Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 października 2022

Uśpiona wojna


 Przysnęła wojna w błotnistym stepie.

Nic się nie dzieje. Może to lepiej.

W ciszy się toczą dziwne rozmowy

o brudnych typach bomb atomowych,

które na miejsca zgrupowań skryte

byłyby pewnie zaraz użyte.

Więc żadna strona nic nie szykuje.

Marznie i moknie i wyczekuje

w lepkiej i gęstej badzo tajemnej

ciszy grobowej i mgle wojennej.

.

A liczne groby wciąż odnajdują.

Dokumentują i nie świętują,

a przecież wkrótce będą Zaduszki.

Z obu stron słychać tylko pogróżki

po statystykach wojennych strat.

Kogo osądzą, gdy minie pat,

a komu przypną ciężkie medale,

jeżeli wojnę pociągnie dalej?

.

 Kule chryzantem i pąki róż

w smętnych piosenkach przekwitły już,

a jeszcze słychać żałosną nutę

i pod Iziumem i pod Bachmutem.

Będziemy znicze poległym palić

i nasłuchiwać ciszy z oddali.

Czy jej nie przerwie gąsienic skrzyp?

Czy z dymem w niebo wzniesie się grzyb?

A może będzie całkiem inaczej.

Ktoś łzę obetrze. Dziecko zapłacze.

Śnieg porzucone ciała przykryje.

Świat nie rozumie o co się bije,

a w Dzień Zaduszny - za sprawą Nieba

pomyśli w duszy - Czy bić się trzeba?

A skoro wojna na stepie śpi -

niech o spokoju zimowym śni!

wtorek, 21 czerwca 2016

"Ona jedna nam została..."










Jeśli zapytasz - każdy odpowie,
gdzie się rodzili profesorowie.
Najbardziej licznie, w trudnych okresach,
kwiat profesury wzrastał na kresach.

Ze wstydem może, każdy dziś przyzna:
W kraju to mógł się urodzić Dyzma,
lub co najwyżej Janko Muzykant.
Z kresów czerpała więc polityka.

Brała falami. Brała w potrzebie,
bo umysł w kraju leżał na glebie,
albo najczęściej był słomą kryty,
prosty, ludowy, deską zabity. 

Gdy się zdarzały trudne momenty
Iwaszkiewicze i Putramenty,
a teraz nawet Radziwiłłowie
kontynuują dawną opowieść.

O "Dwóch księżycach", "naszych ulicach...",
O "naszej klasie". Dawnych różnicach 
i o powstałym podziale nowym
w Europejskim Akcie Spadkowym.

Ktoś śmiałe hasło do mediów wrzucił,
że może dawne jeszcze powróci,
gdy odkreślimy trudne okresy,
a Żyrinowski chce zwrócić kresy.

Do tych rozważań nie brak powodów.
Ma Ukraina wiele narodów,
wiele dialektów, odmian języków.
Ma przeciwników i zwolenników.

Może to było i nic takiego,
że kiedyś powstał Plan Brzezińskiego,
który rozsądnie, a nie w malignie,
ogłosił: " Tu się wszystko rozstrzygnie!" 

Doszedł nam Majdan, a potem Smoleńsk.
Niejeden sokół przepadł w wądole.
Ktoś chciałby dzisiaj rozliczać wszystko,
a młodych tylko skupia boisko.

Potrzebne pewnie nowe otwarcie.
Mamy sportowe, sąsiedzkie starcie.
Po meczu sobie podamy dłoń.
Dzwoń mój dzwoneczku, cichutko dzwoń.



piątek, 5 czerwca 2015

Gradobicie















Burzanem zarasta rola.
Dzikie pola, dziki step.
Nie oddadzą Mariupola.
Dywersantom kula w łeb.

Wojaczka - strach i niedola.
Wczoraj cywil - dzisiaj trep.
Okopy. Minowe pola.
Pod bandażem czarny skrzep.

Kolega bez hełmu polazł.
Gorąco, a pada Grad.
Jeśli taka boża wola,
popatrzysz jeszcze na świat.

