Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2024

Jesień, a w górach już zima

 

Na Podhalu jesień. 

a w górach już zima.

Mgły chłodny wiatr niesie

i ścieli w kotlinach.

.

Susły nor szukają, 

a gawry niedżwiedzie.

Schował już się pająk. 

Nie chciał w oknie siedzieć.

.

Leniwie w fotelu

spoglądam przez szyby

i o Tobie Elu

wspominam półżywy -

o naszych spacerach

wśród buków czerwonych.

Nikt z nas nie wybierał 

ścieżek pokręconych, 

a będzie to druga

już zima bez Ciebie.

Dzień krótki - noc długa

świerkami kolebie.

.

I wzrokiem kołysze

i w senność go zmienia.

Spokojniej i ciszej

czas mija w jesieniach.


W tych kalendarzowych

i w życia jesieni 

bez Ciebie, Gór Sowich,

bez sił by coś zmienić.

.

Liście gubią klony, 

pożółkły kasztany,

Jest wieczór zamglony -

czernią malowany.

Dzień minął jak chwilka.

Godzina się wlecze,

a znalazłem kilka 

Twych wotywnych świeczek.

Smuteczkom i żalom

chcę płomyk zapalić,

a gdy się wypalą -

zdmuchnij je z oddali.


niedziela, 23 września 2018

A w górach już jesień...
















A w górach już jesień i pierwszy spadł śnieg
I wierzyć nie chce się, że wyruszył bieg
Na cześć... lub Imienia... nie pamiętam kogo
i biegli pobiegli. Widać jeszcze mogą.

A w górach na bieli - czerwona buczyna
nie buczy, nie tupie, chce chłody przetrzymać
i wysoko wznosi wierzchołki ku górze,
choć dęby tu bardziej promują w kulturze.

A w górach wezbrały poezji strumienie
I w nisze spadają i gładzą kamienie.
Niektóre, rzekł Prezes, ciskają na PiS,
a rudy pomyka przy strumykach lis.

A w górach już jesień - ta, od innych inna.
Pogodny był wrzesień, ale kampanijna
wichura się zrywa i wróży opady,
a góry, z natury nie są od parady.

Wyziębną, nim przetrą widoki zamglone
a muszą się wznosić, często przemoczone.
Nie dla nich weekendy i wolne soboty.
Podziwiasz je wszędy i nie myślisz o tym.

A przecież to łupki. Czasem gołoborza.
Wypoczynek krótki i twardy stok złoża
nie dają wytchnienia i partiom wysokim.
A w górach już jesień. Marne powidoki.

Pod Kopą Biskupią leniwie dni płyną.
Stare kości łupią i wystygło wino
rozgrzane emocją partyjnych konwencji.
Zysk odszedł z promocją. Tu nic się nie skręci.

A w górach już jesień. Na łóżka - rabaty.
Myśl bładzi na dróżkach. Kto za tym - kto za tym?
Odeszła zła wróżka, a przyszedł Duch Gór.
Koniuszka paluszka szuka piewców chór.



piątek, 21 września 2018

Jesień idzie pod sąd



Jesień...Skąd ten zmęczenia ślad?
Wrzesień... mógłby nie liczyć lat.
W lesie... błądzi pamięć do dat.

Wczoraj w gabinecie był on.
Pora... chyba przenieść się stąd.
Fora... niespokojny rwie prąd.

Dziś... znów słoneczny jest dzień.
Iść... i usunąć się w cień?
Gdy... już się biorą za łby...
Świat mówi mi, że właśnie... o mnie?


Jesień... promyk nadziei padł.
Chce się... ale entuzjazm siadł.
Wrzesień... kogoś mianował PAD?

Drze się... konstytucyjny wpis.
Pnie się... w złotej jesieni PiS.
W KRS-ie stos list.

Znów wrócą deszczowe dni,
Znów będą powtarzać mi,
Że nie pomoże mi nic.
Natrętny wpis będzie znów o mnie?


Wrzesień... czeka ławka i park.
Jesień... wielki ciężar na kark,
Niesie...  prowincjonalny targ.

