może wróciły skowronki.
Może coś robię na opak.
Znikała we wszystkie piątki,
a czekał tam na nią chłopak.

A stary, cóż może w weekend?
Wiersz pisać, trochę pomarzyć.
Stała się dziwnym nawykiem.
Smutnym uśmieszkiem na twarzy.

Nie uczyniła mi wiosny.
Była jej tylko szczebiotem,
a jednak w okresie postnym
myślałem o niej. Co potem?

Została. Już nie wróciła.
Nie było pracy w Warszawie.
Jaskółką mi tylko była,
a słyszę - lecą żurawie.



sobota, 23 sierpnia 2014

Gdybym...














Gdybym letnim wiatrem był,
nie miałabyś takich sił,
żeby się przede mną bronić.
Ciągle bym ci w szyby dzwonił.
Pod oknami wył.

Traktujesz mnie jak powietrze.
Ja dla ciebie piszę wiersze
i w nich skrywam uczuć burzę.
Nie wytrzymam już tak dłużej.
Zamienię się w pył.

Gdybym pyłem wietrznym był,
innych bym przy tobie skrył.
Na twych drogach zawsze leżał
i na włosach, na kołnierzach
nosiłabyś ił.

Ty jak pyłek mnie odtrącasz.
Nie czujesz fali gorąca.
Obojętnie płyną słowa.
Ja się w promień słońca schowam
w oczy będę lśnił.

Gdybym był promykiem ciepłym,
nigdzie by mi nie uciekły
twoje uda i ramiona.
Wielu cudów bym dokonał.
Wniknął. W tobie był.

piątek, 11 października 2013

Chanel - piątka



 










Czy to ty?
Tak, ja to ja,
tylko teraz starszy, nieco.
Ty jak zawsze - przeurocza.
Tylko mnie tak lata lecą.
Tak myślałam, że to ty.
Nikt inny by nie potrafił.
No, pocałuj. Miałam sny.
Obejmij mnie.
Co się gapisz.
Pamiętałam i myślałam,
że to o mnie chyba piszesz.
Pewnie byłeś na mnie zły.
Powiedz prawdę.
Niech usłyszę.
Zły? Na ciebie? - Niemożliwe,
ale długo wspominałem.
To wszystko było zbyt tkliwe.
Wtedy nic nie rozumiałem.
Nie wracajmy. Przeczuwałam.
Pomyślałam, że cię spotkam.
Z boku, w kącie, trochę stałam,
wiesz, ja zawsze jak idiotka.
W końcu myślę - podejść muszę,
lecz przy tobie takie damy.
Trzymasz klasę. Lekki brzuszek.
Usiądziemy? Pogadamy.

A za oknem żółte liście.
Rozświetlone. Błyszczą złotem.
Pamiętam ją oczywiście.
Trochę mniej, co było potem.
Patrzę w oczy i żałuję
i przebieram możliwości.
Chanel - piątka. Zapach czuję.
Potrafi jesień zezłościć.

niedziela, 22 września 2013

Spotkanie z Sybillą


 








Dawno temu proszę pani, to byliśmy zakochani.
Przejść na ty, jak kiedyś, dawno, czy bym mógł?

Inni będą tym zmieszani, lecz jak dawniej, proszę pani,
poszukamy sobie przecież różnych dróg.

To być może krepujące, że nie zawsze świeci słońce,
a nie każdy dziś świat cały ma u nóg.

Ja pamiętam czasy stare. Przypominam - jestem Marek,
jeden spośród uniżonych zawsze sług.

Jeszcze bez wieńca na skroni. Nie ze służby. Nie od  koni.
Ten od wierszy - od świątyni  i dumania.

Chyba w sześćdziesiątym czwartym... ten nachalny i uparty
i niewarty, może przez to pamiętania.

Papierosa? Bardzo proszę, a ja wciąż w pamięci noszę -
Pani wtedy w znanym filmie grała rolę.

To był może zbytek łaski.Te śmieszne skarpety w paski
i obcasy szurające wciąż po stole.

Te okrągłe okulary, jeszcze kilka wspomnień starych...
Już nie będę się rozczulał, nie ma sprawy.

Przepraszam zabrałem chwilę, wtedy każdy - jak motylek.
Było lato i ten piękny park - Puławy.