Jeżeli się dogadają.
Jeśli rozejm będzie trwać...
O cholera, znów strzelają.
Głupia wojna... psia ich mać!

niedziela, 22 marca 2015

Przykryć wstyd
























Charlie w Bardo, jak widzimy
zamknął temat Ukrainy,
bo jej problem Unii zbrzydł.
Woli jakoś przykryć wstyd.

Francji znowu zwiększą pakiet,
a nam Patriot (bez rakiet).
Pokazano na ćwiczeniach.
Wielka jest siła niechcenia.

Wszystkich mierzą swoja miarą
i wierzą w maksymę starą,
że sprawy można zagadać,
gdy się długo opowiada.

Znikła w mediach norma wszelka.
Propaganda, jak za Gierka
lub taka, jak za Urbana
wodę leje nam od rana.

Co dobre dla żabojada
u nas jakoś nie wypada,
a co osiada w Berlinie -
u nas do Bałtyku spłynie.

Jest jednak różnica kultur.
U nas, tym - z głównego nurtu,
mało kto ufa i wierzy.
Nie takich umiemy przeżyć.

wtorek, 17 marca 2015

A Tagance - ganz egal!















Komu teraz wiarę dasz,
gdy na tronie siedzi kpiarz?
Zamiar nosił przez dni kilka,
aż mu wyszła krotochwilka
i pewnej Amerykance
w teatrzyku na Tagance
opowiadał dyrdymały.
Wszystkie kraje się uśmiały,
taki to był dobry żart.
Nie ujawnił wszystkich kart.
Pewnie coś w zanadrzu chowa
i wkrótce komedia nowa
Europę zaciekawi.

Jak się bawić - to się bawić!
Dobry humor może sprawić,
że się wojna w farsę zmieni
i Kijów się zazieleni
od magików i komików.
Pozmienia ludzi w ludzików,
jak niedawno śnieżny pług
na karetę zmienić mógł.
Pytała ankieta stara:
Jakiego chciałbyś mieć cara?
Żeby tu przy drodze stał...
i każdego w mordę lał!
Za takim pójdziemy wszędzie!
I nasz kpiarz też takim będzie!
A Tagance - ganz egal!
Trochę śmieszno - trochę żal.

czwartek, 12 marca 2015

Nie płacz matko!














Nie płacz matko po swym synu.
On już dawno w Niebie
Zabrano duszę spod Krymu.
Gdzie jest ciało? Nie wiem.

Już go pewnie Matka Boska
pocieszy, przytuli.
Tu na Ziemi został rozkaz
i strzępek koszuli.

Już tam pewnie Aniołowie
duszę opatrzyli.
Gdzie jest ciało się nie dowiesz.
Ziemię wypalili.

Wczesna wiosna już na stepie
czerń zielenią skrywa.
Nie płacz matko. Wyjedź lepiej.
Będzie ofensywa.

Gradobicia będą silne
i wiosenne burze.
Jedzie sprzęt  na Ukrainę.
Nie chcą czekać dłużej.

Rosja także nie poczeka
nim ten sprzęt dojedzie.
Spakuj rzeczy i uciekaj!
Do Polski przyjedziesz?

wtorek, 3 marca 2015

Przez dalmierze














Mówi żołnierz do żołnierza
patrząc na kolegi twarz:
Ktoś na ciebie się przymierza!
Od dalmierza kropkę masz!
Wojna dziś potrafi dopiec,
a na wschodzie w Europie
nowoczesna jej technika
najbardziej młodych dotyka.
Cieszy się z zarobku Czech.
Nasz karabin, a ich pech.
Fin na kupkę forsę zbiera.
Dobry biznes na laserach.
Nawet wielki Mercedes
ubił z Rosją interes.
Chłopcom tym szansy nie dano.
Uzgodniono. Obgadano.
Jeszcze się rozległy żale:
Jak dostarczyć im Mistrale
i jak pomagać w potrzebie?
Wojnę daleką od siebie
polubiła Ameryka.
Swego nosa tu nie wtyka.
Leć sokole. Chrzęści stal.
Dzwoń dzwoneczku cicho...
Żal.

piątek, 5 września 2014

Szybkie reagowanie w nieregularnej wojnie

















Dziś o świcie kontyngent marines
wylądował za moim ogródkiem.
Jeden mówił, (słyszałem): - Jest cymes!
Drugi radził mu: - Mordę na kłódkę!