Jesień... jeszcze wyżyć się da...
Wrzesień... Klenczon nutkę swą gra,
Chcecie... Ale klęczeć!? - Nie ja!!!

Znów wrócą uparte dni.
Czas za mnie walczy i kpi,
Że to największy wasz błąd!
Najwyższy Sąd będzie trwać we mnie...

wiecznie... lub nadaremnie.

niedziela, 15 października 2017

Nie ma z kim przegnać














Gdy zaprzestano o wywiad żebrać,
wróciło hasło: "Nie ma z kim przegrać!"
Mądrych w elicie nie ma - to nie ma.
Środków na życie nie ma ekstrema.

Dile, paszkwile, wrzutki, podjazdy.
Bez prawa jazdy wciąż jeżdżą gwiazdy
i na komedię prawo zakrawa.
Sprawdzać policja nie miała prawa!

Ta informacja była wojskowa!
A nasz Prezydent to wzór zachowań!
Brać z Niego przykład chcą rezydenci.
Prawo na lewo zamierza skręcić.

Partyjne burze na słupków górze.
Nudnych wynurzeń słucha podnóżek
o tym, że jesień opada z siły.
Kasty w salonie nakasztaniły.

Smutna refleksja:"Nie ma z kim przegnać!"
Wzniosły wierzchołek łatwo oderwać
skoro się uniósł ponad poziomy.
Trudno go winić, a jest tępiony.

Znów jest destrukcja matką porządku.
Nie widać końca. Nie ma poczatku,
a polska jesień wciąż szuka złota.
Dzisiaj - pogoda, a jutro - słota.

poniedziałek, 9 października 2017

Przed progiem


















Poszło lato za debatą.
Samotna różą przed chatą
spogląda na kartoflisko.
Dzieciaki palą ognisko.
Snuje się nad ziemią dym.

Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Na chochoła trudno liczyć.

Przeszedł marsz i wojsko ćwiczy.
Grzmią komendy jak na wojnie.
Dni mijają niespokojnie.
Miało być! - Nie ma wesela,
bo wyborcza karuzela
przegoniła ocieplenie.

Udeptano nawet ziemię.
Przygotowano klepisko.
Do wesela było blisko.
Żyd na wódkę podniósł cenę.
Nie spodobał się ożenek.
Gospodarz obejrzał dudy.

Urodzaj tu nie był chudy,
ale grosz zabrała lichwa.
Chłodem wieje. Pora przykra.
Róża miała stać na stole.
Idzie jesień. Przyjdź chochole.

Będziemy tu gości prosić!
Wici słać! Ubaw ogłosić!
Spraszać duchy Wernyhorów.
Zawiadomić tamtych z dworu,
że nie będą spać spokojnie.
Dręczą już ich sny o wojnie.
Snuje się nad ziemią dym.

Ktoś tu był?
Czy ktoś zawołał?
Taka pustka dookoła.
Dogasa słomiany ogień.
Stanęła jesień przed progiem.

To, co wczoraj było złote...



















Jeszcze kropi. Jeszcze wieje.
Jeszcze żółknie i opada
i rozwiewa czcze nadzieje
tego, co błędnie zakładał,
że tu jakiś cud natury
dominuje nad większością.
Gdy nadchodzą ciemne chmury
i wspaniałość jest nicością.

To, co wczoraj było złote,
dzisiaj jest już brudno-szare.
Wiemy, jakie będzie potem,
gdy las pokryje oparem
chłód jesiennych, wczesnych zmierzchów
i przymrozków przygruntowych.
Mgły gdzie chcą, siądą bez przeszkód.
Wróci obraz znany - nowy.

Pogodzimy się z jesienią.
Z brakiem błękitów wysokich.
Z barwami, co pejzaż zmienią,
nakładając snów półmroki
na to nasze życie szare
i nadzieje niespełnione.
Na zamiary nowe - stare
w dywan liści zamiecione.