 

wtorek, 5 lutego 2013

Bałwan



 








Bałwan!
Został gdy śniegu nie ma.
Bałwan!
Twój ulubiony temat.
Bałwan!.
Serce zmrożone.
Bałwan!.
Wszystko skończone.

Może i bałwan,
ale twój!
Życie nie chałwa!
Ty tak stój!
Gwiazdeczka spadła.
Innych rój.
Mam iść do diabła?
Taki... 
Dość!!!

To tylko zima
byle jaka.
Wszystko przetrzymam.
Jesteś taka...
A ja tu sterczę
w pustym parku.
I piszę wiersze
i na karku
mam cały ten pieprzony świat
i w końcu - to już tyle lat...

Bałwan.
Został gdy śniegu nie ma.
Bałwan.
Twój ulubiony temat.
Bałwan.
Serce zmrożone.
Bałwan.
Wszystko skończone.

sobota, 2 lutego 2013

Zocha



 








Dobrobyt wszystkim już się przeżarł,
a "Głos Wybrzeża" dawno zmilkł.
Nikt już niczego nie zamierza.
Na innych patrzy wilkiem wilk.

Za psami chodzą psów patrole,
żeby czasami ... nie na plaży!
A ja mam ferie. Przerwa w szkole
i chciałbym przy gitarze marzyć.

Przydała by się " sia la lala"
na gołej plaży, lub wśród drzew,
ale ci mama nie pozwala
i beznadziejny ten mój śpiew.

Od forsy mnie trzymają z dala.
Nowego pudła nie chcą kupić,
a ja bym chciał byś posłuchała
jak o dziewczynach śpiewał Drupi.

Przeleciał wczoraj Mirafiori -
kultowa bajka z dawnych lat.
Nam pewnie kryzys nie pozwoli.
O czym tu śpiewać? - Szkoda lat.

Są gdzieś na świecie złote plaże,
a u nas zima na Wybrzeżu.
Spaliłem żółte kalendarze.
Talerzyk leży na talerzu.

Nie wiem dlaczego wyć się chce.
Starych piosenek ciągle słucham
o tym, że mi bez ciebie źle.
Wybieram numer - cisza głucha.

Chyba mi stąd nie odleciałaś?
Bo przestałbym Irlandię kochać!!!
Przecież mi dawno słowo dałaś!
Odezwij się nareszcie! Zocha!!!

 

piątek, 4 stycznia 2013

Maleńki gest




 











Maleńki gest. Niespodziewanie,
a jednak nie mogę zapomnieć.
Lekko objęłaś mnie za ramię,
a jakieś ciepło przyszło do mnie.

To takie ludzkie niby nic,
a tak się mocno zaznaczyło.
Niespodziewanie. Nagle. Hyc!
Za serducho mocno chwyciło.

Widziałeś pewnie rozpoznanie
i coś się w Tobie poruszyło.
A we mnie tkwi i pozostanie
i cieszę się że się zdarzyło.

Współczucie nie jest wcale tanie.
Dziś nie tak często je spotykasz.
Ciepło objęłaś mnie za ramię.
Czułem, że Anioł mnie dotyka.

Są jeszcze wśród nas takie panie.
Potrafią pomóc na zakrętach.
Niespodziewanie trafiasz na nie.
W momentach trudnych. Nie od święta.

środa, 2 stycznia 2013

Nostalgia



 








Niezapraszana, przychodzi z rana
chłodna styczniowa nostalgia.
Wymaglowana noc nieprzespana
po bezrozumnych bataliach.

Siada i prosi o mocną kawę
już bardzo zadomowiona.
Wyciąga smutki łzawe na ławę.
Narzeka, że niespełniona.

Czego się mogła w styczniu spodziewać?
Wiedziała. Lekko nie będzie,
a lubi bardzo w przeszłości grzebać.
Klasyfikator na spędzie!

Wyciąga stare sny ze sztambucha.
Nad każdym trochę popłacze.
Potem przeprasza szepcząc do ucha.
Chciała, by było inaczej.

W końcu się zmęczy, ale wyjść nie chce,
chociaż już kawa wypita.
Znaleźć chce pewnie we mnie pochlebcę.
Sonduje. Myśli me czyta.