Aż piętnaście milionów euro
przeznaczyło na tę pomoc NATO.
Tyle przywiózł pan generał furą.
Na obrady przyjechał z wypłatą.

Na nic więcej już zgody nie było,
bo na obiad wołało kasyno.
Towarzystwo obrady skróciło
zapraszając: - Ty też Ukraino!

wtorek, 2 września 2014

Cichuteńko















Poroszenko
cichuteńko
powiadomił opinię światową:
Putin grozi nam bronią jądrową!

Teraz myślą stratedzy
i eksperci i szpiedzy
i się nadal doliczyć nie mogą.

Jest możliwe kolego -
nie oddano wszystkiego.
Mogło zostać coś w arsenale

i jeśli ktoś użyje -
nie poznamy, co czyje?
I wesoło nie będzie tu wcale.

Wojna nerwów i strachu.
Wszyscy boją się krachu,
a napięcie nam rośnie jak balon.

Znowu się kilku panów
przestraszyło wulkanu.
Nie wiadomo, czy Unię ocalą.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Żal, żal, Ukraino!
















Czekaj na mnie, a ja wrócę, jeśli bardzo chcesz.
Komuniści już od wojny lubili ten wiersz.
Bardzo długo hołdowali doktrynie Breżniewa.
Powrócimy, pomożemy, gdy taka potrzeba.

Demokracja, pierestrojka zapiekły im duszę.
Czekaj na mnie, a ja wrócę. Dzisiaj stąd wyjść muszę,
ale nigdy nie zapomnę i to mówię szczerze,
że tam nasze są granice, gdzie nasi żołnierze.

Zadufani Anglosasi gróźb nie dostrzegają.
To są sojusznicy nasi! Wciąż Rosji ufają.
Chociaż czują, chociaż znają uśmieszek Stalina.
Przekonani pozostają, że się zło zatrzyma.

Że można wciąż pertraktować, lub podsypać grosza,
ale żadnej wielkiej armii nie wrócisz do koszar!
Kiedy taka w świat wyrusza, to ma własne prawa.
Tu o nasze życie chodzi! To nie jest zabawa!

Już tam stoją i potrafią zmiękczyć przeciwnika.
Tak wygląda dzisiaj wojna. Taka jest taktyka.
Nacisk siły Europa na swym karku czuje.
Pokazując świat na opak nic dziś nie zwojujesz.

Prawda nie jest ujawniana, bo nikt prawdy nie chce,
że już koń Apokalipsy z Wisły wodę chłepce.
Historia jest zakazana. Każdy dziś ma swoją.
Ża... al, ża... al!  Ukraino! Byłaś pieśnią moją.

środa, 30 lipca 2014

Matka













 Jeden syn z matką mieszkał we Lwowie.
Drugi pracował w Doniecku.
Dawniej to samo miewali w głowie.
Uczono ich po radziecku.

Jeden przyjeżdżał często do Polski,
gdzie Jarmark był Europa.
Drugi się nosił jak kozak doński.
Ożenił się. Węgiel kopał.

Jeden sztandary nosił niebieskie,
a drugi pomarańczowe,
a czasy były już poradzieckie
i ukraińskie i nowe.

Kto wtedy strzelał? - Nie bardzo wiedzą.
Mówią - zielone ludziki.
Obaj w podobnych dziś czołgach siedzą
i inne wznoszą okrzyki.

Obaj strzelają. Modlą się - Boże!
Spraw, żebym nie trafił w brata!
Nie zawsze pocisk poleci w niebo.
Świat niebem tym przestał latać.