Jeszcze kropi. Jeszcze wieje.
Jeszcze słońcem błyszczy w oczach,
ale już herbatki grzeje
i wirtualne przeźrocza
podsuwa nam w przemyśleniach
o naturze przemijania.
My się też będziemy zmieniać
w swym podejściu do zmieniania.

niedziela, 9 października 2016

Jesiennie

















To taki okres.To taka pora.
Jesień za oknem. Wyczekiwanie.
Władza chce z nami grać w pomidora.
Na wyczerpanie. Na przetrzymanie.

Szkoda, że spektakl jest nieciekawy
i przede wszystkim - marni artyści.
Są nieporadni. Nie mają wprawy.
Szurają tylko wśród spadłych liści.

Czasem zagrabią. Czasem usypią,
a potem wszystko to wiatr rozwiewa.
Tłok przy kamerze. Oczami łypią.
Nikt się niczego już nie spodziewa.

Jeszcze nam tylko Marsz w listopadzie
został, a potem czekamy Świąt.
Nie będzie wielkich zmian w tej obsadzie.
Czy ktoś zapragnie iść znów pod prąd?

To taki okres. Jesień za oknem.
Po niej już roczne podsumowania.
Programy stały się znów okropne. 
Nuta ich cienka. Satyra tania.

Wyczekiwanie. To taka pora.
Nie porwie ludzi ta polityka.
Władza chce z nami grać w pomidora.
Może na jesień lepsza liryka?

czwartek, 29 października 2015

Ocieplenie

















Ocieplenie ludziska odczuli.
Cóż ten świat z nami dzisiaj wyczynia?
Gdzieś, po przeciwnej stronie kuli,
kwieciem pokryła się pustynia.

To niby jeszcze nic nie znaczy,
lecz spadło z ramion jakieś brzemię.
Choć w mediach jest kilku kopaczy,
można już poczuć ocieplenie.

Mówią: - To zwykła kolej rzeczy.
Choć chciałbyś, zmiany nie przyspieszysz.
Stare się zawsze trudniej leczy.
Nowe już widać! Młode - cieszy.

Taka pogodna, złota jesień
podobno u nas tylko bywa.
Czujesz, że ludziom znowu chce się...
po kolejnych "Alternatywach".

Już były bony i wymiany,
udziały i rekompensaty.
Różnych rozdziałów były plany,
lecz wszystko poszło do bogatych.

A cóż zostało Narodowi?
Szwajcarskie franki? Amber Goldy?
Zawsze się zjawiał Balcerowicz
i nowe wciąż wymyślał wolty.

A teraz mamy Nowoczesną
i Trybunały i podatki.
Drogę łagodną lub bolesną
i na krzyżyki równe kratki.

Może coś kapnie na kulturę.
Na sztukę - słabe są nadzieje.
Niestety, mamy wciąż "pod górę".
Choć przyszło nowe... i już wieje.

Jednak zakwitła gdzieś pustynia
i może być to znak proroczy,
gdy nam się marzy "Druga Gdynia",
gdy przejrzeliśmy znów na oczy.

Nadejdą chłody. Tak być musi,
lecz teraz cieszmy się jesienią.
Tym razem znicza straż nie zdusi.
Ludzie wspólnotę znowu cenią.

środa, 28 października 2015

Sroki na topoli



















Siadły sroki na gałęzi
wysoko... wysoko.
Odfrunąć nie mają chęci
i nie mają dokąd.

Wcześniej siadały tu wrony,
Czasem czarne kruki 
i różne ptasie ogony
siadały dopóki...

Pospadały siwe liście
z wierzchołka topoli.
W cieniu jest już chłodno, mgliście.
Sucha gałąź boli.

Pustką sterczą na tle nieba
kikuty strzeliste.
Już z wysoka zlecieć trzeba.
To jest oczywiste.

Jeszcze skrzeczą, jeszcze kraczą.
Dobrze im tu było,
lecz miejsca ustąpić raczą,
gdy się ochłodziło.

Pani jesień spokój niesie.
Swoje ma uroki.
Jednych zrzuci - innych wzniesie.
Zmienia nam widoki.

czwartek, 1 października 2015

Oj, złoci się, złoci...
