Milczymy długo. Patrzymy w okno
krzyżując czasem spojrzenia.
Dobrze rozumiem - wciąż jest samotną.
Od dziecka, od urodzenia.

Wszyscy szukają sobie podobnych.
Styczniowa do mnie przylgnęła,
lecz ona jedna w czasach okropnych,
przyszła i się uśmiechnęła.

Niech więc przychodzi. Zimno na dworze.
Nawet już mi nie przeszkadza.
Styczeń jak styczeń. Bywało gorzej.
Nie warto w niczym przesadzać.

piątek, 28 grudnia 2012

Życie, jak barwny sen...


 











Życie, jak barwny sen zleciało nisko.
Spojrzało w wiersza tren. Usiadło blisko.
Troskliwie zgięte w pół, jakby nie miało mocy,
położyło na stół rachunek dni i nocy.
I popatrzyło w oczy z uśmiechem i pytaniem:
Czy, aż tyle zapłacić na pewno będę w stanie?
Westchnąłem, bo pragnąłem znaczną ulgę wymusić.
Gotów byłem się kajać, tłumaczyć, mocno skruszyć,
lecz ono mnie objęło cieplutko za ramiona.
Nie mogę dłużej służyć. Teraz innych przekonaj.
Napisz może tym wierszem do Nieba odwołanie.
Posiedzi jeszcze przy mnie. Do końca pozostanie.
Patrzymy na kalendarz z ostatnią, zmiętą kartą.
Śmiejemy się do siebie. Zapłacić było warto!

środa, 5 grudnia 2012

Zatańczysz?



 








Jeżeli kiedyś zatańczysz zechcesz,
gdy cię podniesie chwili wspomnienie,
oprzyj swą głowę o moje wiersze.
Niech cię otoczy strofa ramieniem.

Niech cię prowadzi. Niech cię obraca,
nawet, gdy obce będą już słowa.
Jakbym z muzyką na parkiet wracał.
Jakby wciąż trwała nasza rozmowa.

Choć inna w oczy spojrzy ciekawość,
lecz moje będzie rozkołysanie.
Tak chciałem, żeby przetrwał zabawą
przerwany nagle nasz wspólny taniec.

Świat wciąż pulsuje i wciąż porywa.
Muzyka zmienia uczucia tony.
Ty musisz tańczyć i być szczęśliwa
wtulona w wiersz ten, niedokończony.

wtorek, 27 listopada 2012

Kocyk



 








Gdzieżeś tej nocy
Zgubiła kocyk, miła?
Bez mej pomocy
Byś się tej nocy
Mi wyziębiła!
A ja niechcący,
Choć bardzo śpiący...
Noc to sprawiła,
Rozgrzałem ciebie.
Jak bardzo nie wiem.
Cały czas śniłaś.

Noc taka chłodna.
Ty taka drobna
Całkiem odkryta.
Nie chciałem budzić,
Ani marudzić,
Ani się pytać.
Być może nie wiesz.
Zajrzę w potrzebie
Także tej nocy.
Zabawię krótko.
Sprawdzę cichutko
Jak leży kocyk.

wtorek, 13 listopada 2012

Jeszcze i jeszcze...



 








Jeszcze
I jeszcze
Wciąż ciągną się dni.
Nie patrzę już na kalendarze.
Młodość już całkiem
Przestała się śnić.
Rozsądek
Pozbawił
Mnie marzeń.

Chciałbym jeszcze
Potańcować.
Choć raz wrócić w dawne dni.
Rzucić żeton
Na nieznaną -
Jedną kartę.
Potem wziąć, nie oponować
To co los podsunie mi
I zobaczyć
Jakich wrażeń
Było warte.

Jeszcze
I jeszcze
Wciąż ciągną się dni.
Nie patrzę na ścienne zegary.
Życie przestało
Obiecywać mi
Wrażenia,
Wzruszenia
Do pary.

Chciałbym jeszcze
Potańcować.
Choć raz wrócić w dawne dni
I spróbować
Coś polubić,
Albo stracić.
Potem wziąć, nie oponować
To co los podsunie mi,
Nawet jeśli
Przyszłoby
Za wszystko płacić

Zobaczyłem
Ciebie wczoraj.
Te dołeczki
Śliczne dwa.
Zobaczyłem
Jak się bawisz,
Jak się śmiejesz.
Wyobraźnia, pewnie chora
Tyle barw wciąż w sobie ma
I bez przerwy
Koloruje
Mi nadzieję.