Jest znacznie groźniej. Jest dużo gorzej.
Matka się chwyta za głowę.
Powtarza w koło - Boże! Mój Boże!
Żyje Donieckiem i Lwowem.

Nie pojmie tego i nie zrozumie,
kto zrobił z synów żołnierzy?
Tylko - Mój Boże! - wykrzyczeć umie
i w boską opiekę wierzy.

sobota, 26 lipca 2014

Znawcy












Ambasador, redaktor, profesor -
wielcy znawcy i Rosji i władzy,
przyglądają się ważnym procesom.
Nakreślają przyszłości obrazy.

Mówią - wojna, zapalne ognisko.
O pokoju nie ma ni słowa.
Mówią - lata potrwa to wszystko.
Spadł samolot - świat się skomplikował.

Rosja nie chce standardów zachodu,
bo ma swoje - kremlowskie, szerokie.
Chce być znowu więzieniem narodów.
Nie pogodzi się z żadnym wyrokiem.

Polityką kontynentalną
pragnie wypchnąć stąd Amerykę.
To nam stwarza przyszłość fatalną.
Może groźnym być zapalnikiem.

A to długo płonące ognisko
nas swoimi iskrami oparzy.
Tuż za progiem jest. Bardzo blisko.
O spokoju nie ma co marzyć.

Szybko rośnie ziele na wulkanie.
Wciąż odradza się w krótkich porywach,
lecz problemem tu wiecznym jest trwanie,
gdy się pomruk natury odzywa.

Naturalna jest nasza nerwowość.
Naturalne są nasze obawy.
Wobec innych - to nie jest wrogość!
To jest pamięć bliskości lawy.

Ambasador, redaktor, profesor -
wielcy znawcy Rosji, polityki,
mówią, co przewiduje ich resort
o przyszłości, gdzie człowiek jest nikim.

Nie powiedzą, że będą ofiary.
Straty, koszty, szaleństwa umysłów.
Porzucenia nadziei  i wiary.
Oni wzięli społeczność w cudzysłów.

Jakby ludzie nie mieli znaczenia.
Ważny tylko był świata porządek.
Tylko wojny potrafią go zmieniać.
Wielkich zmian oglądamy początek.

poniedziałek, 21 lipca 2014

W dalekim stepie
















W dalekim stepie, gdzie biedę klepie
rosyjska pokołchoźnica
z nieba na ziemię spadło sumienie
i stoi w zbożu na sztycach,
a Stakanowcy, chłopcy- nie chłopcy
zbierają je w worki czarne
i do kierowcy zanoszą obcych.
Widoki mają koszmarne.
Transmisje z Moskwy w umysły wrosły.
Przyjadą ludzie ze świata.
Obejrzą sobie jak banderowcy
nie dają ludziom polatać.
Plugawią ziemię. Zarazę niosą
i jeszcze wojną lud straszą.
Wczoraj rakiety jechały szosą.
Przypalił się garnek z kaszą.
A kołchoźnicy z piwnicy wzięli
ogórki wczoraj solone.
Sumień nie mieli. Ją też wziąć chcieli,
ale odeszła na stronę.
Co ona winna? Władza powinna
rządzić tu wciąż po dawnemu,
bo tu jest Donbas nie Ukraina.
Nikt się nie kłania obcemu!

sobota, 19 lipca 2014

Z kresu naszych dawnych Kresów












Nie tak dawno Szachtior Donieck -
wielki finał, stadion nowy,
ale przyszedł kasy koniec.
Nie da forsy Bank Światowy.

Olimpiada, kasa, Jałta.
Świat się ekscytował tym.
Pełne żagle. Teraz flauta.
Był interes. Przepadł Krym.

Ci do Unii - ci do Rosji.
Obie strony bez pieniędzy.
Stracili ci, co urośli.
Wszystkich straszy widmo nędzy.

Gazociągi południowe
nie napełnią Włochów gazem.
Jest destrukcja, jednym słowem.
Nie uda się. Nie tym razem.

Skąd ta wojna? Z pazerności.
Nafty, ropy, interesów.
Z chęci oraz niemożności.
Z kresu naszych dawnych Kresów.