Oj, złoci się, złoci!
Maluje i psoci.
Z tej całej dobroci
można się okocić!

Oj, błyszczy się, błyszczy!
Nie tworzy, lecz niszczy.
Odrodzi ze zgliszczy.
Zawodzi aż piszczy.

Już kończy się wrzesień.
Czy to pani Jesień
ma takie przebranie
na podsumowanie... ?

To rządu rachunek.
Malunek - frasunek
wyborczej jesieni,
która wszystko zmieni.

Czy spadną kłamstw liście?
Czy znów przegraliście?
Już kończy się wrzesień
w propagandzie mgliście.

wtorek, 2 grudnia 2014

Ogrodniczek















Nie wychodził z ogrodu wielobarwnych motyli
i nad każdym róż płatkiem się uważnie pochylił.
Cicho brzęczał z zachwytu oczy wznosząc do nieba.
Iluż tu zapylaczy w tym ogrodzie potrzeba?

A kończyła się jesień. Suche liście opadły.
Chłodną rosę świt niesie. Ogród nie jest już ładny,
a bezlistne łodygi wciąż się srebrzą od szronu.
Ucichł trzepot motyli niepotrzebny nikomu.

Znalazł miejsce na ławce - starej swej rówieśniczce.
Żółtych liści latawce w nagłej wiatru podrywce,
zatańczyły dokoła. Kilka siadło na włosy.
Jesteś piękna! - zawołał. Nigdy nie mam cię dosyć!

A natura słuchała. Jej wielbiciel to sprawił,
że się uśmiech jesieni w tym ogrodzie pojawił.
Mrozy srebrno-zielone rozchyliły swe liście,
wierszem tym zachwycone. Czy wy także byliście?

sobota, 11 października 2014

Szelest
















Kompromitacja i ból,
a miała być ziemi sól.
Ziemi rodzimej i czarnej,
a marniej wciąż jest i marniej.
I tylko ta złota jesień
wytchnienia chwilę nam niesie
i rozpromienia ulice.
Straszą czerwonym księżycem,
pomorem i krwi toczeniem.
Jednak te nasze jesienie
trzymają wciąż nas na duchu.
Nawet z nadziei okruchu
wznosimy swe domki z kart.
Partyjny, wyborczy wiatr
osłabł przy świata porywach.
Ktoś wielkie sceny rozgrywa
na stromym globalnym dachu.
Przyzwyczajenie do strachu
spłynęło na nas zmęczeniem.
Lubimy nasze jesienie
i szelest upadłych liści.
Milczący dotąd artyści
pięć minut mają dla siebie.
Jak dalej będzie, nikt nie wie,
lecz to już nie ma znaczenia.
Naród się łatwo nie zmienia.
Jest jeszcze mądrość zbiorowa
i ta kampania nerwowa.

niedziela, 21 września 2014

Przemówienia - zamyślenia (Dykteryjka o jesieniach)














Nie dziwmy się, że w jesieni
wielu z nas się zaczerwieni.
Zielone zostaną szpilki -
żarciki i krotochwilki.

To normalne. Tak jest zawsze.
Jesień w barwy ostrzegawcze
bardzo chętnie się ubiera.
Zgniło-żółto jest już, teraz.

Jeszcze kusi barw paleta.
Jeszcze wiersz pisze poeta,
ale wkrótce liść opadnie.
Będzie inaczej. Też ładnie.

Może trochę bardziej goło
i mniej strojnie, mniej wesoło,
lecz kampania musi trwać.
Spłyną mgły i siądzie szadź.

Deszcze spadną. Wiatr zawyje.
Chmura horyzont zakryje.
Człowiek okna poutyka,
a już będzie po wynikach.

Rządy inne mają plany,
lecz my wiemy - będą zmiany.
Każda jesień je przynosi,
więc władza o spokój prosi.

Wydłużyły nam się cienie.
Mamy teraz zagrzybienie
i ostatnie są odloty.
Każdy wie, co będzie po tym.

Musi przyjść i będzie chłód.
Nie liczmy na żaden cud.
Nie odmienią przemówienia
jesiennego zamyślenia.