Chciałbym jeszcze
Potańcować.
Choć raz wrócić w dawne dni.
Nie widzieć
Jak się zachować.
Przyzwoicie.
Potem wziąć, nie oponować
To co los podsunie mi
I spróbować
Jeszcze raz
Polubić życie.

Pod naciskiem prawa



 








W maluteńkiej kawiarence
tuż przy wielkim sądzie,
trzymaliśmy się za ręce,
a spór o poglądzie
utrzymywał atmosferę
spiętą kolanami.
Rozmów było bardzo wiele.
My byliśmy sami.

Mówiłaś mi patrząc w oczy:
Była prowokacja
i gdyby fakty połączyć,
wyda się, że akcja
zmierza do jednego celu
i musi zaiskrzyć.
Było już jak w PRL-u.
Chciałaś byśmy wyszli.

Wieczór był listopadowy.
Do mnie było blisko.
Potrafiłaś prosto z głowy
wytłumaczyć wszystko,
aż poczułem się bezradny
pod naciskiem prawa.
Nie chcę innych lekcji! Żadnych!
Ty mi musisz dawać!

sobota, 3 listopada 2012

Pisz



 









W kącie siedzisz gdzieś,
a oglądasz cały świat.
Noc połknęła wieś.
Do jeziora księżyc spadł.
Pies do domu wlazł.
Na kominie kocur śpi.
Zatrzymał się czas,
Tylko laptop w mroku lśni.

Pisz, kochanie, pisz.
Pokaż znowu swoją twarz.
Mailem poszedł list.
Dawno go już w poczcie masz.
Przecież u was dzień,
kiedy u nas czarna noc.
Chłodem straszy sień,
a tam wrażeń pewnie moc.

Wyświetliło się.
że huragan na was spadł.
Tu też było źle
i wiatr wielkie drzewa kładł,
lecz dom jest, jak był
i ocalał stary dach,
ale wicher wył,
a dziewczynie samej - strach.

Pisz, kochanie, pisz.
Przecież u was wszystko jest.
Na dobytek gwiżdż.
Odbudują, mają gest.
Pracy będzie dość.
Western Union obok masz.
Może przyślesz coś.
Pokaż wreszcie swoją twarz.

Puka noc do szyb.
Gałąź o futrynę trze.
Cichy drzewa skrzyp,
ale ciepło. Nie jest źle.
A tam widzę złom
i dokoła pełno zgliszcz.
Utopił się komp?
Do cholery! Pisz coś! Pisz!


środa, 31 października 2012

Przezyć jeszcze raz...



 









Jeszcze raz przeżyć chciałbym ten wieczór.
Nie umiałbym z przepowiedni drwić.
Teraz wiem. Nikt rozstania nie przeczuł.
Wiedzieliśmy, że mocna jest nić.

Jeszcze raz chciałbym mieć tamten zapał,
ale z wróżby nie mógłbym się śmiać.
Że też nikt mnie za słówko nie złapał.
Nie nauczył przyszłości się bać.

Gdybym mógł wrócić raz, choć na chwilę.
Tak jak wtedy za rękę cię wziąć.
Szepnąłbym ci,  jak umiem najmilej -
Przebacz proszę. Nie wyjeżdżaj! Bądź.

To się może już nie powtórzyć.
Taka noc zdarza się tylko raz.
Nie dałbym żadnej cygance wróżyć.
Żaden los nie rozdzieliłby nas.

Wciąż pamiętam ten uśmieszek drwiący,
gdy mówiłem, że w bzdury nie wierzę,
a ty wtedy wtrąciłaś niechcący,
że cyganka może mówić szczerze.

Chciałbym przeżyć raz jeszcze to samo
i zapłacić za dobrą radę.
Nie myślałem, że powiesz mi rano -
Musisz zostać - Ja teraz wyjadę.

Noc jest długa, jak tamta - jesienna.
Tak jak wtedy nie mogę spać.
Przypomina nostalgia bezdenna,
że nie warto z wszystkiego się śmiać.