Banderowcy, Ruscy, Żydzi
wyjechali już czołgami.
Polonii nasz rząd nie widzi.
Płaczą. Zostaliśmy sami.

A w kraju się dyskutuje.
Kto jest przeciw? Kto jest za?
A Wall Street wciąż licytuje.
Hossa. Bessa. Parkiet trwa.

Zapłacą ubezpieczenia.
Specjalista Goldman Sachs.
Tylko życie do stracenia.
Tylko coś, co tkwi gdzieś w nas.

Kozak













Gdy twoje życie nie jest nic warte.
Żyjesz i nie masz nigdy nic z tego.
Postawisz wszystko na jedną kartę
i nie rozróżniasz złego - dobrego.

Gdy przyjdzie obcy, zabrać zamierza
nawet twe marne miejsce na ziemi,
łatwo cię wówczas zmienić w żołnierza.
Cudzego życia nie będziesz cenić.

Gdy całe życie słyszałeś w domu,
jaką ofiarę naród zapłacił,
a teraz prosi - Ojczyźnie pomóż    !
Pójdziesz, bo przecież nie masz co stracić.

A tam ci dadzą mundur nowiutki.
Broń nowoczesną, która zabija.
Nie braknie kaszy. Nie braknie wódki.
Czyja ta ziemia jest w końcu? Czyja?

Kozackie domy. Kozackie pole.
W miasteczku cerkiew została stara.
Puszkina wierszy uczyli w szkole.
Służby dla partii tak jak dla cara.

Ukraińskiego nikt tutaj nie zna.
Tu zawsze Rosja była matuszka.
Żyło się ciężko. Człowiek się starał
i zawsze babę znalazł do łóżka.

Chcą to zabierać? Dajcie kałasza!
Albo najlepiej wyrzutnię rakiet.
Nikt na to niebo ich nie zapraszał!
Niech potem niech mówią na mnie kacapie.

Prowokatorzy! Na pewno szpiedzy,
a jeśli nawet... to gdzie się pchają?
Bronimy domu. Bronimy miedzy.
Amerykańcy w d... dostają!

List












Myślę o Tobie Waćpanno nieustannie, co dzień.
Jesteśmy teraz wypadem daleko na wschodzie.
Wojną wszyscy umęczeni. W ogniu ogorzali.
Strzegą mocne nas szkaplerze. Powrócimy cali.

Byliśmy w wielkich opałach, lecz wyszliśmy z bronią.
Kozacy majdan przejęli, ludzi w jasyr gonią.
Tragedia się wydarzyła. Na bezbronnych ludzi
ruszyła kozacka jazda. Diabeł się obudził.

Bohun rzucił się na posłów i złamał rozejmy.
Skrył się teraz gdzieś na stepie, lecz nadzieję miejmy,
że pochwyci go chorągiew w pościgu wysłana.
Do nóg twoich go przywloką i pod osąd Jana.

Chwila ciszy jest na wojnie. Dzicz się lekko cofa.
Nocami jest niespokojnie. Obok mam samopał.
Charłamp do nas tu z pomocą z harmatami ciągnie.
Wykrwawia się Ukraina w buntowniczej wojnie.

Posłowie się rozjechali. Rozmowy zerwane.
Nie mogą się porozumieć magnat z atamanem.
Mnóstwo chłopskich kup się kręci i po stepie błądzi.
Czuwamy. Dalej nie wiemy, jak Bóg to rozsądzi.

niedziela, 15 czerwca 2014

Jadą czołgi na Donieck





Jadą czołgi na Donieck.
Wiozą bomby i miny.
To nie jest jeszcze koniec!
Jeszcze kraj odgrodzimy.

Tu jest Rosja - matuszka,
a nie prezent Stalina.
Dobra mina i puszka,
banderowców zatrzyma.

Ameryka daleko.
Kozaczyzna nad Donem.
Przyglądajcie się wiekom
jak to było dzielone.

Kto tu jest terrorystą?
Czy ten kto broni domu?
Ojciec był tu czekistą!
Teraz Rosjo dopomóż!