Mgły na wrzosowiskach
















Ryknęło na wrzosowiskach.
Dzik przyśpieszył biegu.
Schronił się do zapadliska
przy jeziora brzegu.

Sapią byki na polanie.
Straszą okolicę.
W gromadkę się zbiły łanie
Tłuką w grunt racice.

Lis wędruje skrajem drogi.
Do opłotków zmierza.
Gospodarz uchodził nogi.
Klęka do pacierza.

Daj nam chleba powszedniego...
Zatrzymał na chwilę
i pomyślał - nie takiego,
jak dzisiaj kupiłem.

Potem szybko się poprawił:
Jak my wybaczamy...
Kto to nam, właściwie, sprawił,
że mamy, co mamy?

Babka zasnęła w fotelu.
Telewizor miga.
Nie widziano od lat wielu
takiej wsi w podrygach.

Sołtys wołał na zebranie,
ale nikt nie poszedł.
Nie wiadomo, co się stanie?
Znów przysłali grosze.

Szarówka szybko zapada.
Księżyc jak kołyska.
Nocka do snu się układa.
Mgły na wrzosowiskach.

niedziela, 14 września 2014

Pachnie wrzosem
















Ktoś kupuje od nich ropę?
Gdzie ta ropa płynie potem?
Na wymianę, lub do Chin?
Wbijają w ten rynek klin.
Może leją gdzieś w kolumny
pomnażając w świecie trumny.
Może nie chodzi o filmy,
lecz o rury, podział inny
gazociągów oraz złóż,
a nie o ten w ręku nóż.
Przecież ma być pełzająca
i musi gonić zająca
po Syrii, po Ukrainie.
Ludzie są widzami w kinie.
Widzieli na Manhattanie.
Przewidują, co się stanie.
Czy ktoś słyszał o sprzeciwie?
Nie ma i ja się nie dziwię,
bo od tego boli głowa,
a pogoda jest wrześniowa
i ważniejsze, co pod nosem.
Grzybobranie. Pachnie wrzosem.

Babie lato
















Wrzesień mgły po polach niesie.
Babie lato, chociaż jesień,
snuje myśli pajęczynę.
Odpoczynku odrobinę
zdałoby się po emocjach.
Jest w tym jednak nuta obca.
Kilku władców ma już plany,
jak ten świat poukładany
w nowe zebrać koalicje.
Jakiś fałszywy inspicjent
pomruk wojny podpowiada.
Jabłka pozostały w sadach.
Ludzie wierzą w wolę bożą.
Jeszcze swoje rżyska orzą
myśląc jaki będzie plon.
Niewidoczny leci dron
i patrzy, czy rozejm trwa.
Większa szykuje się gra.
Wyłożono już miliardy.
Nie brak dla życia pogardy.
Leją ropę do zbiorników,
hektolitrami, bez krzyku.
Ile spalą lotniskowce,
helikoptery, bombowce? -
Nikt nie liczy. Tak ma być!
Ludziom jednak chce się żyć!
Babie lato wątłą nić
snuje wolno po marzeniach.
Piękna jesień. Piękna Ziemia,
a na niebie lot sokoła.
Czy nie można nic odwołać?

wtorek, 9 września 2014

Elegantka


















(Maria Dubownik -obraz,akt)





To było przypadkowe.
Nie była żadna randka.
Nagle mi weszła w głowę
jesienna elegantka.
Wydała się znajoma.
Czy kiedyś ją widziałem?
Szła taka wystrojona,
a ja na nią czekałem.

Najpierw ujrzałem chustę
okręconą na szyi.
W niej czerwień, brązy lustrem
zielenie ozłociły
i barwy rozjaśniły
na sukni wypukłości
pod którą się schroniły
myśli idące w gości.

Oczy miała zielone
ze słońca iskierkami,
leciutko rozmarzone,
gdy tak staliśmy sami.
Od razu powiedziała,
że zostać chce do zimy.
Chodź do mnie moja mała!
Czemu tu tak stoimy?