Jeszcze raz przeżyć chciałbym ten wieczór.
Nie umiałbym z przepowiedni drwić.
Teraz wiem. Nikt rozstania nie przeczuł.
Można tylko mieć, albo być.

niedziela, 28 października 2012

Nie ma rady na kochanie



 











Nie pomylisz się na pewno.
Trafiony lepkim spojrzeniem,
rozpoznasz właśnie tę jedną,
grożącą uzależnieniem.

Odtąd poddasz się psychozie.
Nic cię przed nią nie obroni.
Nie ukryjesz w oczu chłodzie
tego, coś w sobie rozdzwonił.

Nie uciekniesz. Myślą wrócisz
i zrobi się z ciebie maniak.
Inne zamiary porzucisz
i poczujesz głód kochania.

Nie pomylisz się na pewno.
Pierwszy dotyk cię upewni,
że przepadłeś, wszystko jedno,
tak jak inni wcześniej, biedni.

Odtąd już nie będziesz sobą,
lecz chodzącym głodnym wilkiem.
Pójdziesz tam, gdzie cię powiodą,
za tę jedną, krótką chwilkę.

Nie uciekniesz. Naznaczony
jak brocząca już zwierzyna.
Dla innych jesteś stracony.
Włada tobą ta dziewczyna.

Nie pomylisz się na pewno,
kiedy zapach jej poczujesz.
Wcześniejsze zachwyty zbledną,
a ten zawsze poskutkuje.

Odtąd nic ci nie pomoże
i rozsądek całkiem stracisz.
Poczujesz się znacznie gorzej,
a może i łzą zapłacisz.

Nie uciekniesz od cierpienia,
od tęsknoty i rozłąki.
Nie można uciec od cienia.
Nie istnieją tu wyjątki.

Może nawet, wiesz to wszystko.
Może kiedyś - to przeżyłeś,
a rozpalić chcesz ognisko,
myśląc - czy nie przegapiłeś?

Szukasz wzrokiem nieustannie.
Przepatrujesz w internecie,
choć wiesz, że na ciebie spadnie,
jak na innych w całym świecie.

Nie uciekniesz nieszczęśniku.
Nie ma końca polowanie.
Puenty nie znajdziesz w wierszyku.
Nie ma rady na kochanie!

wtorek, 25 września 2012

Być może



 









Nie miałaś chyba już nadziei.
Myślałaś - Jakby go ośmielić?
Powstrzymywało "Nie dokazuj!",
a jednak może zejść z obrazu
zwyczajne, ludzkie zapatrzenie
i popatrz - odleciały cienie
i nic ciebie nie powstrzymało.
Powtarzasz - mało, mało, mało
całego ciała falowaniem
i niech już będzie wyuzdaniem
i przekroczeniem wszelkich granic
ta chwila nie oddana za nic,
w której spełnienie się rozpływa.
Była marzeniem. Jest prawdziwa
i tylko twoja. Tylko nasza.
Uśmiech chmurzyska porozpraszał
i gwiazdy wpadły nam w źrenice.
Podaj ten notes. Wiersz napiszę
i naszą radość schowam w słowa,
by ktoś przeczytał... też spróbował.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Jeżeli kiedyś...



 









Jeżeli kiedyś wspomnisz mnie jeszcze,
to wiatr firanką lekko poruszy,
a powiew tęsknym, cichutkim wierszem
westchnienie zbudzi uśpione w duszy.

Na parapecie siądzie bezgłośnie
pstrokaty gołąb w ciebie wpatrzony.
Pomyślisz wtedy o naszej wiośnie
i tych nie naszych chwilach straconych.

Będę powiewem, będę gołębiem.
W twoje westchnienie cały się zmienię.
Myśli przeniknę twoje najgłębiej,
gdzie tylko mogą docierać cienie.

Nie! Nie odganiaj tego uczucia
które niepokój leciutki wplata.
Nie! Nie pozbyłem się całkiem czucia
i jak ten gołąb - potrafię latać.

I tęsknię stale, chociaż mnie nie ma
i tylko myślą upartą jestem.
Miłość się nigdy w nicość nie zmienia.
Wraca gołębiem, powiewem, gestem.