*  *  *

Jadą czołgi na Donieck.
Niby wiedzą dlaczego.
To nie jest jeszcze koniec.
Strzelać mam do swojego?

Przecież tu Ukraina.
Kozaczyzna jest nasza!
Don i cała kraina.
Kto tu obcych zapraszał?

Ameryka daleko.
My tu wszyscy - Słowianie.
Ma tu krew płynąć rzeką?
Komu służy strzelanie?

Kto tu jest terrorystą?
Ten co broni Ojczyzny?
Ojciec tu był czekistą.
Nie ma takich bez blizny!

*  *  *

Zaciśnięte kułaki
i wolności pragnienie.
Różne flagi i znaki.
Jednakowe cierpienie.

Jadą czołgi na Donieck -
tak się wiersz ten zaczyna.
To początek, czy koniec?
Kto je zdoła zatrzymać?

sobota, 7 czerwca 2014

Buchnęła zieleń na stepie















Buchnęła zieleń na stepie.
Nad ogniskiem żółty dym.
Pieśń się niesie. Ma być lepiej!
Na Tatara czeka Krym.

Zaciężne, prywatne sotnie
na rozstajach strzegą dróg.
Babuleńka stoi w oknie.
Rozgląda się. Gdzie jest Bóg?

Pop się modli w parlamencie.
Duniaszka z ręką na piersi.
Ma być lepiej. Lepiej będzie!
Sokoła diabli ponieśli.

Ze skarpety zrobił maskę.
Wyciął usta. Wyciął oczy.
Nie będzie czekał na łaskę,
siedział i na życie psioczył.

Woła lato. Woła zieleń,
a spadają samoloty.
Poszło młode pokolenie
miast  wyjeżdżać na roboty.

Niech się toczą negocjacje.
Trzęsą trony i buławy.
Nie wiadomo, kto ma racje.
Czas poświęcić się dla sprawy.

Szcze ne wmerła Ukrajiny...
od Sanu do Donu.
Pożyjemy - zobaczymy.
Panie Boże! Pomóż!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Palec i ciernie















Liga Narodów znów w Genewie.
Po Chamberlainie krzew ciernisty.
Znów będą dzielić? Jak? - Nikt nie wie.
Nastąpi pokój oczywisty.

Stąd do Monachium niedaleko.
Cierniste krzewy. Podobieństwa.
Ironia losu płynie rzeką.
Budują tamy dla szaleństwa.

Londyńska giełda jest ważniejsza
niż jakieś słowiańskie podziały.
Zmiana granicy? - O to mniejsza!
Problemy większe pozostały.

Sąd już się odbył - piłatowy.
Kto winny? - Nieoznakowani!
Podzielmy szaty! - Reszta z głowy.
A uczestnicy? Nie ci sami?

Ironia losu. Konferencja.
Znów palec po mapie wędruje. 
a właśnie kończy się kadencja.
Teraz się ścieżek nie prostuje.

Nie będzie wizy do Edenu!
Przy kamieniu postawmy straże!
Świat teraz więcej ma problemów.
Jak będzie? - Wkrótce się okaże! 

środa, 16 kwietnia 2014

List














Włóczą się pijane kupy.
W grodach - buntownicy.
Zamki już zdążyli złupić.
Radzą pułkownicy.

Ordyńców czambuły całe
przeszły przez granicę.
Minęły czasy wspaniałe.
Zamęt w polityce.

Zagłoba książętom radzi.
Chce oddać Inflanty.
Ataman brody obsadził.
Nie przepuszcza bandy.

Ruszyły pierwsze chorągwie
z regularnym wojskiem.
Przybył Luśnia. Wszystko stąd wiem.
Martwię się o Polskę. 

Dzisiaj Rada się zaczyna.
Czy przyjmować bitwy?
Czy ma tonąć Ukraina?
Czy się trzymać brzytwy?

Cofają nas aż pod Zamość.
Prędko nie napiszę.
Pacierze za nami zanoś.
Już komendy słyszę.