Już wiem jak jest powabna
i ma na imię Jesień.
W dotyku jest jedwabna
i tulić wciąż ją chce się,
a pachnie tuberozą
i leciutko igliwiem.
Uwodzi śmiałą pozą
i kocha się prawdziwie.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Wiatru granie




 








Jesień. Trwanie. Wiatru granie.
Chmurne niebo. Chmurne czoła.
Kometa. Oczekiwanie.
Dym się snuje. Trąbka woła.


Mam, ale nic z tego nie ma.
Powtarzany stale temat.
Jak się nie dać? Jak przetrzymać?
Wyzysk. Kryzys. Idzie zima.

Myśl ta krąży w gabinetach
i wzrok skupia na gadżetach
świadczących o posiadaniu.
Trzeba jakoś wytrwać w trwaniu.

Mam, ale nic z tego nie ma.
Umęczyła rząd ekstrema.
Zieloni weszli na dach.
Idzie zima. Kryzys. Krach.

Myślą o tym w "bezpieczeństwie".
Jest metoda w tym szaleństwie.
Przeciwnika dobrze znamy,
lecz właściwie tylko trwamy.

Kiedy ranne wstały zorze,
pomyślano - wciąż jest gorzej.
Mamy, lecz nic z tego nie ma.
Niedostępna wciąż antena.

Czarna tęcza. Na obręczach
skupili myśl dziennikarze.
Idzie zima. Kto przetrzyma
taką karuzelę zdarzeń.

Rekonstrukcja nieodzowna.
Jak zdążyć przed pierwszym śniegiem.
Jak tej zimie się nie poddać?
Ktoś wie może, lecz ja nie wiem.


Jesień. Trwanie. Wiatru granie.
Chmurne niebo. Chmurne czoła.
Kometa. Oczekiwanie.
Dym się snuje. Trąbka woła.



 

sobota, 16 listopada 2013

Zmierzch



 









Wczesny zmierzch. Nadchodzą chłody.
Coraz dłuższe są wieczory.
Do zmartwień rosną powody.
W polityce złe humory.

Nie ma śmiechu pod dyktatem,
gdy złośliwość płynie z góry.
Jedni wiedzą - To ostatek.
Drudzy twierdzą - To są bzdury.

Szary człowiek z niepokojem
na rachunki swe spogląda.
Marsze. - Przebój za przebojem.
Rzeczywistość źle wygląda.

Cena trzyma ludzi w domach.
Widowiska się skończyły.
Smutne państwo na salonach.
Poddani opadli z siły.

Zamyślenie na kazaniach.
Ulice w bulgocie piwa.
Wiele jest oczekiwania.
Trudno taki czas nazywać.

Jeszcze tydzień do Adwentu.
Jeszcze rekonstrukcje, szczyty.
Jeszcze hucpa elementu.
Jeszcze uśmiech hipokryty.

Wczesny zmierzch. Nadchodzą chłody.
Coraz dłuższe są wieczory.
Polityczne korowody
ciągną w zimę system chory.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Jednocześni



 








Wędrujemy w przestrzeni
liczni, osamotnieni
widząc rozpad i kumulację.
Powtarzalność procesu,
klęska obok sukcesu -
wciąż porządek zmieniają w wariacje.

Zapał spycha niechcenie
i przekształca istnienie
w inne formy, nam ciągle nieznane.
Znamy reset pamięci,
jednak wszystko się kręci,
wciąż nam bliskie i przez nas kochane.

Materialność - duchowość.
W diament zmienia się słowo.
Rozproszenie przeradza w skupienie.
Sieć emocji i doznań,
nieskończonych powiązań
zwiemy życiem, a po nim istnieniem.

Odczuwamy tę wielkość.
W niej jesteśmy kropelką.
Nie spojrzymy na całość z daleka.
Wznosząc mantry i modły
o dotyk palca dobry,
utrwalamy świat Boga, człowieka.

Refleksyjna jest jesień.
Wiele zmian wokół niesie
zdałoby się tak zrozumiałych.
Piękna, zmienna i chłodna
i tak do nas podobna -
jednocześnie i wielkich i małych.